Hoplita grecki z żywicy i nie tylko
z dr. n. med. Wojciechem Chagowskim,
z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej UM w Lublinie, pasjonatem historii, turystyki rowerowej i modelarstwa figurkowego,
rozmawia Anna Augustowska
[su_spacer size=”30″]
- Słuchając o Pańskich zainteresowaniach i pasjach nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dziś wybrałby Pan inny zawód?

- Nie było rozczarowania?
– Nie było, chociaż nie będę krył, że od początku interesowała mnie wyłącznie medycyna niezwiązana z leczeniem chorych… Ale kiedy trafiłem na zajęcia u prof. Andrzeja Jaklińskiego (m.in. twórcy toksykologii sądowo‑lekarskiej) wiedziałem, że to jest to, co chcę robić. I udało się, całe moje zawodowe życie związałem z tą – jak ją nazywał prof. Jakliński – mroczną dyscypliną, jaką niewątpliwie jest medycyna sądowa. Zrealizowałem się w tej profesji; byłem biegłym w głośnych sprawach kryminalnych, ściśle współpracowałem z Instytutem Pamięci Narodowej w kwestii badań szczątków ludzkich pod kątem obrażeń postrzałowych oraz nadal jestem jednym z biegłych (powołanych przez Prokuraturę Krajową), badających ofiary lotniczej katastrofy smoleńskiej z 10.04.2010 r.
- Czy pasje pozazawodowe to sposób, aby uciec z tego mroku – nawet jeśli jest fascynujący?
– Medycyna sądowa bardzo mnie wciągnęła i zmusiła do zgłębienia wiedzy, o której „zwykły” medyk nie musi nic wiedzieć. To zagadnienia związane m.in. : z kryminalistyką, archeologią, biomechaniką, balistyką, budową broni, detektywistyką itd. Natomiast moje pasje – zarówno modelarstwo, jak i kolarstwo – trwają od moich wczesnych lat szkolnych a nawet wcześniej, bo pierwszy rower dostałem jak miałem 5 lat. I w zasadzie ze sportem rowerowym nie rozstaję się od tamtego czasu. W szkole średniej, w okresie juniorskim, ścigałem się amatorsko na torze; już na studiach na ówczesnej Akademii Medycznej w Lublinie, kiedy trafiłem do Akademickiego Klubu Turystyki Rowerowej „Wentyl” i równolegle działałem w Biurze Podróży „Almatur”, zacząłem rowerowe wyprawy po Europie. Zdałem też egzamin na przewodnika turystyki kolarskiej, więc prowadziłem liczne rajdy i obozy m.in. po Roztoczu, Pomorzu Zachodnim, Węgrzech, Czechosłowacji, Grecji oraz Hiszpanii i Portugalii.
- A dziś też nie rozstaje się Pan z rowerem?
– Jeżdżę cały rok – także nocą. Tylko śnieg na szosie może mnie zatrzymać, bo teraz uprawiam wyłącznie kolarstwo szosowe. Przejeżdżam rocznie około 6 tys. km. I mam plan, aby za rok, w kwietniu – kiedy będę już na emeryturze – wyruszyć w trasę dookoła Polski. To będzie samotna wyprawa, bo tak podróżować lubię najbardziej: rower, asfalt i ja.
– To pasja, która wyrosła jeszcze z czasów, kiedy jako dzieciak bawiłem się w robienie kartonowych modeli statków i budynków.
Figurki to inna kategoria – generalnie wykonywane są w oparciu o istniejące modele.
Modyfikacja polega na pocięciu gotowej fabrycznie figurki i wykonaniu silikonowych form. Później z płynnej żywicy, wlanej do tych form, otrzymuje się elementy postaci, którą chcę stworzyć. Następnie przy użyciu m.in. mas chemoutwardzalnych wykonuje się np. elementy umundurowania i wyposażenia np. siodło, strzemiona, pas munduru itp. Na koniec figurkę się maluje, co wymaga zastosowania technik pozwalających na uwypuklenie światłocieni i innych efektów, które sprawiają, że „postać ożywa”. Pierwsza figurka, jaką wykonałem, to hoplita grecki, ciężkozbrojny piechur starożytnej Grecji. Jestem wielbicielem historii starożytnej, stąd najwięcej moich figurek to bohaterowie tamtej epoki.
- Ale nie tylko – ma Pan na koncie inne, bardzo interesujące modelarskie doświadczenie?

- Z tym wiąże się kolejne wyzwanie?
– Tak się złożyło, że makietę klasztoru zobaczyli pracownicy muzeum w Treblince i zaproponowali nam wykonanie makiety działającego tam w czasie II wojny światowej niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady. Nie było łatwo, bo nie zachowały się mapy i dokumenty pozwalające odtworzyć wygląd obozu z czasów wojny, ale się udało.
- Jest jeszcze jedna pasja.
– Od kilkudziesięciu lat jestem członkiem oddziału lubelskiego Zarządu Głównego Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy. Przygotowuję i wygłaszam odczyty na różne tematy historyczne np. o chińskiej białej broni, o twierdzach kresowych dawnej Rzeczypospolitej; o przebiegu bitwy pod Kadesz, czy pod Kannami z uwzględnieniem rodzajów uzbrojenia. Co tu kryć, wracając do pierwszego pytania – dzisiaj, gdybym stanął przed wyborem drogi zawodowej, wybrałbym studia historyczne…

