Gdyby Salinger nie spotkał Oony

Historia zbuntowanego nastolatka Holdena Caulfielda do dziś fascynuje, stając się biblią kolejnych pokoleń, nadwrażliwych i niepogodzonych z teraźniejszością – chociaż chyba nikt nie znalazł odpowiedzi dlaczego tak się dzieje. Być może właśnie w tym tkwi nieprzemijający sukces tej w gruncie rzeczy dość banalnej opowieści.
Dużo bardziej fascynujące i tajemnicze wydaje się życie samego Salingera, który niemal zaraz po sukcesie „Buszującego…” porzucił Manhattan i zaszył się na prowincji w Cornish w stanie New Hampshire, gdzie całkowicie odizolował się od świata. I tu znajdujemy punkt wyjścia do innej – właśnie opublikowanej w Wydawnictwie Noir sur Blanc… no właśnie powieści? biografii?, w każdym razie frapującej opowieści o Salingerze. „Oona i Salinger” Frederica Beigbedera, to jak sam o swojej książce pisze ten uwielbiany i hołubiony we Francji pisarz: non-fiction novel, czyli gatunek, w którym fakty mieszają się z fikcją. W jakich proporcjach, trzeba samemu się przekonać. Punktem wyjścia jest spotkanie Salingera z Ooną O’Neill, młodziutką córką słynnego dramaturga Eugene O’Neilla. Jest miłość i rozstanie. Wojna i Hollywood. To tam Oona spotyka Chaplina i… wychodzi za niego za mąż (Chaplin ma wtedy ponad 50 lat). Salinger osamotniony, załamany i niepogodzony pisze wkrótce po tym „Buszującego w zbożu” i znika… Podobno, gdyby nie zawód miłosny powieść by nie powstała…
aa
„Oona i Salinger”, Frederic Beigbeder,
Noir sur Blanc, Warszawa 2016.
