Co dla zdrowego życia jest koniecznym
Zadrzewienie lubelskich placów. Budowa instalacji elektrycznej dla tramwajów i oświetlenia miasta. Biologiczna neutralizacja najniebezpieczniejszych, czyli szpitalnych, ścieków i zwiększenie liczby szpitalnych łóżek. Takie zalecenia dla Lublina sformułowali lekarze i higieniści. Właśnie mija 117. rocznica wielkiego zjazdu medyków i jeszcze większej wystawy.
Wystawa towarzyszyła wielkiemu zjazdowi lekarzy i higienistów
Obrady trwały od 26 do 28 września 1908 r. Uczestnicy, a samych lekarzy było około 200, spotykali się w kilku miejscach: dzisiejszej siedzibie Teatru im. Juliusza Osterwy, sali Towarzystwa Higienicznego, które wówczas mieściło się w zabudowaniach dominikanów na Starym Mieście, Resursie Kupieckiej na Krakowskim Przedmieściu czy w sali teatralno-odczytowej na terenie wystawy.
Tak Warszawskie Towarzystwo Higieniczne (WTH) świętowało u nas swoje 10. urodziny. Trzy dni obrad, 20 referatów, 250 stron materiałów zjazdowych opublikowanych w „Zdrowiu”, miesięczniku WTH, dwuczęściowy artykuł w dwóch numerach „Gazety Lekarskiej” relacjonujący lubelskie wydarzenie. Bo nikt, nawet warszawscy organizatorzy nie kryli, że interesująca wystawa i ważny merytorycznie zjazd na prowincji to wydarzenie. „Zapiszemy te czyny naszego oddziału lubelskiego wielkimi głoskami w dziejach naszego Towarzystwa” – mówił w dniu otwarcia zjazdu doktor Józef Polak, prezes i założyciel WTH.
Higieniści po rolnikach
Był wrzesień 1908 r. Na ul. Cmentarnej, między miastem a podmiejskim cmentarzem zorganizowano Wystawę Higieniczną. Dziś ul. Cmentarna nazywa się Lipową, a ówczesna podmiejska nekropolia to zabytkowy cmentarz w ścisłym centrum Lublina. Ale wtedy place należące do Lubelskiego Towarzystwa Rolniczego były puste, o czynnej tam siedem lat wcześniej wielkiej Wystawie Przemysłowo-Rolniczej pewnie już mało kto pamiętał. Teren w rejonie współczesnego skrzyżowania z ul. Skłodowskiej nadawał się świetnie, by znów postawić na nim wystawowe pawilony i przyciągnąć ludzi mnóstwem atrakcji.
Zapraszamy do syfonu
Lubelski oddział powstał kilka lat wcześniej, jako jeden z 18 oddziałów prowincjonalnych WTH. Jego prezesem był doktor Władysław Tołwiński, prezes Lubelskiego Towarzystwa Lekarskiego. Istniały w nim sekcje: szpitalna, której szefował doktor Stanisław Dobrucki; higieny miast i miasteczek; wychowawcza; ludowa oraz fabryczna. Rok po powstaniu lubelskiego oddziału WTH pracowało w nim już 115 osób. Za główny cel mieli walkę ze wzrastającą śmiertelnością ludzi z uboższych i najuboższych warstw społecznych.
Dziś powiedzielibyśmy, że Wystawa Higieniczna w 1908 r. miała w sobie coś z festiwalu nauki czy pikniku naukowego. Zaprezentowało się na niej około 300 wystawców, w tym lekarze i higieniści przedstawiający wyniki swoich badań oraz codzienną praktykę higieniczną i dla przemysłowców. W programie były też zabawy dla dzieci, pokazy walk i seanse magnetyczne.
O atrakcjach Wystawy Higienicznej donosiła wspominana jednodniówka. Była reporterskim przewodnikiem dla zwiedzających, zawierała opisy stoisk, a także pokazywała bałagan i prace na stoiskach, które trwały jeszcze w dniu otwarcia. Ale nic dziwnego, jeśli wystawcy mieli podobne pomysły co właściciele lubelskiej Fabryki Wód Mineralnych Policzkiewicza, którzy postawili pawilon w kształcie syfonu, do którego można było wejść. Anonimowi autorzy jednodniówki odnotowali nawet wizytę w restauracji zorganizowanej na terenie wystawienniczym i słony rachunek, jaki tam dostali.
Fałszywe opium też
Co przywieźli wówczas do Lublina goście i czym chwalili się lokalni wystawcy, wiadomo z katalogu, którego egzemplarze przetrwały do dziś w bibliotecznych magazynach. Listę otwierał doktor Kazimierz Dłuski z Zakopanego. Zwiedzający mogli oglądać „pięć modeli i szereg fotografii w dwóch zakopiańskich ramach”. Makiety i zdjęcia przedstawiały otwarte w 1902 r. Sanatorium dla Chorób Piersiowych, które wymyślił i zorganizował doktor. Obiekt przeznaczony dla 200 pacjentów był na tamte czasy niezwykle nowoczesny. Miał własną elektrownię, centralne ogrzewanie i wodociąg, co stanowiło wielkie osiągnięcie techniczne. Z historii sanatorium, sfinansowanego także z pieniędzy z Nagrody Nobla Marii Skłodowskiej-Curie, prywatnie szwagierki doktora Dłuskiego, wynika, że w 1908 r. budynek jeszcze wykańczano, dekorując reprezentacyjne wnętrza.
Jeśli Wystawa Higieniczna była miejscem prezentacji nowinek z dziedziny ochrony zdrowia i higieny, to zakopiański obiekt jest świetnym przykładem. Magister Alfons Bukowski z Warszawy, farmaceuta, toksykolog i pionier badań żywności, eksponował tablice obrazów mikroskopowych zafałszowań artykułów spożywczych. Były herbata, przykłady falsyfikatów herbaty, jej rzadkie okazy czy postać prasowana. Na wystawę trafiły też falsyfikaty… opium, szafranu, masła, piżma czy mydeł. Bukowski, właściciel apteki i laboratorium, wystawiał też własne wyroby, a firma miała w ofercie asortyment od syropów, przez pigułki i płyny do wstrzykiwań po czysty tlen i chloroform do narkozy.
Kółka maciczne bab wiejskich
Lubelski Szpital św. Wincentego (dziś placówka na ul. Staszica) pokazywał zdjęcia lecznicy oraz kolekcji kamieni pęcherzowych. Na wystawie była też eksponowana grafika rozwoju oddziału położniczego.
Chemik Wacław Andrzejaczek z Laboratorium Miejskiego w Lublinie prezentował tablice z rezultatem „rozbiorów wody z wodociągów lubelskich za trzy lata”. Wykaz zafałszowanych produktów spożywczych wykrytych w laboratorium miejskim oraz tablicę… „otruć i usiłowań otruć w Guberni Lubelskiej za trzy lata z uwzględnieniem każdego powodu i rodzaju trucizny”.
Doktor Szymon Klarner z Bełżyc, członek komitetu organizacyjnego Wystawy Higienicznej, eksponował na niej tablice graficzne i diagramy dotyczące higieny ludowej. A doktor Marcin Garbaczewski z Turobina przedstawił model ośmioraków dla służby czy model kołyski wiejskiej oraz takie eksponaty, jak: „zbiór różnych robaków wyprowadzonych z organizmu ludzkiego”, „kółka maciczne wyrobu bab wiejskich” i kopie recept pisanych przez znachorów.
Jaki był kontekst tej ekspozycji, nie wiadomo, ale Lubelska Szkoła Handlowa Męska prezentowała na Wystawie Higienicznej… fotografie ubikacji szkolnych.
„Kto patrzeć potrafi, znajdzie na wystawie to, co mu dla zdrowego życia jest koniecznym. Szereg tablic statystycznych, latami tworzonych w żmudnej, mrówczej pracy przez ludzi nauki uczy, jak mieszkać, jak się odżywiać i ubierać – by się uchronić od chorób” – zanotowali autorzy jednodniówki towarzyszącej sporemu jak na Lublin 1908 przedsięwzięciu wystawienniczemu.
Miedziane jabłko i sztuczne ręce
Nie brakowało stoisk mało związanych z higieną. Przykład? Oferty Jadwigi Witkowskiej z Żytomierza, właścicielki Fabryki Pierników „Meteor” proponującej „wyroby piernikarskie i upiększenia z cukru dla choinek i ciasta”, czy Izaaka Nisenbauma z Lublina reklamującego swoją firmę z ul. Lubartowskiej wyrobami: akwarium dla rybek, jabłkiem miedzianym i blaszanym dzbanuszkiem.
Dla wielu przedsiębiorców i firm wystawa była okazją do zaprezentowania oferty i zdobycia zamówień. Katalog wydany co najmniej w dwóch wersjach (barwny papier, broszura lub okładka) miał 80 stron! i zawierał sporo reklam. Niektóre dziś kontrowersyjne, bo promujące papierosy, cygara, likiery, koniaki czy broń. Ale większość ogłoszeń była branżowa: Stanisław Heinrich, ortopedysta z Warszawy, proponował gorsety oraz „nogi i ręce sztuczne najnowszych modeli”, Warszawski Skład Wyrobów Gumowych Chirurgicznych polecał watę i gazę higroskopijną, bandaże, opatrunki sterylizowane, pasy rupturowe i brzuszne, wyprawki połogowe i aparaty do karmienia dzieci. Specjalny Skład Aparatów i Przyborów do Chemii, Farmacji i Medycyny z Warszawy reklamował kompletne urządzanie aptek, składów i laboratoriów chemicznych, handlował naczyniami, bidetami, irygatorami, ciepłomierzami czy spluwaczkami higienicznymi itp.
Wielkimi głoskami
I jak łatwo się domyślić, to nie lubelska publiczność, która wybrała się za miasto na Wystawę Higieniczną, była główną klientelą, dla której przedsiębiorcy wyliczali zalety swoich wyrobów.
Kropla ratunkowa
W czerwcowym „Medicusie” pisaliśmy, jak w XIX i XX w. ówczesna ochrona zdrowia traktowała najmłodszych pacjentów. Od chwili narodzin, przez karmienie po organizację wychowania i system dbania o ich zdrowie. Również uczestnicy lubelskiego zjazdu poświęcili uwagę dzieciom w różnym wieku. A nawet gdy jeszcze nie pojawiły się na świecie, bo pomoc akuszeryjna na wsi też była omawiana. Lekarze postulowali, by wszystkie powiatowe szpitale mające oddziały położnicze stały się bezpłatnymi szkołami dla akuszerek wiejskich.
Sposobem na zmniejszenie śmiertelności wśród dzieci (a przytaczane dane mówiły o 30% zgonów), zdaniem obradujących, było powszechne otwieranie „Kropli Mleka”. Miały one rozdawać mleko dla niemowląt na podstawie zaświadczenia lekarza, który badał przynoszone tam dzieci i zalecał sposób karmienia. Usługa była gratis lub za symboliczną kwotę, doktorzy w „Kropli Mleka” pracowali honorowo. Była to wówczas nowość, instytucję wymyślono we Francji w 1894 r., by zajmowała się przygotowaniem i dystrybucją mleka oraz odżywczych mieszanek sporządzanych w higienicznych warunkach.
Rok przed lubelskim zjazdem międzynarodowy kongres „Kropli Mleka” odbył się w Brukseli. Co ciekawe, polskim delegatem był krakowski lekarz Tadeusz Boy-Żeleński. I to on zainicjował przeniesienie tego pomysłu do nas. Pierwsze były Łódź i Warszawa, a niedługo potem Lublin. Tu inicjatywa wyszła od doktora Witolda Chodźki, finanse pochodziły od darczyńców: Stanisławy Wolskiej, wdowy po przemysłowcu Mieczysławie Wolskim, i Augusta Vettera.
W czasie gdy do Lublina przyjechali uczestnicy zjazdu, „Kropla Mleka” działała na ul. Gubernatorskiej (dziś Kościuszki), a trafiła tam z ul. Bernardyńskiej. W sumie zapożyczona od Francuzów instytucja funkcjonowała w Lublinie w różnych lokalizacjach 29 lat! I zawsze w jej zarządzie byli lekarze.
Miasto moje, a w nim…
„W sprawie uzdrowienia Lublina” – to zbiór zaleceń czy postulatów, jakie w formie uchwał przyjęli uczestnicy zjazdu. Istniejący wówczas wodociąg zaakceptowano, ale przewidziano, że w dalszej perspektywie może być uznany tylko za prowizoryczny. Urządzenia kanalizacyjne nie zostały poddane krytyce, bo ich nie było. A to właśnie kanalizację higieniści wskazali za inwestycję najpilniejszą z uwagi na olbrzymie zanieczyszczenie gruntu i rzek lubelskich. „Konstatując znaczne ulepszenia w szpitalnictwie lubelskim, Zjazd podniósł konieczność powiększenia liczby łóżek i przede wszystkim zbudowania szpitala dla zakaźnych, którego brak odbija się na niezwykłym szerzeniu się śmiertelności z tego rodzaju chorób” – czytamy w relacji zamieszonej w „Gazecie Lekarskiej”.
Na liście środków mogących uzdrowić miasto znalazły się: budowa linii tramwajowej, założenie oświetlenia, przeniesienie targowisk na obrzeża miasta, uporządkowanie skarpy ul. Podwale i posadzenie drzew tam oraz na miejskich placach.
Światłe zalecenia lekarzy i higienistów musiały poczekać na realizację. Przedsiębiorstwo Miejskie Wodociągi i Kanalizacja powstało w Lublinie… 21 lat później. Jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku z kanalizacji korzystało zaledwie 20% mieszkańców.
W tym samym czasie Warszawskie Towarzystwo Higieniczne przekształcono w Polskie Towarzystwo Higieniczne (PTH) i istnieje ono nadal.
Lublin jak nie miał tramwajów, tak nie ma, ale trolejbusy korzystające z elektrycznej trakcji trochę realizują pomysły medyków sprzed 117 lat.
Janka Kowalska
Korzystałam z: Ludwik Kowieski, Towarzystwo „Kropla Mleka” w Lublinie w latach 1905-1934; Henryk Gawarecki, O dawnym Lublinie, Historia Polskiego Towarzystwa Higienicznego.
Autorem plakatu z boginią Higieją, reklamującego wystawę, był Konstanty Rayski.

