Do klubu może należeć każdy

Opublikowano: 4 grudnia, 2025Wydanie: Medicus (2025) 12/2025Dział: 5 min. czytania

Z prof. Pawłem Krawczykiem, prezesem Medycznego Klubu Turystycznego, rozmawia Anna Augustowska.

 Od 20 lat wędrujecie, zdobywacie szczyty gór, jeździcie rowerami, żeglujecie… z nieustannym zapałem. Przypomnijmy cele, jakie przyświecały powołaniu do życia Medycznego Klubu Turystycznego.

W lutym 2004 r. czterech facetów wybrało się w Bieszczady. Byli to: Norbert Grząśko, Piotr Klimek, Paweł Krawczyk i Piotr Paprzycki. Spędziliśmy mroźną noc w nieistniejącym już dzisiaj schronie w Dydiowej, w zakolu Sanu (na pamiątkę tego naszego pierwszego wspólnego wyjścia w Bieszczady powtórzyliśmy je w 2025 r.). I wtedy właśnie zrodził się pomysł sformalizowania naszej działalności w postaci stowarzyszenia MKT. Była to inicjatywa towarzyska, skierowana do pracowników medycznych ówczesnej Akademii Medycznej, ale z ambicjami wykraczającymi poza wspólne urlopy. To miała być turystyka, jak to się mówiło, kwalifikowana, a nawet wyczynowa, miało być męcząco, wysoko, dziko, egzotycznie i z dozą ryzyka. Rok wcześniej wspólnie z Piotrem Paprzyckim wspięliśmy się na najwyższy szczyt Afryki Północnej i Maroka – Tubkal (4167 m n.p.m.). Właśnie góry były naturalnym miejscem naszej pozazawodowej aktywności. W 2004 r. sukcesem zakończyła się pierwsza wyprawa na Mont Blanc (na szczycie stanęli Piotr Paprzycki i Norbert Grząśko) oraz na kaukaski Elbrus (szczyt zdobyli Rafał Dmowski i Paweł Krawczyk). W 2005 r., kiedy klub został oficjalnie zarejestrowany, na szczycie Mont Blanc stanęli Kamila Wojas i Paweł Krawczyk. Ruszyliśmy także na dziewicze trasy rowerowe. Już w 2004 r. przetarliśmy jako pierwsi w Polsce roztoczański szlak rowerowy od Kraśnika do Lwowa, a rok później podróżowaliśmy rowerami przez Bieszczady ukraińskie i na Pojezierze Szackie.

 Nie da się uniknąć podsumowań: najważniejsze (z różnych względów) wyprawy, osiągnięcia, zaskakujące zwroty…

Najważniejsze przedsięwzięcia górskie to wejście na szczyt Aconcagua (6961 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Ameryki Południowej, oraz wyprawa na szczyt CB13A (6180 m n.p.m.) w indyjskich Himalajach Lahul. Ta druga wyprawa, która odbyła się w 2008 r., przyniosła nam największy rozgłos. Była to wyprawa śladami pierwszej polskiej powojennej ekspedycji w Himalaje zorganizowanej przez Lubelski Klub Wysokogórski w 1973 r.

Podczas tej wyprawy zginęli w lodospadzie Zbigniew Stepek – radiowiec i prezes LKW oraz lekarz Andrzej Grzązek. Podczas naszej wyprawy osiągnęliśmy przedwierzchołek CB13A, powtarzając tym samym drogę pierwszych zdobywców.

Celem naszych wypraw były też inne egzotyczne góry, jak najwyższy szczyt Etiopii – Ras Dashen (4543 m n.p.m.), najwyższy szczyt Iranu Damavand (5610 m n.p.m.) czy najwyższy w Turcji Ararat (5137 m n.p.m.). Niewątpliwie dużym przedsięwzięciem była też wyprawa do Chile ze zdobyciem andyjskiego 5-tysięcznika Cerro Toco i ambitnym trekkingiem wśród lodowców Patagonii, wokół chilijskiego masywu Torres del Paine.

A nasze największe osiągnięcia rowerowe to wieloetapowe, długodystansowe rajdy po ponad 3000 km: dookoła Polski oraz wzdłuż Dunaju. Uważamy za duży sukces to, że jako członkowie MKT byliśmy inicjatorami reaktywacji długo niedziałającego Klubu Wysokogórskiego Lublin, którego pierwszym prezesem został Piotr Tomala.

 A co się nie udało, o ile coś takiego było?

Przedsięwzięcia górskie, rowerowe czy biegowe to nie matematyka i ich wyników nie da się przewidzieć. Często nie udaje się osiągnąć szczytu czy dojechać rowerem do wyznaczonego celu. Tak było ze szczytem CB13A, kiedy Mariuszowi Baskurzyńskiemu zabrakło kilku godzin do szczytu. Na szczyt Mont Blanc wchodziliśmy kilka razy (ostatni raz w 2025 r.), ale tylko dwa razy z sukcesem. Szczyt Aconcagua zdobyła tylko jedna osoba, chociaż w wyprawie wzięły udział cztery. Najważniejsze, że te porażki czy sukcesy nie mają wpływu na nasze przyjaźnie i wspólne projekty, które realizujemy już od ponad 20 lat.

 Jubileusz to też okazja do snucia planów na kolejne lata.

Starzejemy się. Chcielibyśmy odmłodzić klub, żeby młodzi ludzie tworzyli nowe projekty zdobywania gór wysokich czy rowerowych i biegowych przedsięwzięć, a nas, nestorów, zaprosić do udziału w takich przedsięwzięciach. W 2025 r. zakończyliśmy rowerowy rajd wzdłuż Dunaju, co zajęło nam pięć lat z przerwą z powodu epidemi COVID-19, ale nadal trwa projekt rowerowy „Bezludna Polska” – wybieramy trasy przez najsłabiej zaludnione powiaty naszego kraju. Nasze rowerowe eksploracje, wobec smutnej sytuacji na Ukrainie, chcemy skoncentrować w rejonie Morza Bałtyckiego. Planujemy też w 2026 r. rajd po Gotlandii czy większą eskapadę wzdłuż wybrzeży tego morza. Do finału, po tegorocznym wejściu na Grossglockner (3798 m n.p.m.) i Dufourspitz (4634 m n.p.m.) oraz wcześniejszym, dość brawurowym i rodzinnym wejściu na Hvannadalshnúkur w Islandii, zbliża się projekt zdobycia najwyższych szczytów wszystkich krajów europejskich. Do Korony Europy pozostał mi łatwy europejski szczyt Kazachstanu i być może uda się przy okazji jego zdobycia zrealizować trekking pod Chan Tengri w Tienszanie.

 Przypomnijmy zasady przynależności do klubu – tylko medycy czy nie tylko?

Obecnie do klubu należy ponad 20 członków i drugie tyle sympatyków. Co prawda w nazwie mamy słowo „medyczny”, ale do klubu może należeć każdy, kto uwielbia turystykę górską czy rowerową albo chce wprowadzić do klubu inne sposoby aktywnego spędzania czasu, jak Piotr Paprzycki, który realizuje rejsy żeglarskie po Morzu Śródziemnym. Ostatnio chętniej organizujemy też nieco mniej wyczynowe, ale zawsze oryginalne imprezy turystyczne, jak krótkie rodzinne rajdy rowerowe i coroczną wycieczkę autokarową tam, gdzie nie zawiezie was żadna firma turystyczna.

Zapraszamy na odbywające się kilka razy w roku otwarte posiedzenia zarządu, na których wspominamy nasze ostatnie przedsięwzięcia i planujemy nowe.