Dzień z pracy lekarza POZ
PONIEDZIAŁEK
Lato się kończy, a od rana przyjmujemy pacjentów z omdleniami. Duszno, parno i mamy problem. Przed chwilą awantura z ratownikiem, który życzył sobie skierowania do szpitala dla pacjentki, która zemdlała przed przychodnią i ktoś ją do nas przyniósł. Udzieliliśmy pomocy, założyliśmy wkłucie. Kobiety nie znam, jej lekarza rodzinnego też, w kontakcie jest średnim, nie wiem, czy na coś choruje. Na SOR skierowań przecież nie ma. Po krótkiej wymianie zdań odjechali z pacjentką. Po co komu ten stres? Czy system nie może być zaplanowany tak, żeby każdy wiedział, co może i co musi zrobić?
Najwięcej awantur, w mojej ocenie, wynika z bałaganu organizacyjnego i braku czytelnych i przestrzeganych przez nas wszystkich zasad. Codziennie pacjenci są odsyłani ze szpitali i gabinetów kolegów specjalistów innych dziedzin do nas po badania do operacji, badania po hospitalizacji, badania przed rezonansem magnetycznym, tomografią komputerową z kontrastem. Piszemy, dzwonimy, tłumaczymy, że każdy z nas zleca badania do wykonania tam, gdzie ma podpisaną umowę, a nie do lekarzy POZ. Wszyscy mamy określone zakresy kompetencji i ja nie wysyłam pacjenta do gastrologa czy kardiologa po badania, jeśli sama go leczę, i chciałabym, żeby koledzy także nie robili ze mnie swojej sekretarki. NFZ daje na stronie komunikaty, ale mam wrażenie, że jest coraz gorzej.
Ten sam problem z lekami. Koledzy wypisują receptę na jedno opakowanie, w EDM-ie brakuje jakichkolwiek informacji o kryteriach refundacyjnych z ChPL, więc odsyłają do lekarza rodzinnego. Pacjent się upiera, że ma prawo do bezpłatnych leków, bo tak mu powiedział kardiolog. Czy jest jakiś problem z wypisaniem kilku opakowań na jednej recepcie? Zamiast jednego opakowania wypisujemy 6 i jest spokój. Trochę dobrej woli.
Dzisiaj do jednej z moich rezydentek przyszedł pan, który dwa tygodnie temu miał nacinanego ropnia w poradni chirurgicznej i kilka dni nie był w pracy. Pracodawca upomniał się o zwolnienie. Pacjent poinformował nas, że to nasz problem i mamy to załatwić. Oczywiście będąc u chirurga, o zwolnieniu nic nie mówił, bo według niego jak doktor kazał mu przez pięć dni nie pracować, to nie pracował. Ciężko przyjął informację, że to jednak jego problem, a nie nasz albo chirurga.
Tworzenie atmosfery obciążania pracowników medycznych, głównie lekarzy, winą za wszystkie bolączki systemu nigdy dobrze się nie kończy. Nagłaśnianie pojedynczych przypadków wysokich sum kontraktów dla niektórych kolegów powoduje konfliktowanie nas z pacjentami i jeszcze gorsze opinie o i tak źle ocenianym systemie ochrony zdrowia. Nigdzie na świecie nie ma tak, że każdy pacjent dostaje bez czekania wszystkie świadczenia. Nikogo nie byłoby na to stać. Edukacja społeczeństwa powinna pójść w kierunku tłumaczenia, że z bólem głowy od kilku miesięcy nie idziemy na SOR, tylko do lekarza rodzinnego, który wykona podstawowe badania, czasami skieruje do neurologa. Ale jeżeli pacjent na SOR ma zrobioną tomografię głowy, badania i konsultacje neurologa, to następnym razem też pójdzie na SOR, a nie będzie czekał na poradę w przychodni. Świat sobie jakoś radzi, my w Polsce nie umiemy. To nie my, lekarze, odpowiadamy za system i to nie do siebie nawzajem powinniśmy mieć pretensje o ten bałagan. Nie mogę wysłać pacjenta na TK głowy czy na badania genetyczne w raku piersi (też ostatnio onkolog do mnie odesłał, bo on może tylko z oddziału – ja nie mogę wcale).
KAŻDY Z NAS POWINIEN WIEDZIEĆ, CO MOŻE, A CO MUSI DAĆ PACJENTOWI, I NIE STOSOWAĆ SPYCHOLOGII.
Wioletta Szafrańska-Kocuń
Wiceprezes ORL w Lublinie

