Głos endokrynologa o tym, co naprawdę nami kieruje
Kiedy pacjenci myślą o lekarzu, najczęściej przywołują obraz profesjonalisty, osoby opanowanej, stabilnej emocjonalnie, pewnej siebie. Rzadziej lekarz kojarzy im się z osobą impulsywną, a nawet z kimś pozbawionym empatii. Co zatem stoi za spokojem czy za innymi cechami, takimi jak np.: nadmierna impulsywność, empatia czy jej brak? Czy jest to wyłącznie kwestia doświadczenia zawodowego, osobowości, kultury osobistej, czy braku wychowania? A może istnieje coś głębszego, a zarazem mniej uchwytnego, co współkształtuje nasz sposób reagowania i podejmowania decyzji w codziennej pracy w zawodzie lekarza?
Źródłem tych zachowań są mechanizmy znacznie bardziej pierwotne – hormonalne, neurochemiczne i biologiczne. Jest zatem prawdopodobne, że temperament lekarza to również pewnego rodzaju krajobraz hormonalny – być może znacznie bardziej złożony, niekiedy bardzo subtelny, a nawet w niektórych momentach naszego funkcjonowania niepokojąco zmienny.
Kultura profesjonalizmu czy iluzja równowagi?
W medycynie, odkąd pamiętam, obowiązuje niepisana zasada: lekarz nie okazuje słabości. Utrzymuje dystans, działa logicznie, tłumi emocje, które część z nas uznaje wręcz za zbędne. A jednak codzienna praktyka pokazuje, że w obliczu tego samego pacjenta jeden z nas zareaguje uśmiechem, drugi – milczeniem, trzeci – irytacją, a ktoś… łzami. Dlaczego? Bo biologia nie znika wraz z uzyskaniem przez nas prawa wykonywania zawodu. Wręcz przeciwnie, wtedy zaczyna grać pierwsze skrzypce, testując naszą odporność, a właściwie dobrze ukrywając się za maską profesjonalizmu.
Hormony – temat fascynujący. To one wpływają na nas silniej, niż chcielibyśmy się do tego przyznać. To one wpływają na nasze popędy, sterują naszymi zachowaniami, kształtują nasz temperament. Więcej – naszą całą osobowość. Kortyzol, produkowany w sytuacjach stresowych, jest nie tylko wskaźnikiem reakcji organizmu na daną sytuację, lecz także głównym aktorem scenariuszy zmęczenia, bezsenności, drażliwości czy utraty cierpliwości. To nie jest metafora wypalenia zawodowego – to przeciążona oś HPA, czyli podwzgórze–przysadka–nadnercza. I choć kortyzol to tylko jeden z graczy, jego rola w kształtowaniu naszego temperamentu jest kluczowa.
Hormonalna etiologia temperamentu
Spotkałem w swoim życiu dwóch znakomitych chirurgów operujących tarczycę. Jeden – zawsze opanowany, powściągliwy, często wręcz zbyt refleksyjny. Drugi – impulsywny, dynamiczny, ostry w słowie i ruchu. Obaj doświadczeni, cenieni przez personel i pacjentów, skuteczni. A jednak, jak mawiały pielęgniarki pracujące z nimi na oddziale, byli jak dwa żywioły – ogień i woda. Dziś wiemy, że te różnice w ich osobowościach to tak naprawdę dwa skrajne profile hormonalne, dwa zupełnie różne miksy stężeń, m.in.: testosteronu, adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu.
Podobnego rodzaju różnice obserwuję u niektórych koleżanek wykonujących zawód lekarza. Jedne wykazują niemal nienaruszalną stabilność emocjonalną, inne są wręcz nadwrażliwe, a ich nadwrażliwość sprawia, że chłoną cierpienie pacjentów niczym gąbka wodę. To nie słabość – to po prostu efekt działania różnych stężeń hormonów w różnych kombinacjach. To mieszanki różnych proporcji m.in.: estrogenów, oksytocyny, prolaktyny, serotoniny. W okresach cyklicznych zmian w cyklu, w czasie perimenopauzy czy zaburzeń osi przysadkowo-podwzgórzowej zmienia się nie tylko nastrój, lecz także sposób podejmowania decyzji, tolerancja na stres, zdolność do empatii. Gdy podzieliłem się z koleżankami tymi obserwacjami, wcale nie zaprzeczyły. A przecież jeszcze do niedawna nikt o tym głośno nie mówił.
Tarczyca – narząd od myślenia
W diagnostyce hormonalnej trudno nie docenić znaczenia tarczycy. To paradoks, że my, lekarze, tak rzadko badamy jej funkcje… u samych siebie. Nawet endokrynolodzy nie są tu wyjątkiem. Tarczyca odpowiada nie tylko za nasz metabolizm, lecz także za tempo naszego myślenia, naszą odporność emocjonalną czy za gotowość do działania. Nawet subkliniczna niedoczynność tarczycy, z pozoru niegroźna, potrafi istotnie zaburzyć pamięć roboczą, spowolnić nasze myślenie czy istotnie obniżyć próg naszej tolerancji… na pacjentów. Lekarz znajdujący się w stanie subklinicznej niedoczynności w takiej kondycji może pozostać kompetentny, ale jest z reguły zauważalnie mniej dynamiczny, pozbawiony tej mikroelastyczności, która decyduje o celności stawianych rozpoznań czy o trafności podejmowanych decyzji. Nawet już jako pełnoprawny endokrynolog nadal uczyłem się rozpoznawać kody niektórych znajomych lekarzy. Warto wziąć pod uwagę, że irytacja, której nie rozumiemy u przyjaciółki z pracy czy kolegi lekarza, wcale nie jest ich cechą charakteru. Może zaś być efektem niezdiagnozowanej niedoczynności tarczycy. Fizjologii, a raczej patofizjologii i nieco zaburzonej hormonalnej biochemii. Milczącej burzy hormonów.
Oksytocyna – ostatni bastion człowieczeństwa w medycynie?
Żyjemy w czasach, w których medycyna staje się coraz bardziej cyfrowa. To właśnie oksytocyna jawi się jako ostatni bastion relacyjnego kontaktu na linii lekarz–pacjent. To prawdziwy hormon empatii, naszej obecności przy chorym, uważności i zwracania uwagi na potrzeby pacjentów. Ci z nas, którzy mają wysoki poziom oksytocyny, są częściej postrzegani jako ciepli, kompetentni, wiarygodni. Są rzadziej pozywani przez pacjentów, częściej zapraszani na konferencje, nawet jeśli nie mają większych kompetencji niż ich koledzy z konkurencyjnych szpitali. Niestety, płacą za to często dość wysoką cenę. Bo tym jest właśnie większe ryzyko wypalenia zawodowego, depresji czy głęboko przeżywanej porażki jeszcze długo po zakończonym procesie leczenia.
Czy zatem powinniśmy badać własne hormony przed podjęciem pracy, z którą wiąże się przecież podejmowanie trudnych decyzji klinicznych? Brzmi to nieco absurdalnie. Ale może mniej, niż się wydaje. Bo jeśli na nasz temperament składa się dynamiczny miks neuroprzekaźników, hormonów i kontekstu różnych sytuacji medycznych, to świadomość tego faktu chroni nas przed impulsem, błędem czy nieporozumieniem. Nie mówię: badajmy TSH co miesiąc. Mówię: bądźmy czujni – szczególnie wtedy gdy nasz własny umysł zaczyna być dla nas przeszkodą, a nie wsparciem.
Przesłanie do młodych lekarzy
Być może jesteś na początku tej drogi. Uczysz się siebie, nie tylko dzięki podręcznikom, ale przede wszystkim dzięki kontaktom z pacjentem. Zapamiętaj, proszę, że jeśli czasem reagujesz zbyt emocjonalnie, to nie oznacza, że jesteś zbyt słaba czy zbyt słaby. A jeśli czujesz obojętność, to nie znaczy, że jesteś zimna czy całkiem już zobojętniałeś i nie masz ludzkich uczuć. To może oznaczać tylko tyle, że Twoje ciało prowadzi wewnętrzny dynamiczny hormonalny dialog, który jeszcze nie do końca rozumiesz, ale jesteś już w stanie wyczuć jego obecność. Być może właśnie w tej subtelnej neuroendokrynologicznej grze ukryta jest prawdziwa tajemnica lekarskiego charakteru, nie w twardych cechach, lecz w delikatnych oscylacjach, które codziennie kształtują naszą gotowość do empatii okazywanej pacjentom, opanowania w trudnych sytuacjach i do podejmowania niekiedy trudnych medycznych decyzji, bo często dotyczących życia i śmierci pacjentów, którzy powierzają nam to, co mają najcenniejsze. Zrozumienie tego może być nie tylko aktem samoświadomości, lecz także pierwszym krokiem ku mądrzejszej, bardziej ludzkiej medycynie, opartej nie na AI, ale na Tobie, czyli prawdziwym i emocjonalnym człowieku, którego zachowaniami kierują niekiedy bardzo subtelne gry hormonów. To nie AI, protokoły i perfekcja diagnostyczna budują przyszłość medycyny, ale lekarz, który zna swoje hormony tak dobrze, jak zna fizjologię pacjenta. Ten, kto nauczy się rozpoznawać własne cienie, staje się światłem dla innych. I może właśnie w tym świetle kryje się tajemnica lekarskiego charakteru.
Dr n. med. Marek Derkacz
MBA specjalista chorób wewnętrznych, specjalista endokrynolog i diabetolog
marekderkacz@interia.pl

