LITERACKO – Melancholia sierpnia

Opublikowano: 22 lutego, 2025Wydanie: Medicus (2025) 01-02/2025Dział: 2 min. czytania

Po pierwsze, okładka – czarno-szara, ponura, w oczywistym kontraście z tytułem Sierpień, bo gdzież tu lato, bujne i – zdawałoby się – koniecznie zielone i słoneczne?

Nie znajdziemy go zbyt wiele w historiach, które w swej trzeciej książce (po Mikrotykach Nieradości) – niezrównanie zachwycającej – opisuje Paweł Sołtys, znany wielu osobom jako Pablopavo, muzyk i wokalista.

Bo nie o sierpień tu chodzi. Pełnia lata i sierpniowe dni są tylko tłem dla autora, który – jak pisze Marek Bieńczyk – „pakuje miasto w swój włóczykijski plecak i wędruje z nim przez różne czasy i przestrzenie”.

Tym miastem jest rodzinna Warszawa, która jak scenografia w dobrym przedstawieniu, nie narzuca się, ale dopełnia spektakl, nie wchodzi na pierwszy plan, ale jest nieodzowna. Idziemy więc za pisarzem przez zakamarki i opuszczone, a nawet nieistniejące już ulice stolicy. Zatrzymujemy się na skwerach, przysiadamy przy kawiarnianych stolikach, wstępujemy do starych kościołów. „Z centrum pojechałem na Rozdroże”; „I znowu szedłem Francuską, rozpoznając w witrynach i wiatach przystanków samego siebie”; „Wysiadłem przy placu Przymierza i postanowiłem się przejść, poczuć, jak ciepła sierpniowa noc pozwala się przez siebie przesuwać”.

Ale nie ulegajmy złudzeniu, to nie autorski przewodnik po mieście. Te miejsca to tylko (albo aż) preteksty do erudycyjnych opowieści, do odkrywania zapomnianych albo mało znanych historii, jak choćby ta z XVIII w. o córce kasztelana wileńskiego Andrzeja herbu Korczak – Ludwice Teresie, która urodziła się w Lublinie, a potem wstąpiła do warszawskiego klasztoru Sióstr Wizytek, ale też bardzo osobistych, ciepłych wspomnień o najbliższych z rodziny pisarza: „Obudziłem się ze słowem «mama» ma ustach. Pierwszym słowem człowieka”.

Nie jest łatwo mnożyć tu przykłady, tekst jest gęsty od dygresji, przypomnień, cytowań i nawiązań, a mimo to, kiedy kończymy lekturę, czujemy niedosyt.

„Usiadłem w kawiarni i myślałem o pisaniu. O starym, odręcznym pisaniu. O sygnałach w ciele, które idą z mózgu do ścięgien i mięśni, by słowa pojawiły się na kartce. O tym, jak te sygnały mkną nerwem pośrodkowym z łokciowym z niebywałą prędkością”… Oby Paweł Sołtys nie szczędził nam nowych książek, bo już za nimi tęsknimy.

Anna Augustowska