Środa
Dopiero zaczął się dzień, a ja już myślę, żeby był weekend. Czy to już wypalenie zawodowe? Coraz częściej myślę, że powinny być poradnie dla lekarzy, gdzie moglibyśmy zdiagnozować swój stosunek do wykonywanej pracy i usłyszeć niezależną opinię, czy to już czas na dłuższą przerwę: 2 miesiące urlopu, renta, emerytura? Kiedyś kolega psychiatra stwierdził, że wystarczy zrobić krótki test, ale po nim 70 proc. lekarzy będzie miało stwierdzone wypalenie zawodowe.
Od rana prawie nie dzwonią telefony, ale za to pacjenci przychodzą osobiście z pretensjami, że nie mogą się dodzwonić. Okazuje się, że uszkodzony jest przekaźnik 3G i trzeba przestawić telefony na 2G, a za kilka dni naprawią. Na wszelki wypadek nie pytam, jak to zrobić w aparacie stacjonarnym, żeby nie wyjść na… ale to błąd, komórki przestawiłyśmy (nie ja, chociaż nie przyznałam się, że nie wiem jak), a stacjonarny dalej nie działa, infolinia też niedostępna. Wszyscy mają czas, tylko my musimy szybko, na wczoraj.
Przyszła pacjentka z wynikami badań. Pierwszy raz po kilkumiesięcznej przerwie była miesiąc temu. Od roku czuła „dziwne”, nawracające, niezbyt mocne bóle brzucha. Badam ją, brzuch trochę wzdęty, trochę bolesny i tyle. Miała szczęście, bo na USG czekała „tylko tydzień” (normalnie 2‑3 tygodnie), ale w COVIDZIE jakoś szybciej. Płyn w jamie brzusznej. Dzisiaj ma TK i rezonans, rak jajnika meta wszędzie. Zastanawiam się, czy jakbyśmy zaczęli diagnostykę rok temu, miałaby większe szanse na życie. Dlaczego nie przyszła wcześniej? Bo się bała COVIDA, bo przecież słyszała, że nie robi się żadnych badań, szpitale leczą tylko COVID i tak dalej. Co zrobić, żeby pacjenci nie bagatelizowali wczesnych objawów, przecież nie da się przyjmując 50‑60 osób dziennie wszystkich zapytać o wszystko. Teraz jest to szczególnie trudne. Zarządzający ochroną zdrowia też nie mają na to pomysłów, ciągle słyszymy tylko szczepienie, COVID i rehabilitacja po COVIDZIE. A gdzie reszta?
Rozdzwoniły się telefony (na 2G działają) o skierowania na rehabilitację pocovidową. Tłumaczę, że to dopiero zapowiedź ministra, nie wiadomo kto, gdzie i na jakich zasadach będzie to robił. Pacjenci twierdzą, że oni wezmą skierowania i poczekają, argumenty, że e‑skierowanie musi mieć konkretnego adresata, nie trafiają. Po co zapowiadać, że coś już jest, jak nie wiadomo, jak to ma wyglądać? Ale komu ja zadaję te pytania, chyba sobie.
Ostatni dzisiaj pacjent to młody człowiek, który chce zostać strażakiem. Ode mnie chce tylko zaświadczenie, że jest zdrowy i może wykonywać próby wydolnościowe, sprawnościowe i inne skoki na bungee. Próbuję wytłumaczyć, że zaświadczenie o stanie zdrowia dostanie, ale żadnych innych dopisków. Chłopak ze łzami w oczach prosi (ma nawet druk), że on musi to mieć, bo inaczej nie przyjmą mu papierów. Tłumaczenie, że lekarz podpisując takie zaświadczenie bierze na siebie odpowiedzialność jakby np. dostał zawału na tych wysokościach, albo okazało się, że ma lęk wysokości, nie trafia do niego. Desperacko zapewnia mnie, że podpisze, że to na jego żądanie. Dlaczego funkcjonariusz publiczny (komendant straży) dopuszcza do tego, że młodzi ludzie prawie wymuszają tego rodzaju dokumenty, a nie wskazuje, gdzie można zrobić odpowiednie badania i dostać zaświadczenie? Pan komendant jest na dodatek bardzo dumny ze swojego postępowania (czytałam odpowiedź na wystąpienie prezesa Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych Pracodawców w tej sprawie) i nie widzi nic złego w „zdobywaniu” przez chętnych do pracy w straży takich zaświadczeń. Dla prokuratora w razie czego nie będzie to żaden argument.
Wioletta Szafrańska‑Kocuń

