Piątek
Chyba się starzeję, bo coraz bardziej kocham piątki, a coraz mniej poniedziałki. Szczególnie od kiedy dzień zaczynam sprawdzaniem, którzy pacjenci mają dodatni wynik testu na COVID‑19, a ostatnio jeszcze wyszukiwaniem tych w wieku 60+. Pan minister wymyślił, że wszystkich 60+ ma osobiście zbadać lekarz w przychodni lub w domu, niezależnie od tego, jak się te osoby czują. Problemy są dwa, pierwszy to ten, że pacjenci, jak dobrze się czują, to do przychodni przyjść nie chcą, a na siłę chodzić do nich nie ma wg mnie sensu. Tym bardziej że zdecydowana większość lekarzy POZ ma 60+. Osiągnąć możemy wtedy tylko to, że w domu u dobrze czującego się pacjenta zarazi się lekarz. Ale dziś, w połowie lutego, widać światełko w tunelu, coraz mniej jest osób, które kierujemy z powodu COVIDA do szpitala. Czas najwyższy, bo pacjenci z chorobami przewlekłymi są coraz bardziej zaniedbani. Czasami z naszej winy, bo w tej masie bieżących spraw: testów, infekcji i niepotrzebnych wizyt domowych, gdzieś nam zniknęli.
Zapewne już wkrótce pojawi się ogromna ilość chorób, których nie mieliśmy szans wykryć, bo pacjenci nie przyszli do lekarza. Ostatnio mój rezydent opowiadał, że do Szpitala Tymczasowego przyjęli pacjentkę z COVIDEM i glukozą powyżej 400 mg/dl, bez zdiagnozowanej cukrzycy w kiepskim stanie. W pandemii siedziała w domu, przytyła, źle się czuła, ale bała się wyjść. Obawiam się, co nas czeka „po COVIDZIE”. Czy rządzący będą szukać rozwiązania, czy tylko „winnego”.
Lekarze POZ już się przyzwyczaili, że pod tym względem zawsze są na dyżurze. Jak nie ma innych winnych wg polityków, to mają gotowego winnego.
Widzę ogromne przemęczenie wszystkich lekarzy, pielęgniarek, rejestratorek. Pacjenci dzwonią cały czas w sprawach zdrowotnych, socjalnych, organizacyjnych. Ciągle zmieniające się przepisy, dotyczące izolacji, kwarantanny, testów tego, co zwalnia i kogo z kwarantanny lub izolacji nie ułatwia życia nam i pacjentom.
Wielokrotnie na konferencji prasowej ten czy inny pan wygłosi coś, co jeszcze nie obowiązuje i to my musimy tłumaczyć pacjentom dlaczego i od kiedy, co się zmieni (jak zdążymy się dowiedzieć). Ale konferencja się odbyła i ktoś zaistniał.
Od czasu do czasu zdarzy się też telefon z NFZ i pani poinformuje, że tylko sprawdza, czy można się do nas dodzwonić. Nie mam pretensji do pani, bo ktoś jej kazał, ale czy to nie jest szukanie kozła ofiarnego?
Dyżurnym dla mnie przykładem złej woli rządzących w stosunku do POZ jest corocznie powtarzający się problem otwarcia przychodni w Wigilię po południu. W ubiegłym roku chyba nikt nie pracował, szpitale dały dzień wolny za święta, urzędy zamknięte na głucho, NFZ też, tylko POZ otwarty do 18. Prośby o skrócenie chociaż do 16 odbiły się od ściany. U mnie w przychodni po 14 nie było ani jednego pacjenta i nikt nie dzwonił, ale trzeba było być. Paranoja czy złośliwość?
Chwilami dostaję rozdwojenia jaźni, jak słucham co się dzieje. Pan minister grzmi, że koniec z teleporadami, prawie całkowita delegalizacja, a NFZ wprowadza pilotaże e‑spirometru, e‑stetoskopu, e‑opaski. Uważam te rozwiązania za potrzebne i mające przyszłość, ale czy ten przekaz się nie rozdwaja? Jak wytłumaczyć pacjentom, żeby skorzystali z nowych technologii i możliwości, jak z telewizora codziennie słyszą, że tylko osobiste „osłuchanie” przez lekarza chroni przed śmiercią?
Miało być o tym, że lubię piątki, a ciągle narzekam. Może dlatego, że moja wnuczka ma kwarantannę 17 dni i nie wiem, kiedy ją zobaczę. Może, jak jej zrobią wymaz to będzie zwolniona, ale nie wiadomo, bo pan minister zapowiedział konferencję prasową i może coś się zmieni?
Wioletta Szafrańska‑Kocuń

