Ikony Anny
Z Anną Kuraszko, lekarz stomatolog, pasjonatką pisania ikon, rozmawia Anna Augustowska.
■ Na okładce grudniowego numeru „Medicusa” umieściliśmy ikonę, którą specjalnie na tę okazję Pani napisała i wybrała.
Dlaczego właśnie tę?
Ikona przedstawia Świętą Rodzinę – Matkę Bożą, Józefa i Dzieciątko. A grudzień to przecież Święta Bożego Narodzenia, czas bardzo rodzinnych spotkań, emocji z tym związanych i duchowych przeżyć. Uznałam, że właśnie wizerunek Rodziny Małego Jezusa najpełniej oddaje siłę i piękno tych świąt.
Poza tym to mój ulubiony temat ikonopisarski. Często piszę takie ikony, mam wiele prac, których tematem jest Święta Rodzina, Madonna z Dzieciątkiem, a także Józef trzymający małego Jezusa. Bardzo cenię sobie w życiu relacje rodzinne. Są podstawą naszej tożsamości, rodzina daje nam siłę i wsparcie.
Chciałabym, aby te ikony dawały impuls do pielęgnowania i celebrowania tych wartości.
■ Ale ta najważniejsza dla Pani ikona, najbliższa sercu przedstawia…
Ta najważniejsza, wyjątkowa z powodów osobistych ikona, którą napisałam kilka lat temu, przedstawia Michała Archanioła pokonującego szatana. To kopia obrazu renesansowego malarza Guido Reniego, który swój obraz namalował około 1630 r., i dzisiaj można go oglądać w Rzymie, w kościele Santa Maria Immacolata. Pisałam tę ikonę z mocną intencją – była modlitwą o zdrowie dla mojego męża Grzegorza. Chciałam, aby tak jak Michał Archanioł, poskromił zło. I tak się stało! Mąż pokonał chorobę, wygrał swoją walkę o życie.
■ To skąd w ogóle ikony w Pani życiu?
Od zawsze lubiłam rysować. W szkole podstawowej należałam do koła plastycznego; w liceum zaczęłam robić kolaże: do namalowanych na płótnie akrylowych obrazów doklejałam piórka, suszone kwiaty, jakieś dodatkowe formy przestrzenne.
Bardzo to lubiłam i na ile czas pozwalał, tworzyłam takie właśnie kompozycje.
W czasie studiów na stomatologii, które od początku były moim marzeniem, i nie wyobrażałam sobie innego kierunku – plastyczne pasje musiałam odsunąć. Nauka była najważniejsza, później także rodzina i praca. Byłam pochłonięta bieżącym życiem aż do momentu, kiedy syn się usamodzielnił, a ja mogłam zwolnić w pracy… i nagle znalazłam czas dla siebie. Wtedy wróciłam do malowania.
■ Ale nie były to jeszcze ikony?
Jeszcze nie, wtedy zaczęłam malować miniaturowe obrazy swoich roślin z ogrodu. Powstał cały cykl akrylowych obrazów tego, co rośnie przy domu. Tak się też złożyło, że dałam się namówić na zrobienie wystawy tych prac, i rzeczywiście Mój ogród zaprezentowałam w 2015 r. w Galerii „Za szybą” w Miejskim Ośrodku Kultury w Świdniku, gdzie mieszkam i pracuję.
Ikony wpadły mi w oko, kiedy zapisałam się na warsztaty z pisania ikon i technik pozłotniczych, które prowadziła Magdalena Mazur w Ośrodku Kultury, Promocji i Turystyki w Kazimierzu Dolnym. W 2017 r. zaczęłam regularnie uczestniczyć w tych zajęciach, trwało to siedem lat. I stało się – ikony są teraz moją pasją.
Wciąż szukam nowych inspiracji i tematów. Przez te lata wypracowałam też swój styl, odbiegający nieco od kanonicznych zasad, co pozwala na autorską kreatywność. Stosuję m.in. nieoczywiste dla ikon kolory, np. turkus czy kobalt; moje ikony mają też zróżnicowane faktury, nie są płaskie jak lustro. Lubię tworzyć ornamenty i wypukłe wzory wokół aureoli świętych albo rodzaj ramki wokół ikony. Techniki pozłotnicze pozwalają mi używać w pracy płatków złota, srebra i szlagmetalu, często zdobię ikony kryształkami, perełkami lub drobinkami brokatu.
Stosuję technikę tempery jajecznej z wykorzystaniem żółtek kurzych jaj, białego wina i naturalnych pigmentów.
■ Oryginalne są też tematy ikon.
Ikony etniczne? Tak, mam takie, które przedstawiają wizerunki Madonny niosącej Dzieciątko w chuście – to inspiracja peruwiańskim wizerunkiem Matki Bożej, albo Madonnę w ukraińskim stroju ludowym; Madonnę Cygańską, Góralską czy Afrykańską.
Do napisania tej ostatniej zainspirowała mnie hebanowa płaskorzeźba, którą otrzymałam od mojego pacjenta – zaprzyjaźnionego zakonnika, który jest misjonarzem w Afryce.
Oryginalne są również miejsca, gdzie wystawiam swoje prace, bo oprócz galerii, są to kościoły. Moim ulubionym jest kościół św. Jana Chrzciciela w Łańcuchowie, którego proboszczem jest ks. Tomasz Konstanciuk. Tam ikony są prezentowane na czterech bocznych ołtarzach i oglądane przy muzyce organowej, robią ogromne wrażenie. Swoje prace prezentowałam również w Warszawie, w kościele św. Alberta na Tamce oraz w Pałacu Prymasowskim na spotkaniu opłatkowym z abp. Nyczem.
■ Są też ikony pisane na ważne okazje…
To ikony mierne – pisane dla nowo narodzonych dzieci. Aby powstała taka ikona, muszę znać parametry urodzeniowe dziecka, bo deska powinna mieć długość noworodka, a szerokość deski ma odpowiadać jego wadze – oczywiście w centymetrach. Taka ikona przedstawia wizerunek świętego patrona noworodka, np. św. Jan dla Jasia. Ikony ślubne, które piszę dla nowożeńców – są rodzajem błogosławieństwa i życzeniem szczęścia w ich życiu.
Generalnie napisałam co najmniej 200 ikon i mam na koncie 13 indywidualnych wystaw, w tym dwie w LIL.
■ A przed nami bardzo ciekawa wystawa, która już w grudniu.
To prawdziwe wyzwanie, z którego jestem bardzo zadowolona. Przygotowuję wystawę, na której zaprezentuję cykl 14 Świętych Wspomożycieli. Będą to: Barbara, Katarzyna, Małgorzata, Krzysztof, Jerzy, Błażej, Dionizy, Wit, Idzi, Pantanelon, Achacy, Eustachy, Erazm i Cyriak.
Wystawa będzie eksponowana w lubelskiej Galerii Gardzienice od 13 grudnia do 6 stycznia 2026 r. Zapraszam!





