Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce
(serial prawie codzienny)
Poniedziałek
Niestety, na ten swój wrzód choruję w domu, bo wolnych miejsc w szpitalu nie ma. Przyjmuję regularnie leki, trzymam się zaleconej diety i unikam jak mogę stresów, chociaż teraz to coraz trudniejsze. Ciotka spisuje się jak dyplomowana pielęgniarka i ogólnie jest do wytrzymania. Ciekawe, kiedy się coś zwolni, ale na razie z powodu totalnej pandemii marne widoki. Trudno, poczekam.
Wtorek
Byłem trzy razy szczepiony, ale od zarazy się nie wymigałem. Przyniosłem ją chyba z ostatniego pobytu w szpitalu. Przeszedłem bezobjawowo, tylko na pamiątkę została mi niewielka mgła covidowa. Ma to też swoje dobre strony, bo przynajmniej szybko zapominam o tych wszystkich aferach, bzdurach, wypowiedziach i telewizyjnych przemówieniach miłościwie nam rządzących. Patrząc i słuchając tego mam wrażenie, że wszystko się kręci wokół kija i marchewki a traktowany jestem (i chyba nie tylko ja) jak ćwierćinteligent, któremu wszystko da się wmówić i który bezmyślnie wszystko przyswoi i we wszystko uwierzy.
Środa
Coraz częściej słychać pogłoski o zbliżających się nowych wyborach. Czyli przed nami znowu kampanie wyborcze, potem do urn, znowu precyzyjne, jak dotychczas, liczenie głosów a potem już tylko jeszcze nowszy ład, zwłaszcza gdy pojawi się nowy władca. Mam nadzieję, że nie na białym pegasusie się pojawi.
Czwartek
Zaczyna mi brakować leków, a recept nie mam. Po licznych próbach udało mi się skontaktować z lekarzem pierwszego kontaktu, dobrze że nie ostatniego. Wizytę mam wyznaczoną za cztery tygodnie. Całe moje szczęście, że w telewizji bez przerwy pokazują reklamy różnych medykamentów, skutecznych podobno prawie na wszystko, więc może sobie sam coś przez ten czas dopasuję.
Piątek
Wczoraj ciotka wyciągnęła mnie na zakupy. Poważne aktualne doświadczenie. Parę godzin nam to zajęło, ale zaopatrzyliśmy się zupełnie przyzwoicie. Papieru toaletowego na trzy miesiące powinno wystarczyć, papierowych ręczników też, konserw też i oczywiście wszystkiego, co niezbędne do przeżycia. I to wszystko za aktualnie obowiązujące ceny. Tylko czy później na coś jeszcze wystarczy?
Sobota
Można się już zupełnie pogubić w tych aktualnościach i zmieniających się bez przerwy realiach. Z dnia na dzień nie wiadomo, kto jest za kim, kto przeciw, kto w opozycji, a kto w opozycji do opozycji, kto jeszcze vice versa, a kto dzisiaj już jest za, chociaż wczoraj był odwrotnie niż dwa dni temu. Nie ma mądrego, żeby się w tym połapać. Pełna demokracja i wolność wyboru. Zaczynam być chyba dodatkowo chory na głowę.
Poniedziałek
W telewizji nadal same pesymistyczne wiadomości, nowości i komentarze. A jak już coś się zdarzy optymistycznego, to szybko okazuje się, że to tylko przejęzyczenie. Aż strach prognozę pogody oglądać.
Wtorek
Wszystko się jakoś układa na opak. Postawiłem sobie pasjansa. I to kilkakrotnie, bo za każdym razem wychodził nie tak, jak chciałem. Po prostu już czas na moje kontrolne badania i myślałem, że może w kartach wyjdzie mi coś pozytywnego, ale nic z tego. I jak tu być dobrej myśli.
Środa
W zadumie gryzłem sobie słone paluszki nie będąc świadomy, że w telewizji akurat trwa transmisja jakiegoś kolejnego twórczego politycznego plenum. Gdy się zorientowałem, to tak zgrzytnąłem zębami, że mi się dwójka górna złamała. Oczywiście prawa. Nie przytoczę słów, którymi ten fakt skomentowałem, ale pomyślałem, że teraz już na pewno będę mógł odpowiedzialnie powiedzieć, iż na polityce zęby zjadłem.
Czwartek
Dzisiaj chciałem odciążyć ciotkę i sam zaaplikowałem sobie swoje leki. Oczywiście pomyliłem tabletki. Teraz mam zgagę i czkawkę. Pomijając komentarz ciotki niby nic wielkiego, bo do zgagi i czkawki mogłem się już przyzwyczaić po wypowiedziach niektórych naszych telewizyjnych mówców, o mdłościach nie wspomnę. Dzisiaj telewizji na wszelki wypadek nie będę oglądał.
Piątek
Nic wesołego nie przychodzi mi do głowy. O czym bym nie pomyślał to jakieś smutne i przykre. Dzisiaj było trochę weselej, bo przez pomyłkę przełączyłem telewizor na jedynie słuszny kanał i zdążyłem się uśmiać zanim się zorientowałem, co oglądam i że nie jest to program rozrywkowy. Potem już wesoło mi nie było.
Sobota
O miejscu w szpitalu nie ma co marzyć. Wszystkie zajęte, dodatkowo kolejki do tych miejsc coraz dłuższe. Pozostaje mi tylko terapia domowa. Na razie daję radę. Ciekawe, kiedy te coraz liczniej powoływane doradcze gremia, komisje i eksperckie ciała dadzą radę, bo na razie efektów nie widać, personelu coraz mniej, a pandemia górą. Wypada tylko czekać tak jak dotąd. Tylko, jak długo.
Irosław Szymański
