Biegam, bo mam marzenia
z Agnieszką Kołodziej,
kardiolog, młodą mamą i pasjonatką biegania,
rozmawia Anna Augustowska
[su_spacer size=”30″]
- Medycyna chyba była Pani pisana? Lekarskie dziecko…
– Chyba rzeczywiście musiała być mi pisana, bo właściwie do klasy maturalnej nic na to nie wskazywało, że zostanę lekarzem. W szkole zawsze byłam najlepsza z matematyki, w liceum – LO im. Unii Lubelskiej – chodziłam do klasy matematyczno‑fizycznej. Dopiero wybierając studia pomyślałam o połączeniu wiedzy ścisłej z przyrodniczą. Brałam pod uwagę studia na biotechnologii albo chemii, dokumenty złożyłam też na medycynę, i o dziwo się dostałam, głównie dzięki fizyce. Ostatecznie zostałam studentką Wydziału Lekarskiego. To prawda, że medycyna zawsze była w domu. Rodzice są lekarzami, ale nigdy nie namawiali ani mnie, ani rodzeństwa, abyśmy studiowali medycynę. Nie ukrywam jednak, że ich praca i to, z jakim zaangażowaniem ją wykonują zawsze mi imponowała. Widziałam też, jak jest wymagająca i jak bardzo ich absorbuje, ale zarazem, jak dużo potrafi dać satysfakcji. Postanowiłam spróbować i dzisiaj nie wyobrażam sobie innego zawodu. Praca jest moją pasją, daje mi dużo satysfakcji, jest wyzwaniem i motywacją do ciągłej nauki.
- A największą zawodową miłością jest…?
– Kardiologia! Rok temu zdałam egzamin specjalizacyjny i tej dziedzinie chcę poświęcić moje życie lekarza. Wcześniej zdobyłam specjalizację z interny, co bardzo sobie cenię. Za mną już 11 lat pracy. Kiedy trafiłam na Oddział Kardiologii szpitala MSWiA, gdzie przygotowywałam się do zrobienia specjalizacji, zafascynowałam się też intensywną terapią kardiologiczną. Chciałabym bardzo rozwijać się w tym kierunku. Taki mam plan, chociaż teraz jestem przede wszystkim mamą 4‑miesięcznego Stefka, za 2‑3 miesiące zacznę dopiero szukać nowej pracy, bo nie przedłużono mi umowy w szpitalu MSWiA, gdzie pracowałam od stażu podyplomowego.
- Urlop macierzyński przerwał na chwilę pracę zawodową. A co ze sportem, pasją pozazawodową?
– Też przerwał, ale na krócej. Sportem zaczęłam się interesować w szkole podstawowej i nie było to bieganie, ale pływanie. Kiedy miałam dziewięć lat rodzice zapisali mnie na basen, abym poprawiła oceny ze sprawności fizycznej, co w efekcie okazało się bardzo przydatne, bo dało mi otwartą drogę do innych sportów wodnych, a także po latach umożliwiło mi startowanie w zawodach triathlonowych (namówili mnie do tego siostra i szwagier, który jest triathlonistą). W międzyczasie miałam też krótki, 2‑letni epizod wspinaczki ściankowej. A biegać zaczęłam dopiero na stażu, czyli dość późno.
Dzisiaj nie umiem powiedzieć, co mnie do biegania skłoniło… Może marzenie, żeby przebiec maraton, bo zawsze wydawało mi się to niemożliwe. Zaczęło się od biegania po osiedlu, stopniowo zaczęło mi to sprawiać coraz więcej przyjemności, wydłużał się dystans, rosła forma i kondycja. Zaczęłam biegać dalej, dłużej i szybciej. Przekonałam się też, że bieganie to świetna metoda, żeby odreagować stres dyżurowy, przemyśleć wiele decyzji, pogodzić się z porażkami. Biegnąc mogę się pozłościć w myślach i nikt na tym nie ucierpi, wyrzucić złe emocje – wtedy od razu biegnie się szybciej a złość przechodzi, czasem to po prostu czas na refleksję czy modlitwę, przychodzą też wtedy do głowy nowe pomysły i rozwiązania problemów zawodowych i rodzinnych. Chyba każdy lekarz musi znaleźć swój sposób na stres, jedni wyszywają, inni strzelają, niektórzy grają na instrumentach, inni grają na PlayStation, ja biegam…
- Bieganie maratonów wymaga chyba bardziej profesjonalnego treningu?
– Przebiegłam kilka maratonów i kilkanaście krótszych biegów, to m.in. cztery maratony lubelskie i jeden warszawski, około dwóch półmaratonów, bieg koziołka i biegi z cyklu „cztery dychy do maratonu”.
Dwa razy zajęłam medalowe trzecie miejsca w lokalnych imprezach – Mistrzostwach Polski Lekarzy w Triathlonie w Sandomierzu w 2015 roku na dystansie sprint oraz, dość nieoczekiwanie, w 4 Maratonie Lubelskim w 2016 roku.
Ale moim celem nie jest zdobywanie trofeów i bicie życiowych rekordów, biegam przede wszystkim dla siebie, chociaż wiadomo, że życiówka zawsze cieszy.
Co do treningów, staram się biegać mniej więcej co drugi dzień, obecnie jest to około 50 km tygodniowo, ale to na przestrzeni lat było bardzo zmienne, teraz po urodzeniu dziecka wracam pomału do coraz dłuższych wybiegań w spokojnym tempie. Jeśli z jakichś powodów nie mogę wybiec z domu, trenuję na rowerze stacjonarnym (trenażer to mój nabytek po pierwszej kwarantannie, jaka mnie dopadła). Plany sportowe? Aktualnie nie, ale jest cel, którego nie zdążyłam zrealizować, to półmaraton poniżej 1 godziny 40 minut, kiedyś był w zasięgu… Teraz chyba po prostu spróbuję przygotować się do półmaratonu, a tempo to już jak wyjdzie, teraz już czas najwyższy, żeby postarać się o sukcesy zawodowe i poświęcić rodzinie.
- A drugie marzenie?

- Czyli zapraszamy chętnych do zgłaszania swego akcesu?
– Tak! Zapraszamy. Stwórzmy Lekarską Grupę Sportową na FB. Proszę się zgłaszać na moim koncie facebookowym. Działajmy!

