Poniedziałek
Czy da się polubić poniedziałek? Postanowiłam, że się da! Przygotowywałam się do tego cały weekend. Mąż wyjechał, poszłam z wnuczką na 10‑kilometrowy spacer (wnuczka w wózku) i cały czas myślałam, jak polubić poniedziałek. W niedzielę powtórzyłam motywacyjne rozmyślania lecząc uchodźców na MOSIR‑ze, i … nastał poniedziałek.
Niestety już od rana w przychodni zamieszanie i awantury, bo dawno skończyły się numerki na wizyty do wszystkich lekarzy, panie w rejestracji dwoją się i troją tłumacząc pacjentom, że tylko nagłe zachorowania dzisiaj i to bez podania konkretnej godziny.
Pan minister ogłosił koniec pandemii, ale wirus się go nie słucha i znowu mamy kilkanaście dodatnich wyników, trzeba więc obdzwonić chorych, bo niestety nadal mało osób ma IKP. Infekcje z coraz gorszym przebiegiem, przynajmniej takie są nasze obserwacje. Nikt nie wie, co będzie dalej. Ale jest wojna, nie ma pandemii. Pacjentów z Ukrainy też coraz więcej, przestraszonych z zaniedbanymi chorobami przewlekłymi i z ostrymi infekcjami, świerzbem i wszystkim tym, co przynoszą ze sobą ciężkie warunki. Próbujemy ich wciskać pomiędzy już zarejestrowanych pacjentów, ale nie jest łatwo i ciągle awantura wisi w powietrzu. Nasze „moce przerobowe” są po prostu za małe w stosunku do stawianych wymagań.
Zadzwoniła dzisiaj koleżanka z pytaniem, gdzie można sprawdzić, kiedy pacjentka miała robioną protezę zębową. Zaniemówiłam na dłuższą chwilę. Jak odzyskałam mowę dopytałam o szczegóły. Okazało się, że córka pacjentki zadzwoniła do NFZ zapytać, czy można zrobić mamie nową protezę, bo nie pamięta, kiedy robiła poprzednią a refundacja należy się raz na 5 lat. Odesłali do lekarza rodzinnego. A skąd my to mamy wiedzieć? Mam wrażenie, że NFZ już po wszystko odsyła do nas! Damy radę! Dopóki się nie zawalimy, a system trzeszczy w szwach. Jednak najbardziej boli, jeżeli dostajemy niesprawiedliwe cięgi od kolegów. W jednej z przychodni pacjent przyniósł kartę ze szpitala, że pojawił się w szpitalu w złym stanie a był leczony przez lekarza POZ teleporadami. Kolega twierdzi, że pacjent był badany osobiście kilkakrotnie, ale i tak w końcu była konieczność hospitalizacji. Lekarz ze szpitala wpisując taką informację w kartę pacjenta nawet nie próbował porozmawiać z kolegą, którego oczernił, a pacjent twierdził, że takich informacji nie podawał. Po co to wszystko? Oczerniamy siebie nawzajem a później się dziwimy, że źle o nas piszą czy mówią w różnego rodzaju mediach. Czasami warto pomyśleć, myślenie nie boli.
Kolega chce podać lekarza ze szpitala do Komisji Etyki Izby Lekarskiej. Czy to coś da? Mam nadzieję. Będzie to już nowa kadencja Izby i nowa komisja. Z komisji z minionej kadencji mam złe wspomnienia.
Ponieważ od teraz lubię poniedziałki, więc staram się myśleć o rzeczach pozytywnych. Już wiosna! Przynajmniej kalendarzowa. Bratki kwitną pięknie. Czas kończyć pracę, pójść na spacer i przemyśleć ten poniedziałek. Może nie był taki zły? Najważniejsze to pozytywne myślenie.
Wioletta Szafrańska‑Kocuń

