Kto może, niech sypia sam jeden

Opublikowano: 30 marca, 2023Wydanie: Medicus (2023) 04/2023Dział: , 6,7 min. czytania

Unikać parnot kuchennych, w szpitalach dopominać się o elektryczność i zaprowadzenie dobrej wentylacji. Nie używać tytoniu pod żadną postacią, bo zawiera wiele trutek, które ubezwładniają gałeczki krwi. Wietrzyć, odkurzać, wentylować i czyścić. Lwowski fizyk, doktor filozofii i kustosz w jednej osobie przeanalizował wpływ jakości powietrza na zdrowie. Zrobił to w… 1884 roku, ale brzmi jak współczesne alerty antysmogowe

Dawno, dawno temu, kiedy bakterie nazywano grzybkami niższego rzędu, ukazała się popularnonaukowa książka „O zależności zdrowia naszego od wpływów powietrza”. Autorem jest Wojciech Urbański, człowiek o wielu zainteresowaniach, profesjach i jeszcze większej liczbie publikacji. Warto też dodać, że urodzony i zmarły na terenie dzisiejszej Ukrainy Wojciech Urbański miał poniekąd związek z Lublinem. Otóż był dwukrotnie żonaty. Jego druga żona, dwadzieścia lat młodsza Julia, była córką pochodzącego z naszego miasta poety i geografa Wincentego Pola.

Zwykle w tej rubryce przypominamy książki, poradniki i podręczniki, których autorami są lekarze i osoby związane ze światem medycyny. Tym razem odstępstwo. Propagowaniem dbania o zdrowe powietrze zajmował się żyjący na przełomie XIX i XX wieku doktor, ale filozofii. Tytuł naukowy Urbańskiemu przyznano na podstawie rozprawy na temat elektrostatyki, ale już habilitację uzyskał za pracę bliższą zagadnieniom zdrowia i fizjologii: „Proces oddychania określony ze stanowiska umiejętności dzisiejszej”.

Oddychanie, a właściwie to, czym ludzie oddychają jest – zdaniem autora – najważniejsze w dbaniu o zdrowie. Jako wieloletni belfer wypunktował w dziesięciu zagadnieniach, co należy robić, aby zdrowie nie psuło się przedwcześnie. W pierwszym wskazuje na czyste, świeże powietrze dookoła i w domu! I tłumaczył czytelnikom 139 lat temu, że kto ma wadliwe serce lub chore płuca oczywiście nie jest zdrów, ale kto mając zdrowe serce i płuca ciągle oddycha złym powietrzem, nie może być długo zdrowy.

Miasto to zło

Atmosfera miejska w każdej porze roku (z wyjątkiem krótkich tylko chwil po ulewnym deszczu) zawiera najrozmaitsze domieszki gazów i kurzu ulicznego, w nim zaś bardzo znaczne ilości delikatnego pyłku słonecznego, który wciska się wszędzie do pomieszkań ludzkich. Powietrze też w nich, szczególnie u klas uboższych, prawie zawsze nad miarę jest zanieczyszczone gazami z lamp i pieców wadliwie urządzonych, lotnymi kwasami wydzielonymi ze skóry ludzkiej i wyziewami z płuc i innych organów ciała, tudzież dymem tytoniowym.

Tak Wojciech Urbański widział życie w XIX-‑wiecznym mieście, zapewne we Lwowie, w którym wiele lat mieszkał. Tłumaczył też czytelnikowi mechanizm, jaki zachodził przy oddychaniu taką miejską atmosferą.

Ku niemałej szkodzie

Otóż, pyłek z powietrzem wzionięty, osiada na błonach śluzowych przewodu oddechowego lub dostaje się aż do samych płuc. Drażniąc koniuszki nerwów staje się powodem chrypki. Część pyłku osiadła na błonach śluzowych, w czasie kaszlu ze śluzem zostaje wyrzucona albo połknięta ze śliną. Ale reszta, która jest głębiej w płucach, nie może się już wydostać, pomimo bardzo szybkiego ruchu rzęskowego (włoseczków), który ciągle się odbywa na powierzchni błony śluzowej z dołu do góry. I ten pyłek zostaje przez całe życie ku niemałej naszej szkodzie.

Największym wrogiem człowieka jest, zdaniem Urbańskiego, pyłek pokojowy. W nim gnieżdżą się zarodki wielu chorób dziesiątkujących niemiłosiernie mieszkańców miast. Są to „grzybki niższego rzędu, nosionka, spory, bacile, bakterye”, które wyposażone są w bezprzykładną zdolność opierania się szkodliwym wpływom temperatury i różnych trutek.

Wachlowanie higieniczne

Zabierając się za wiosenne lub świąteczne porządki można spróbować zastosować zalecenia autora, który uświadamiał XIX‑wiecznego czytelnika, że nie wystarczy zwykłe czyszczenie „pomieszkań”: zamiatanie, szczotkowanie lub mycie podłóg; trzepanie mebli, firanek i dywanów; obmiatanie ścian i sufitów z kurzy; wietrzenie a następnie ścieranie opadłego kurzu z przedmiotów pokojowych. To wszystko za mało. Trzeba się zwrócić przeciw najdelikatniejszemu pyłkowi, który nadal jest zawieszony w powietrzu. Po skończeniu zamiatania należy rozpylić wodę destylowaną – czystą albo z olejkiem sosnowym dla miłego zapachu. Ale lepiej codziennie, kilka razy przewachlować całą atmosferę w każdym pomieszczeniu od sufitu do podłogi wielkim muślinowym wachlarzem wypłukanym w czystej wodzie. Jeszcze lepiej niż muślinowe, sprawdzają się uplecione z cienkiego łyka i posmarowane gliceryną.

Jakby tych zabiegów było mało, oczyszczaniem powietrza w domu powinny zajmować się osoby uprzednio do tego przygotowane. Muszą mieć świeżo umyte ręce i nogi, ubranie koniecznie czyste i dobrze wytrzepane.

Oprócz pyłków trzeba unikać złego powietrza, czyli wszelkich gazów. Dlatego należy dbać o prawidłowe odżywianie, posiłki według praw fizjologicznych, aby żołądek i trzewy normalnie funkcjonowały. Czystość skóry, częste zmienianie bielizny i pościeli, dbanie o ubranie – to wszystko pośrednio przyczynia się, zdaniem Urbańskiego, do czystości powietrza.

Doktor z biblioteki

Autor tych zaleceń, gdy wydawał je własnym nakładem był już po 60. i od blisko czterdziestu lat pracował w bibliotece Uniwersytetu Lwowskiego. Musiała to być dla niego posada rozpaczy, bo przez wiele lat starał się o zatrudnienie na Uniwersytecie Lwowskim i Krakowskim. Jednak władze zaborcze nie chciały zatrudniać Polaków na wyższych uczelniach i powierzać im katedry. Edukację zaczynał na prawie we Lwowie, potem w Wiedniu studiował matematykę i fizykę. Urbański był korepetytorem, guwernerem i nauczycielem fizyki, filozofii oraz matematyki. Przez całe życie publikował książki, artykuły, wydawał podręczniki i skrypty.

Jego zainteresowania były szerokie, poruszał przeróżne tematy: od galwanizmu w praktyce, warunków rozwijania się roślin czy spadających gwiazd i komet przez naukę gospodarstwa wiejskiego i krytyczny pogląd na sprawę teatru we Lwowie po teksty o cholerze w Hiszpanii i sposobie jej powstrzymania.

Pewnie dlatego w „O zależności zdrowia naszego od wpływów powietrza” znajdziemy zalecenia, by w czasach epidemii „nie udzielać się ludziom, nosić rękawiczki, nie chodzić po teatrach i zebraniach, usuwać najstaranniej pyłek z komnat, żyć dietetycznie”.

Mordercza atmosfera

Nawet w czasie gdy nie ma epidemii Wojciech Urbański zalecał, by nie bawić się długo w salonach bez należytej wentylacji, do teatrów źle wentylowanych często nie chodzić, nie odwiedzać kasyn i kawiarni z morderczą atmosferą. Radził, by nie palić tytoniu i nie używać go pod żadną postacią a dymu tytoniowego unikać jak zarazy, gdyż zawiera w sobie wiele trutek. Dym „ubezwładnia gałeczki krwi, sprowadza anemię, niekiedy porażenia a nawet śmierć nagłą, szkodzi zaś zawsze oczom, płucom, żołądkowi i kieszeni”.

Jeśli o kieszeni mowa, czytelnik dowie się także, by uważał na pieniądze, które przechodzą z ręki do ręki, mają zarodki bakteryjne na sobie. Szczególnie podczas epidemii, ale nie tylko, pieniądz brzęczący pół godziny trzeba trzymać we wrzątku a papierki przechowywać w pugilaresach napojonych masą dezynfekcyjną.

Higiena na dobranoc

Sypialnia powinna być bez szaf z bielizną i ubraniami, bo to siedliska kurzu i wyziewów. Kto może powinien spać sam w największym pokoju w domu albo przynajmniej na lato urządzić dwa przyległe pokoje, w którym sypia 3‑4 godziny i idzie do wywietrzonego i chłodnego na kolejne 3‑4 godziny. Łóżko należy odsuwać od ściany i spać głową w stronę pokoju, by śpiącego swobodnie owiewało powietrze. Zimą higieniczny strój to obszerne, sięgające kostek odzienie i pończochy a do tego lekka kołdra.

Janka Kowalska