Wciąż tajemniczy Pan Chopin
„Nos i usta miał «średnie», twarz «owalną», czoło «normalne», a cerę «jasną». Są jednak i konkrety: włosy blond, zarost i brwi także tego koloru, wzrost 170 centimetres, a oczy szaro-niebieskie” – takie dane można wyczytać w paszporcie, który Fryderyk Chopin otrzymał przed wyjazdem do Anglii w 1837 r.
Przytacza je Ewa Solińska w swej książce Tajemnice Chopina.
To zaskakująco skromna pozycja – nie licząc bibliografii, to zaledwie 160 stron – ale jakże gęsta od faktów, które autorka skrupulatnie potwierdza, cytując fragmenty listów pisanych przez Chopina do licznych przyjaciół i rodziny oraz listów, które kompozytor otrzymywał. Nie omija też korespondencji tych wszystkich, którzy pisali o Chopinie – przede wszystkich jego uczniów i uczennic, a także licznych fragmentów z ówczesnej prasy.
Ta benedyktyńska praca ujawnia często zaskakujące tajemnice z życia Fryderyka Chopina. Wśród nich tak podstawowe, jak kłopoty z ustaleniem daty jego narodzin czy diagnozy choroby, na którą zmarł; niechęci do koncertowania czy sercowych przygód.
Wróćmy do opisu wyglądu kompozytora, który w swoich wspomnieniach umieścił przyjaciel Chopina – Franciszek Liszt: „W jasnym spojrzeniu niebieskich oczu więcej było dowcipu niż rozmarzenia; miły łagodny uśmiech nigdy nie miał w sobie goryczy. Delikatna przeźroczysta cera budziła zachwyt, jasne włosy miały miękkość jedwabiu”.
Obraz Chopina, wyłaniający się z kart książki, zaprzecza ugruntowanym stereotypom. To nie tylko geniusz żyjący w wyidealizowanym świecie romantycznych natchnień, ale również człowiek zaradny, konkretny, mocno stąpający po ziemi, wręcz menadżer własnego sukcesu. Autorka kreśli też sugestywny obraz epoki, w której żył Chopin, i ukazuje jej obyczaje, konteksty społeczne i polityczne. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć nie tylko twórczość kompozytora, lecz także jego samego jako człowieka. Poznajemy m.in. jego upodobania: kulinarne (np. lubił pić aromatyczną czekoladę) i odzieżowe (preferował szyk angielski i kolor szary), kochał kwiaty i… psy.
I to, że wyraźnie życzył sobie, aby jego nazwisko kończyło się mocno podkreślonym „n”, a nie „ę”: Szopen, a nie Szopę.
Dostajemy też historie współczesne: kto ratował urnę z sercem Chopina w czasie II wojny światowej; jakie były dzieje pomnika Chopina, który dziś podziwiamy w warszawskich Łazienkach Królewskich? I to, co wyjątkowe – komu i w jakich okolicznościach dedykował swe kompozycje i co go inspirowało – tu piękna anegdota: Walc D-dur op. 64 został zadedykowany ukochanemu psu Marquisowi…
Ewa Solińska, Tajemnice Chopina, Wydawnictwo „Rytm”.
