Czytałam pacjentom bajki

Opublikowano: 2 maja, 2021Wydanie: Medicus (2021) 05/2021Dział: , 3,8 min. czytania

Taka uroczystość jeszcze się w powojennej historii Lubelskiej Izby Lekarskiej nie zdarzyła – po raz pierwszy bowiem uhonorowano Seniorkę, która ukończyła 100 lat. Jubilatką jest Maria Nosarzewska, lekarz pediatra, związana ze Świdnikiem. Przed laty pełniła funkcję ordynatora Oddziału Dziecięcego w świdnickim szpitalu, a potem przez wiele lat (w służbie zdrowia przepracowała w sumie 50 lat) leczyła kolejne pokolenia małych świdniczan.

Z okazji tak zasłużonego jubileuszu Pani Doktor otrzymała Dyplom Honorowy LIL i kwiaty, które w Jej imieniu odebrała córka Jubilatki Hanna Tymieniecka. Uroczystość odbyła się 20 kwietnia w siedzibie Izby.

Maria Nosarzewska urodziła się 14 kwietnia 1921 roku w Sosnowcu, ale szkołę i liceum przyszła lekarka ukończyła we Włodzimierzu Wołyńskim. Tutaj też w latach czterdziestych razem z dwojgiem rodzeństwa poznała smak pracy konspiracyjnej, bo cała trójka aktywnie działała w strukturach Armii Krajowej obwodu wileńskiego a Maria („Isia”) – była łączniczką.

Po wojnie na studia medyczne wybrała Lublin. Ukończyła je w 1951 roku. Kiedy w 1966 roku w szpitalu w Świdniku uruchomiono Oddział Dziecięcy, Maria Nosarzewska, będąc już wtedy specjalistą pediatrii II stopnia, objęła w nim stanowisko ordynatora.

Po latach tę funkcję przejął dr Wojciech Mach, który tak wspomina współpracę z dr Nosarzewską:

– W 1980 roku, po kilkunastu latach pracy w Instytucie Pediatrii, wygrałem konkurs i od września tego roku objąłem stanowisko ordynatora Oddziału Dziecięcego w Świdniku. I tak się zaczęła moja – jak się później okazało – 22‑letnia „przygoda” z pracą w Świdniku, a także znajomość i prawdziwa przyjaźń z Panią Doktor Marią Nosarzewską – Isią.

– Nie ukrywałem, że z pewną obawą rozpoczynałem swoją pracę w Świdniku. Nie wiedziałem, jak zostanie przyjęta osoba spoza środowiska i w dodatku formalnie jako przełożony dla byłego ordynatora, czyli dla doktor Nosarzewskiej, która przecież pracowała nadal w szpitalu. Ale bardzo szybko się przekonałem, że moje obawy były na wyrost i zawsze podczas naszej ponad 10‑letniej bezpośredniej współpracy w oddziale mogłem liczyć na pomoc i wsparcie Pani Doktor. A problemów do rozwiązania było mnóstwo – od ogromnych niedoborów kadrowych począwszy, przez sprzętowe, organizacyjne w lecznictwie poradnianym, medycynie szkolnej itp. Większość z nich udało się rozwiązać właśnie dzięki pomocy Pani Doktor, która była zawsze spokojna, często uśmiechnięta, bardzo lubiana przez małych i starszych pacjentów, była też doskonałym wzorem dla młodych lekarzy – przyszłych pediatrów.

W 1990 roku Pani Doktor Maria Nosarzewska przeszła na zasłużoną emeryturę. Kiedy świętowała 95. urodziny w Miejsko‑Powiatowej Bibliotece Publicznej w Świdniku odbyło się wyjątkowe spotkanie, podczas którego odznaczono dostojną Jubilatkę krzyżem Nil virtuti civili invium (Nic nie stoi na przeszkodzie cnocie obywatelskiej).

Wtedy Doktor Maria Nosarzewska dziękując za pamięć tak wspominała początki pracy w Świdniku: – Oddział Dziecięcy liczył 30 łóżek. Mieliśmy mało sprzętu, więc w najcięższych przypadkach wspomagali nas medycy z Lublina. Gorzej było z dyżurami, bo wtedy jeszcze niewielu lekarzy pracowało. Mieliśmy nocne dyżury na Oddziale Dziecięcym, ale często trzeba też było iść na internę, gruźlicę, Oddział Noworodkowy, które rozmieszczono w całym mieście. Rodziło się dużo dzieci, było też więcej chorób. Teraz są szczepionki, które im zapobiegają. Wtedy często występował dyfteryt, szkarlatyna. Zawsze szkoda mi było dzieci, które zostawały w szpitalu. Rodzice mogli je odwiedzać tylko w określonych godzinach. Maluszki często płakały, tęskniły za mamą i tatą. Czasami więc, wbrew zakazowi, przemycaliśmy rodziców, by dziecko mogło się choć na chwilę przytulić. Personel oddziału zawsze bardzo się starał, by mali pacjenci jak najmniej odczuwali pobyt w szpitalu. Gdy tylko była chwila czasu, bawiliśmy się z dziećmi, czytaliśmy im bajki na dobranoc. Chcieliśmy, by chociaż bez rodziców, czuli się jak w domu. W służbie zdrowia przepracowałam 50 lat, większość w Świdniku. Nie żałuję, że spędziłam tu prawie całe życie.

Anna Augustowska


Przy tworzeniu tekstu korzystałam z informacji na stronie www.swidnik.pl