Zęby wyszczerzyć i przeżyć

Opublikowano: 1 maja, 2021Wydanie: Medicus (2021) 05/2021Dział: 2,5 min. czytania

Czy na myśl o wizycie u dentysty nie miękną nam kolana i serce nie zaczyna bić odrobinę szybciej a zimny pot nie występuje na czoło? A przecież żyjemy w czasach luksusowej, prawie bezbolesnej stomatologii, kiedy otuleni znieczuleniem możemy wręcz uciąć sobie drzemkę w trakcie borowania lewej górnej czwórki.

Jeszcze całkiem niedawno było to nie do pomyślenia, o czym warto pamiętać. O krwawej historii stomatologii, ale lekko i bardzo ciekawie, opowiada James Wynbrandt w „Bolesnej historii stomatologii albo płaczu i zgrzytaniu zębów od starożytności po czasy współczesne”. W książce krok po kroku opisuje, jak sztuka leczenia zębów osiągnęła wyżyny, pokazując jej niełatwy rozwój i różnego rodzaju praktyki i sztuczki, którym poddawano naszych bardzo lub nieco mniej odległych przodków.

We wstępie Wynbrandt tak pisze: „W chwili, gdy sadowimy się wygodnie na wyprofilowanym fotelu dentystycznym – bezpośrednim potomku pionierskiego modelu znajdującego się obecnie w Smithsonian Institution – ci z nas, dla których wizyta u dentysty jest przeżyciem głęboko traumatycznym, powinni sobie uświadomić, ile tak naprawdę mają szczęścia. Gdyby przyszło im odwiedzić gabinet stomatologiczny nieco wcześniej – powiedzmy w pierwszej połowie XX wieku – mogliby zostać potraktowani niebezpieczną dawką promieniowania albo też stracić kilka zupełnie zdrowych zębów na rzecz poprawy ogólnego stanu zdrowia. A kilka wieków wstecz, pacjent liczący na ukojenie bólu mógłby doświadczyć puszczenia krwi albo zabiegu przyżegania, prowadzącego do powstania pęcherzy lub poważnych poparzeń. Innym, równie prawdopodobnym, scenariuszem byłoby zaaplikowanie przez dentystę śmiertelnej dawki arszeniku, tudzież zalecenie płukania jamy ustnej moczem w charakterze środka przeciwbólowego. Niewykluczone też, że pacjent, aby zapewnić rozrywkę rozochoconej gawiedzi, trafiłby na scenę, zdany na łaskę perfidnego wyrwizęba, zaliczającego się do grona prekursorów profesji, która dopiero niedawno dostąpiła nobilitacji”.

Dowiemy się, że próchnica atakowała już sto milionów lat temu – wystarczy zbadać skamieniałości, pochodzące z permu (ostatniego okresu ery paleozoicznej), które noszą wyraźne oznaki zakażenia bakteryjnego tkanki przyzębia… Jaskiniowcy też nie mieli lekko, mimo że nie mieli jeszcze problemów z próchnicą (brak rafinowanego cukru w diecie), ale i tak narzekali na ból w jamie ustnej. Choćby dlatego, że spożywane przez nich produkty prowadziły do nadmiernego ścierania się kości – żywność była „doprawiona” choćby piaskiem czy ziemią. Ta opowieść raczej nie wyleczy nikogo z dentofobii, ale pomoże docenić wykształcenie dzisiejszych stomatologów, sterylność ich gabinetów i dostępność szerokiej gamy skutecznych środków przeciwbólowych.

Anna Augustowska

James Wynbrandt, „Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne”. Wydawnictwo Marginesy, 2020 r.