Okiem pacjenta
I po genach
Uczeni zaczynają mnie powoli wkurzać, ponieważ coraz częściej dochodzi do mnie, że usiłują przedobrzyć z naszymi genami, które są i tak bardzo skomplikowanym urządzeniem. Napisałem „urządzeniem”, ponieważ nie wiem, jak to ustrojstwo nazwać.
Osobiście uważam, że jest to fantastyczny dar wszechświata i nie ma co przy nim kombinować.
Japońscy naukowcy już dawno temu znaleźli w nim coś, co odpowiada za naszą wagę. Otóż te azjatyckie spryciule (nie wiem, czy nie jest to obecnie zbyt rasistowskie i czy nie lepiej nazwać ludzkie osoby azjatyckie) eksperymentowały z myszami i usunęły dwa geny odpowiedzialne za przechowywanie tłuszczu i jego spalanie. Ich brak powoduje, że organizm nie wie, co z nim robić i pozbywa się z organizmu. Efekt tego eksperymentu był taki, że biedne osoby mysie jadły, co im podano, w takiej ilości jak nasz strongman rzucający ciężarówkami, a mimo to nie tyły.
Nie wiem, czy mi się to podoba, ale nie mam nic przeciwko eksperymentom z myszami, przez które wszystkie kobiety w mojej rodzinie włażą na stół i jeszcze skaczą po nim, nawet moja córka, która uzbrojona tylko w miotłę przegoniła dzika z podwórza. Nie protestuję, ponieważ mam w porządku ze swoimi genami. Jem normalnie, piję normalnie, libido wykorzystałem maksymalnie i każdego dnia co innego mnie boli, a ból wędrujący świadczy o tym, że prawdopodobnie jestem zdrowy, ale probuję trafić w chorobę. Człowiek pod osiemdziesiątkę tak ma.
Gorzej jednak – tu wracam do uczonych – kiedy zaczynają grzebać w genach związanych z naszym rozumem. Tym razem zaczęli się nim bawić naukowcy brytyjscy. Ci wierzą, że istnieje taki „pstryczek elektryczek”, po naciśnięciu którego każdy głupek zacznie się zachowywać, jakby zjadł wszelkie rozumy. I swoje, i sztucznej inteligencji, której jest wszystko jedno. Jak zwykle, do czasu. I pewnie za kilka lat, a może tak się dzieje już teraz, za kilkanaście tysięcy euro jakiś nieuk będzie wierzył w to, że przed chwilą został Einsteinem, nie mylić z Epstinem. Póki co, bez konieczności manipulowania genami, dowód na wiedzę można było zdobyć przy pomocy dyplomu Colegium Humanum.
Za pieniądze i bez większego wysiłku. Jeśli i u nas powstanie klinika poprawiająca rozum, to nie liczcie na to, że spotkacie w niej naszych polityków, ponieważ im własna wiedza wystarczy i nie przeszkadza im, kiedy powiadają, że wszystko już „umią” i „rozumią”, a nie „umieją” i „rozumieją”.
Póki co sytuacja z wiedzą i rozumieniem rzeczywistości przypomina mi spotkanie autorskie, na którym dziennikarka powiedziała do znanego pisarza: – Używa pan w swojej najnowszej powieści zwrotów mało logicznych, niezrozumiałych dla czytelnika. – Jakich? – zapytał literat. – Na przykład kilka razy pojawia się u pana zwrot „uboląca pustka”. Co to takiego? – A miała pani kiedyś kaca?
Ps. Głupek nie pójdzie naprawiać głowy, ponieważ jest przekonany, że nie musi.
Krzysztof Daukszewicz
