Miliony, aby pokonać miastenię gravis
z prof. Konradem Rejdakiem,
kierownikiem Katedry i Kliniki Neurologii Szpitala Klinicznego nr 4 Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i prezesem elektem Polskiego Towarzystwa Neurologicznego,
rozmawia Anna Augustowska
[su_spacer size=”30″]
- Panie Profesorze, jest Pan autorem innowacyjnego projektu wykorzystania kladrybiny w leczeniu miastenii gravis, który znalazł uznanie w Agencji Badań Medycznych, a przecież kladrybina to lek znany i stosowany od 30 lat?
– To prawda, kladrybinę, która powstała w USA, od lat stosuje się w leczeniu niektórych postaci białaczek, a także w leczeniu stwardnienia rozsianego – i obecnie ten lek jest zarejestrowany w tym wskazaniu. Lek miał burzliwą historię i z powodu różnych perypetii nigdy nie został opatentowany. Co interesujące, w historii tej bardzo ciekawej molekuły jest wątek polski. Otóż prof. Zygmunt Kazimierczuk uczestniczył w tworzeniu technologii syntezy tej substancji, a prof. Paweł Grieb sprowadził kladrybinę do naszego kraju. Przed laty udało mu się zainteresować prof. Zbigniewa Stelmasiaka oraz dwóch innych neurologów do zastosowania kladrybiny podawanej w formie iniekcyjnej w terapii SM. Równoległe i niezależne próby kliniczne w tym wskazaniu trwały również w USA. Były to pionierskie projekty, które utorowały drogę do szerokiego zastosowania substancji. Po latach wynikami tych badań zainteresowała się duża międzynarodowa firma farmaceutyczna, która wprowadziła na rynek formę doustną kladrybiny i dokonała rejestracji. Obecnie lek jest dostępny w Polsce w ramach programu finansowanego przez NFZ. Nie wiem dlaczego, ale przez lata nikt nie zainteresował się użyciem kladrybiny do leczenia innych schorzeń.
- Aż zrobił to Pan!
– Tak się złożyło, że jednemu z moich pacjentów, który cierpiał na ciężką postać miastenii, ale z różnych względów nie mógł brać sterydów i innych dostępnych substancji, które zwykle stosuje się w takiej sytuacji, zdecydowałem się podać kladrybinę. Nastąpiła poprawa, a nawet remisja, bo objawy na długi czas ustąpiły. To stało się początkiem naszych badań nad takim zastosowaniem tej substancji. Duży wkład ma zespół naszej kliniki, a w szczególności dr n. med. Sebastian Szklener oraz dr n. med. Dariusz Baranowski. W efekcie, po kilku latach badań nad grupą pacjentów z miastenią gravis, którym podawaliśmy kladrybinę otrzymaliśmy bardzo interesujące, wręcz sensacyjne wyniki, dające mocne podstawy do przygotowania projektu na temat użycia kladrybiny w leczeniu miastenii. Poparła nas Agencja Badań Medycznych i otrzymaliśmy grant w wysokości 26 mln zł na realizację badania klinicznego.
- Zapowiada się przełom na skalę światową?
– Wstępne wyniki są bardzo zachęcające i dają nadzieję wielu pacjentom na uzyskanie długotrwałej remisji objawów. Oczywiście konieczne są dalsze badania z oceną jak długo może trwać taka remisja oraz konieczne jest dostosowanie optymalnej dawki. Po publikacji w „European Journal of Neurology” zainteresowały się naszym pomysłem największe ośrodki naukowe na świecie. Ukazała się publikacja w piśmie „Nature Reviews in Neurology”, w której podkreślono, że oto jest szansa na skuteczną pomoc dla tej grupy chorych. To ważne, bo jak dotąd dostępne metody terapeutyczne są dość ograniczone. Mamy leki likwidujące objawy, sterydy oraz leki immunosupresyjne, które często nie mają udowodnionej skuteczności hamowania układu immunologicznego na poziomie klasy A, ale też wywołują poważne skutki uboczne m.in. mogą nasilać cukrzycę, osteoporozę, osłabiać odporność. I nie likwidują tej choroby. Miastenia jest ciężkim, przewlekłym schorzeniem układu nerwowego, mającym podłoże autoimmunologiczne podobnie jak stwardnienie rozsiane. Różnica polega na tym, że nie jest chorobą ośrodkowego układu nerwowego, ale obwodowego. Dotyka zwykle osób w drugiej i trzeciej dekadzie życia oraz osób w wieku 60‑70 lat. Początkowe objawy to słabnięcie siły mięśni, podwójne widzenie, zaburzenia mowy, osłabienie gryzienia, trudności w połykaniu, opadanie powiek i żuchwy. Później może dojść do uogólnienia choroby, gdzie atakowane są inne grupy mięśni. W najcięższej postaci dochodzi do opadania głowy, braku sił w kończynach, wreszcie zaburzeń w oddychaniu. Najbardziej niebezpieczne jest zajęcie mięśni oddechowych. Dochodzi wówczas do przełomów miastenicznych, co może doprowadzić do śmierci. W Polsce na miastenię choruje ponad 10 tys. osób; w naszym województwie około 1 tysiąca.
- Co jest najtrudniejsze w diagnostyce miastenii?
– To choroba, która może mieć mylące objawy – często przypominają np. SM, guza pnia mózgu, udar czy choroby zapalne CUN. Jednym z badań, które należy wykonać jest elektromiografia z próbą miasteniczną. Wykonuje się też badanie laboratoryjne na obecność przeciwciał przeciwko receptorom acetylocholiny (anty‑AChR) i /lub mięśnio‑swoistej kinazy tyrozynowej (anty‑MuSK). Około 90 proc. to przypadki seropozytywne, ale jest mała podgrupa pacjentów, u których nie udaje się wykryć patogennych przeciwciał. Należy pamiętać, że różne czynniki mogą zaburzać transmisje nerwowo‑mięśniowe i wywoływać zespoły miasteniczne.
- A jak dotychczas wygląda leczenie?
– Leczenie zwykle zaczynamy od terapii objawowej, która ma na celu zwiększenie stężenia acetylocholiny w synapsie i przez to zwiększenie siły mięśni. Drugim równoległym postępowaniem jest działanie immunosupresyjne, czyli osłabianie układu immunologicznego, aby nie atakował własnych struktur. Wśród różnych opcji terapeutycznych w pierwszej linii stosuje się sterydy. Niestety, takie leczenie musi być prowadzone przewlekle, stąd liczne działania niepożądane. Można wykorzystywać też takie leki jak azatiopryna, metotreksat, mykofenolan mofetylu lub endoksan, które, niestety, również mają poważne objawy uboczne. W przełomach immunologicznych stosujemy terapię oczyszczania krwi z przeciwciał, czyli plazmaferezę, albo podajemy immunoglobuliny. Są to metody doraźne, ratunkowe, które mogą wyprowadzić z przełomu miastenicznego, natomiast nie nadają się do długofalowej, przewlekłej terapii. Dlatego konieczne było poszukiwanie nowych leków.
- W Klinice Neurologii, którą Pan kieruje, rozpoczęły się już badania kliniczne z zastosowaniem kladrybiny. Ilu pacjentów weźmie w nich udział?
– Rozpoczęliśmy już badania kliniczne z wykorzystaniem innowacyjnej metody terapii u pacjentów z miastenią gravis. Weźmie w nich udział 200 pacjentów z całego kraju. Będziemy podawać im kladrybinę, której mechanizm działania polega na selektywnym uszkadzaniu nieprawidłowych limfocytów T i B, które po takim cyklu terapii odradzają się w prawidłowej formie – to nazywane jest rekonstrukcją immunologiczną. Co ważne, taka kuracja trwa krótko dając na długo efekt kliniczny.
Pacjenci, którzy chcieliby uczestniczyć w naszych badaniach, mogą zgłaszać swój akces do naszej kliniki – najlepiej, aby przesyłali skany swoich badań, diagnozę itd. Nie ma tu jakichś istotnych ograniczeń z wyjątkiem ciężkich chorób współistniejących, ale też nie obowiązuje rejonizacja. W realizację projektu zaangażowane są inne ośrodki neurologiczne w kraju poprzez udział w badaniu klinicznym. Do wybranych osób odezwiemy się zapraszając do Lublina lub skierujemy do naszych partnerów. To Instytut Neurologii i Psychiatrii w Warszawie, Szpital Uniwersytecki UJ w Krakowie, Szpital Uniwersytecki ŚUM w Zabrzu i inne.
Całe przedsięwzięcie nie byłoby możliwe bez wielkiego wsparcia ze strony władz naszej uczelni oraz dyrekcji SPSK nr 4. Ważny wkład mają zespoły Centrum Innowacyjnych Terapii SPSK 4 oraz Centrum Wsparcia Nauki i Rozwoju UML – za co składam wszystkim gorące podziękowania.
