W trosce o lekarską psyche
Pandemia koronawirusa SARS‑CoV‑2 mocno wyciska swoje piętno na wszystkich pracownikach ochrony zdrowia, a w szczególności na lekarzach. To właśnie na nas spoczywa największa odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjenta. Błędna decyzja może kosztować chorego zbyt wiele.
Poziom stresu, którego obecnie doświadczają lekarze walcząc z pandemią, można śmiało porównać z tym, który towarzyszy medykom w trakcie działań wojennych. Obserwuje się nasilenie występowania wśród lekarzy m.in. reakcji lękowych, stanów psychicznego wyczerpania, fizycznego znużenia, bezsilności, a także poczucia przegranej i wypalenia. Dla wielu praca w tych ciężkich warunkach kończy się depresją a nawet samobójstwem. Według amerykańskich badań, to właśnie nasza grupa zawodowa cechuje się najwyższym współczynnikiem samobójstw wśród wszystkich zawodów. W Stanach Zjednoczonych w ciągu roku z powodu wypalenia zawodowego życie odbiera sobie od 350 do 400 lekarzy. Większość obecnie pracujących medyków zgłasza co najmniej jeden objaw wypalenia zawodowego, kiedy przed pandemią zjawisko to było znacznie mniej nasilone.
Stan wypalenia zawodowego amerykańska klinika Mayo określa obecnie jako „stan fizyczny, emocjonalny lub wyczerpanie psychiczne połączone z wątpliwościami, co do swoich kompetencji i wartości wykonywanej pracy”.
W czasie każdej epidemii u części personelu medycznego dochodzi do rozwoju objawów zespołu stresu pourazowego (posttraumatic stress disorder, PTSD). Analiza dotychczas przeprowadzonych badań wykazała występowanie PTSD u 10‑20 proc. medyków. Wyższe wskaźniki obserwowano na oddziałach intensywnej terapii (8‑30 proc.). Udało się również zdefiniować czynniki ryzyka, mogące wpływać na przełamanie odporności na stres. Zalicza się do nich obciążony wywiad psychiatryczny, płeć żeńską, choć w tym przypadku wyniki badań bywają sprzeczne, krótki czas pracy w zawodzie, brak wsparcia społecznego, posiadanie małych dzieci oraz przeżywanie poczucia bezradności w czasie walki z pandemią.
Dlatego tak niezwykle ważne w czasach pandemii wydaje się budowanie własnej odporności psychicznej, która pomoże nam skutecznie łagodzić następstwa traumatycznych wydarzeń.
Czynnikami, które bardzo poprawiają komfort pracy i zmniejszają ryzyko rozwoju PTSD jest wsparcie rodziny, współpracowników oraz przełożonych. Także odpowiednie przeszkolenie, które daje poczucie większego bezpieczeństwa i komfortu w trakcie wykonywanej pracy. Naszym wrogiem jest chaos, zaś praca w dobrze zorganizowanych i zarządzanych jednostkach wydaje się zwiększać odporność pracowników na stres.
Coraz więcej amerykańskich szpitali, celem wsparcia personelu medycznego, decyduje się na tworzenie specjalnych pomieszczeń socjalnych, nazywanych: „pokojami spokoju”. Takie spokojne oazy zawierają wszystko, co choć na chwilę pozwala zrelaksować się i oczyścić swój umysł. Perfekcyjnie dobrane kolory ścian, delikatnie przyciemnione światła, relaksująca muzyka, wygodne fotele oraz napoje i przekąski pozwalają personelowi choć na chwilę oderwać się od pandemicznej rzeczywistości. W „oazach spokoju” pracodawcy coraz częściej umieszczają rośliny oraz niewielkie fontanny, które dają przyjemnie kojący dźwięk. Bardzo pomocna jest również rozmowa z zatrudnionym przez szpital terapeutą lub psychologiem.
Niektóre amerykańskie szpitale korzystają z usług firm oferujących masaże. Pracownicy mogą skorzystać np. z 15‑minutowego masażu, który w doskonały sposób pozwala się zrelaksować i wrócić do pracy niemal w pełni wypoczętym i zregenerowanym. Szpitale oferują swoim pracownikom również zajęcia z medytacji i głębokiego oddychania oraz innych technik relaksacyjnych, z których lekarze i pielęgniarki mogą korzystać w szczególnie stresujących momentach.
Placówki medyczne coraz częściej organizują lub dofinansowują zajęcia grupowe, które zachęcają do kreatywności i wspólnego spędzania czasu w atmosferze relaksu i zupełnego mentalnego odcięcia się od przytłaczającej pandemicznej codzienności. Wykonywanie sprawiających przyjemność zajęć, wspólnie ze współpracownikami stwarza dodatkowe korzyści wynikające z socjalizacji.
W badaniach wykazano, że praca na „długie zmiany” może negatywnie wpływać na samopoczucie lekarzy i pielęgniarek. Konieczność dłuższej pracy często tłumaczona jest potrzebami pacjentów i brakiem wyspecjalizowanej kadry. Jednak szpitale, które chcą zredukować uczucie niepokoju wśród personelu oraz stres towarzyszący codziennym wyzwaniom, powinny wypracować odpowiednią kulturę pracy, w której pracownicy nie będą czuli się zmuszani do pozostawania na „dobrowolnych” nadgodzinach lub do podejmowania dodatkowych dyżurów.
Udowodniono, iż krótszy czas pracy związany jest z niższymi wskaźnikami wypalenia zawodowego. Niezwykle ważne jest przestrzeganie przepisów kodeksu pracy, w tym szanowanie prawa do urlopów, kiedy to lekarze naprawdę mogą odpocząć, by później z naładowanymi bateriami wrócić do pracy.
Brak troski o kadry medyczne, a wręcz niekiedy nawet wrogie nastawienie rządzących, może w szybkim tempie doprowadzić do wielkiej katastrofy ochrony zdrowia w Polsce. Przykładem niech będzie haniebna – w opinii niektórych, wręcz celowo złośliwie zaproponowana – podwyżka dla lekarzy specjalistów, wynosząca 19 zł miesięcznie. Przeliczając kwotę na godzinę pracy lekarza wychodzi, że zaproponowano nam nominalnie około 12 groszy więcej. Przy takiej polityce niestety daleko nie zajedziemy, zwłaszcza że już kilka tygodni temu w angielskim NHS wykazano 8278 wolnych miejsc pracy dla lekarzy. Być może znaczną część tych etatów zajmą lekarze z Polski.
Marek Derkacz
marekderkacz@interia.pl

