Ukraińscy pacjenci leczeni w naszych szpitalach

Opublikowano: 31 marca, 2022Wydanie: Medicus (2022) 04/2022Dział: , , 2,9 min. czytania

Lekarze udzielają tysiące porad medycznych w punktach recepcyjnych. Setki ukraińskich pacjentów przyjęto już do szpitali w naszym regionie. Głównie to dzieci. W Chełmie prawie co drugi pacjent uchodźca trafił na pediatrię. W Tomaszowie bywa, że połowę łóżek na pediatrii zajmują mali Ukraińcy.

Następne grupy uchodźców na naszej granicy z Ukrainą, to kolejni potrzebujący w punktach recepcyjnych i pacjenci w szpitalach. Jak wylicza Ministerstwo Zdrowia, w polskich szpitalach jest już ponad 700 małych Ukraińców. Głównie u nas i na Podkarpaciu.

– Od rozpoczęcia konfliktu mieliśmy 67 pacjentów z Ukrainy, ale też i innych narodowości, uciekających przed wojną osób. 31 z nich to pacjenci pediatryczni. Są to zwykle nieżyty jelit, zapalenie oskrzeli, niewydolności oddechowe, bóle brzucha oraz zakażenia, gorączka – wylicza Kamila Ćwik, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Chełmie.

Dorośli trafiali na kardiologię – zawały i niewydolności serca oraz na zakaźny – z COVIDEM.

Już zdarzył się przypadek, że personel szpitala opatrywał pacjentkę, która miała rany po odłamkach, zaopatrzone jeszcze na Ukrainie. – U nas tylko opatrunki były zmieniane – dodaje dyrektor chełmskiej placówki, w której przyszło na świat sześcioro dzieci, których matki zdążyły uciec przed wojną do Polski.

– Mamy ukraińskich pacjentów, najwięcej dzieci. W tym momencie trójkę na wewnętrznym dziecięcym i szóstkę na zakaźnym, ale już były takie sytuacje, że połowa łóżek na pediatrii była zajęta przez dzieci z Ukrainy. Głównie nieżyty żołądkowe, żółtaczka i COVID – wyliczał w marcu Piotr Gozdek, z‑ca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim.

– U dzieci dominowały schorzenia górnych dróg oddechowych, a u dorosłych były to zawały mięśnia sercowego, padaczki, choroby nowotworowe, zasłabnięcia oraz stany paliatywne – wylicza Alicja Jarosińska, dyrektor Szpitala Powiatowego w Hrubieszowie. Pracownicy placówki obsługują cztery punkty recepcyjne (dwa w Hrubieszowie, w Horodle i Mirczu).

– Od wybuchu wojny udzieliliśmy około 5000 porad medycznych doraźnych i około 500 pacjentów zostało przewiezionych do izby przyjęć. Blisko 150 z nich zostało hospitalizowanych – dodaje dyrektorka. W hrubieszowskim szpitalu dwie Ukrainki urodziły dzieci.

Z kolei do Zamojskiego Szpitala Niepublicznego zgłasza się dużo dorosłych.

– Mieliśmy Ukrainkę, która przyjechała z pomocą do Zamościa, nagle źle się poczuła, trafiła na hematologię. W ramach umów międzynarodowych jest już leczona w szpitalu w Niemczech – mówi prezes Mariusz Paszko z Zamojskiego Szpitala Niepublicznego. Jak relacjonuje, przypadek tej młodej kobiety był szczególny, po pierwsze nagła choroba, po drugie Ukrainka formalnie nie była uchodźcą. Tuż przed wojną wyjechała na wycieczkę do Brazylii, ale już nie miała gdzie wracać. Do nas trafiła z Niemiec, gdzie organizowała wsparcie dla rodaków.

Lekarze pytani, jak sobie radzą w kontaktach z ukraińskimi pacjentami mówią, że po pierwsze: translator w telefonie. Do tomaszowskiego szpitala zgłosił się wolontariusz, który pomaga telefonicznie, to Ukrainiec, który mieszka w innej miejscowości i jest nauczycielem angielskiego. W zamojskim szpitalu w roli tłumaczy jest dwójka lekarzy z Białorusi – hematolog i radiolog, którzy znają polski i są bardzo pomocni.

(jkg)