Dzień z pracy lekarza POZ
PONIEDZIAŁEK
Zgłosiła się pacjentka na skargę, że moja pielęgniarka w gabinecie zabiegowym, pobierając wymaz, uderzyła jej dziecko.
Pielęgniarka twierdzi, że to dziecko ją kopnęło i nawet miała ślad na nodze. Pacjentka krzyczy, że złoży skargi do wszystkich miejsc, gdzie się da: na policję, do izby pielęgniarskiej, rzecznika praw dziecka, rzecznika praw pacjenta. Żadna próba rozmowy nie skutkuje. Kazałam zrobić notatkę, jak według pani pielęgniarki wyglądała sprawa i pożyjemy, zobaczymy. Bezstresowe wychowanie dzieci przynosi różne efekty jak widać, ale dzieci nie wolno bić. Bądź tu mądry i znajdź wyjście. Na razie mam słowo przeciwko słowu i dziadka prawnika.
Grypa szaleje, cała przychodnia chorych, robimy wymazy i nie widać końca tej roboty.
NFZ zastanawia się, ile ma trwać porada kompleksowa – 30 minut, a może więcej? Zdrowy rozsądek mówi, że jak znam pacjenta i często widuję, to dam radę i w 15 minut, jak znam mniej i muszę przejrzeć badania, karty informacyjne, to i 30 minut za mało. Po co to komplikować sztywnymi zasadami? Nie wiem i się pewnie nie dowiem.
Następny zgon pacjenta, daleko od nas, na drugim końcu Lublina, ale nikt nie wie, gdzie pacjent miał lekarza rodzinnego i pani z MOPR dzwoni po wszystkich przychodniach, może ktoś go znajdzie w bazie danych albo się zlituje i przyjedzie stwierdzić zgon. Wydaje mi się, że to syzyfowa praca.
Koroner to nadal obietnica, chociaż dwa lata temu wydawało się, że w Lublinie jest na wyciągnięcie ręki. Kampania wyborcza się skończyła, a koronera jak nie było, tak nie ma.
Na zakończenie dnia czas usiąść do pisania recept, chyba ze 100 kart w rejestracji do wypisania.
Analiza leków, sprawdzanie w EDM, kiedy, gdzie i ile było wypisywane, koincydencje. U niektórych pacjentów 15 minut to za mało. Swoją drogą wszyscy mamy obowiązek sprawdzać, jakie leki od innych lekarzy pacjent dostał, nie tylko lekarze rodzinni, ale patrząc na ten bałagan u niektórych osób, ciężko mi uwierzyć, że koledzy to robią. Jak wytłumaczyć pacjentowi, że od urologa dostał ten sam lek, co od kardiologa, inna jest jedynie nazwa handlowa i nie ma potrzeby brać dwóch, tylko na następną wizytę zabrać spis leków, jak doktor nie umie sprawdzić w systemie. Raz się uda wytłumaczyć, drugi raz niekoniecznie, a czas leci. Dwie statyny to już prawie standard.
Są pacjenci, którzy biorą kilkanaście leków. Bez opinii leczących kolegów specjalistów ciężko coś odstawić, chyba że się powielają. I rób, co chcesz. Ostatnio koleżanka, której mąż jest kardiologiem, mówiła, że jest problem z lekarzami rodzinnymi, bo ciągle jego pacjentom jakieś leki odstawiają, bez pytania specjalisty. A jak go zapytać? Następna wizyta za pół roku.
W ramach koordynacji jest porada lekarz POZ – lekarz specjalista, ale w ramach normalnego AOS nie ma. Chyba że po koleżeńsku można zadzwonić. Wtedy znowu wraca kwestia czasu: czasu na zadzwonienie i czasu, żeby specjalista mógł sprawdzić w dokumentacji pacjenta i ewentualnie odpowiedzieć. I koło się zamyka.
Jeszcze muszę się zmierzyć z KSeFem, ciągle czytam, jakie to straszne i trudne, ściągnęłam aplikację, zalogowałam się, dałam uprawnienia koleżankom i księgowej, zajęło mi to około pół godziny. Nie wiem, gdzie są te problemy, widzę wystawione faktury przez duże firm dla nas, sami mamy wystawiać od 1 kwietnia, więc jeszcze trochę czasu jest. Może czegoś nie wiem i dopiero później będą problemy? Mam nadzieję, że nie.
Wszystko w jednym miejscu, nic nie zginie i się nie zawieruszy.
Ale może to ja myślę życzeniowo?
Wioletta Szafrańska-Kocuń
Wiceprezes ORL w Lublinie

