Bez kar i bez nagród, czyli o reformie szpitalnictwa

Opublikowano: 4 grudnia, 2025Wydanie: Medicus (2025) 12/2025Dział: 3,8 min. czytania

Nie ma kar, ale nie ma też zachęt. W jednym zdaniu zamyka się cała filozofia nowej reformy szpitalnictwa, która – choć długo wyczekiwana – przyjęła postać raczej zaproszenia do zmiany niż przełomu. W teorii można to uznać za krok w dobrą stronę – nikt nie będzie zmuszany do konsolidacji, restrukturyzacji czy do przekształceń. Zmiana ma być dobrowolna, wynikająca z potrzeby poprawy jakości i zapewnienia ciągłości opieki nad pacjentem. Ale czy rzeczywiście da się w taki sposób przeprowadzić reformę systemu?

Ustawodawca chciał dobrze. Projekt, nad którym pracowano miesiącami, przeszedł długą drogę między ministerstwem, komisjami sejmowymi i środowiskiem medycznym. Ostatecznie przyjęto ustawę, która daje możliwość konsolidacji, łączenia SPZOZ, tworzenia spółek i jednostek budżetowych, a także przygotowywania planów naprawczych. Wszystko w imię usprawnienia działania szpitali, zwłaszcza tych powiatowych, które od lat zmagają się z problemami finansowymi, kadrowymi i organizacyjnymi. Ale kiedy przyglądamy się uważnie, trudno oprzeć się wrażeniu, że reforma przypomina dobrze zaprojektowaną mapę, na której niestety nie zaznaczono punktu start.

Dobrowolność zmian, często podkreślana przez resort zdrowia, brzmi dobrze, dopóki nie zestawimy jej z realiami. W świecie, w którym codziennością szpitali są niedobory, nadgodziny i zadłużenie, trudno oczekiwać, że ktoś podejmie wysiłek reorganizacji bez widocznej korzyści. Zmiana wymaga energii, czasu i ryzyka. Tymczasem nowa ustawa nie oferuje żadnego mechanizmu, który wzmocniłby tę energię – żadnej nagrody, żadnego przywileju, żadnego realnego wsparcia.

Eksperci słusznie zwracają uwagę, że można było pójść krok dalej – zaprojektować system zachęt premiujący te placówki, które odważą się na zmianę. Przykłady takich rozwiązań już istnieją. NFZ wprowadził premiowanie szpitali za podawanie znieczulenia zewnątrzoponowego podczas porodów, a także zmodyfikował zasady finansowania hospitalizacji tak, by nie opłacało się sztucznie przedłużać pobytu pacjenta. Małe kroki, ale pokazujące, że system nagród działa – kiedy tylko ktoś odważy się go zastosować.

W ochronie zdrowia, jak w medycynie, profilaktyka jest zawsze lepsza niż leczenie. I właśnie w tym sensie reformy potrzebują mechanizmów, które zapobiegają stagnacji. Nie chodzi o kary – te w systemie już mamy. Mamy kontrole, raporty, oceny i wskaźniki. Brakuje natomiast nagród, które nie tylko motywują finansowo, lecz także budują kulturę odpowiedzialności i wspólnego celu.

Z perspektywy codziennej pracy w szpitalu reforma jawi się więc jako kolejny dokument, który trzeba wdrożyć, ale który niekoniecznie coś zmienia. W najlepszym przypadku daje nowe możliwości, z których mało kto skorzysta. W najgorszym – stanie się zbiorem przepisów, które po kilku miesiącach trafią do szuflady. Dlatego tak ważne jest, by w tej dobrowolności dostrzec szansę. Bo jeśli każdy będzie czekał, aż pierwszy krok zrobi ktoś inny, nie ruszy nikt.

Z drugiej strony być może to właśnie w tym pozornym braku przymusu tkwi siła ustawy. Być może polska ochrona zdrowia potrzebuje nie kolejnego centralnego rozporządzenia, ale przestrzeni do inicjatywy. Przestrzeni, w której dyrektorzy i samorządy mogą naprawdę decydować, jak chcą się rozwijać.

Minister Zdrowia mówiła o „zaproszeniu” – słowie, które w polityce brzmi zaskakująco łagodnie. Być może chodzi właśnie o to, byśmy przestali się reformować pod batem, a zaczęli zmieniać się z przekonania.

Jednak zaproszenie działa tylko wtedy, gdy wiadomo, dokąd prowadzi. A dziś wciąż brakuje jasnej wizji tego, czym ma być nowoczesny szpital.

Czy chodzi o konsolidację struktur, czy raczej o integrację opieki? Czy chcemy budować sieć koordynowanej ochrony zdrowia, w której duże ośrodki wspierają mniejsze? A może chcemy, by powiatowe szpitale przestały konkurować o te same świadczenia i zaczęły ze sobą współpracować?

Na te pytania reforma nie daje odpowiedzi. Może więc nie jest to jeszcze przełom, ale dopiero początek rozmowy. Rozmowy, w której po raz pierwszy od dawna pojawia się cień nadziei, że prawo nie będzie dyktatem, lecz punktem wyjścia. Bo w ochronie zdrowia – tak jak w relacji z pacjentem – nie da się wymusić zaufania. Trzeba je budować powoli, krok po kroku. Reforma bez kar i bez nagród może się więc okazać interesująca. Jeśli tylko nauczymy się widzieć w niej nie brak presji, lecz szansę na odpowiedzialność.

Ewa Urbanowicz

Radca prawny