Zęby wyszczerzyć i przeżyć
Czy na myśl o wizycie u dentysty nie miękną nam kolana i serce nie zaczyna bić odrobinę szybciej a zimny pot nie występuje na czoło? A przecież żyjemy w czasach luksusowej, prawie bezbolesnej stomatologii, kiedy otuleni znieczuleniem możemy wręcz uciąć sobie drzemkę w trakcie borowania lewej górnej czwórki.
Jeszcze całkiem niedawno było to nie do pomyślenia, o czym warto pamiętać. O krwawej historii stomatologii, ale lekko i bardzo ciekawie, opowiada James Wynbrandt w „Bolesnej historii stomatologii albo płaczu i zgrzytaniu zębów od starożytności po czasy współczesne”. W książce krok po kroku opisuje, jak sztuka leczenia zębów osiągnęła wyżyny, pokazując jej niełatwy rozwój i różnego rodzaju praktyki i sztuczki, którym poddawano naszych bardzo lub nieco mniej odległych przodków.

Dowiemy się, że próchnica atakowała już sto milionów lat temu – wystarczy zbadać skamieniałości, pochodzące z permu (ostatniego okresu ery paleozoicznej), które noszą wyraźne oznaki zakażenia bakteryjnego tkanki przyzębia… Jaskiniowcy też nie mieli lekko, mimo że nie mieli jeszcze problemów z próchnicą (brak rafinowanego cukru w diecie), ale i tak narzekali na ból w jamie ustnej. Choćby dlatego, że spożywane przez nich produkty prowadziły do nadmiernego ścierania się kości – żywność była „doprawiona” choćby piaskiem czy ziemią. Ta opowieść raczej nie wyleczy nikogo z dentofobii, ale pomoże docenić wykształcenie dzisiejszych stomatologów, sterylność ich gabinetów i dostępność szerokiej gamy skutecznych środków przeciwbólowych.
Anna Augustowska
James Wynbrandt, „Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne”. Wydawnictwo Marginesy, 2020 r.
