Kto może, niech sypia sam jeden
Unikać parnot kuchennych, w szpitalach dopominać się o elektryczność i zaprowadzenie dobrej wentylacji. Nie używać tytoniu pod żadną postacią, bo zawiera wiele trutek, które ubezwładniają gałeczki krwi. Wietrzyć, odkurzać, wentylować i czyścić. Lwowski fizyk, doktor filozofii i kustosz w jednej osobie przeanalizował wpływ jakości powietrza na zdrowie. Zrobił to w… 1884 roku, ale brzmi jak współczesne alerty antysmogowe

Zwykle w tej rubryce przypominamy książki, poradniki i podręczniki, których autorami są lekarze i osoby związane ze światem medycyny. Tym razem odstępstwo. Propagowaniem dbania o zdrowe powietrze zajmował się żyjący na przełomie XIX i XX wieku doktor, ale filozofii. Tytuł naukowy Urbańskiemu przyznano na podstawie rozprawy na temat elektrostatyki, ale już habilitację uzyskał za pracę bliższą zagadnieniom zdrowia i fizjologii: „Proces oddychania określony ze stanowiska umiejętności dzisiejszej”.
Oddychanie, a właściwie to, czym ludzie oddychają jest – zdaniem autora – najważniejsze w dbaniu o zdrowie. Jako wieloletni belfer wypunktował w dziesięciu zagadnieniach, co należy robić, aby zdrowie nie psuło się przedwcześnie. W pierwszym wskazuje na czyste, świeże powietrze dookoła i w domu! I tłumaczył czytelnikom 139 lat temu, że kto ma wadliwe serce lub chore płuca oczywiście nie jest zdrów, ale kto mając zdrowe serce i płuca ciągle oddycha złym powietrzem, nie może być długo zdrowy.
Miasto to zło

Tak Wojciech Urbański widział życie w XIX-‑wiecznym mieście, zapewne we Lwowie, w którym wiele lat mieszkał. Tłumaczył też czytelnikowi mechanizm, jaki zachodził przy oddychaniu taką miejską atmosferą.
Ku niemałej szkodzie
Otóż, pyłek z powietrzem wzionięty, osiada na błonach śluzowych przewodu oddechowego lub dostaje się aż do samych płuc. Drażniąc koniuszki nerwów staje się powodem chrypki. Część pyłku osiadła na błonach śluzowych, w czasie kaszlu ze śluzem zostaje wyrzucona albo połknięta ze śliną. Ale reszta, która jest głębiej w płucach, nie może się już wydostać, pomimo bardzo szybkiego ruchu rzęskowego (włoseczków), który ciągle się odbywa na powierzchni błony śluzowej z dołu do góry. I ten pyłek zostaje przez całe życie ku niemałej naszej szkodzie.
Największym wrogiem człowieka jest, zdaniem Urbańskiego, pyłek pokojowy. W nim gnieżdżą się zarodki wielu chorób dziesiątkujących niemiłosiernie mieszkańców miast. Są to „grzybki niższego rzędu, nosionka, spory, bacile, bakterye”, które wyposażone są w bezprzykładną zdolność opierania się szkodliwym wpływom temperatury i różnych trutek.
Wachlowanie higieniczne
Zabierając się za wiosenne lub świąteczne porządki można spróbować zastosować zalecenia autora, który uświadamiał XIX‑wiecznego czytelnika, że nie wystarczy zwykłe czyszczenie „pomieszkań”: zamiatanie, szczotkowanie lub mycie podłóg; trzepanie mebli, firanek i dywanów; obmiatanie ścian i sufitów z kurzy; wietrzenie a następnie ścieranie opadłego kurzu z przedmiotów pokojowych. To wszystko za mało. Trzeba się zwrócić przeciw najdelikatniejszemu pyłkowi, który nadal jest zawieszony w powietrzu. Po skończeniu zamiatania należy rozpylić wodę destylowaną – czystą albo z olejkiem sosnowym dla miłego zapachu. Ale lepiej codziennie, kilka razy przewachlować całą atmosferę w każdym pomieszczeniu od sufitu do podłogi wielkim muślinowym wachlarzem wypłukanym w czystej wodzie. Jeszcze lepiej niż muślinowe, sprawdzają się uplecione z cienkiego łyka i posmarowane gliceryną.
Jakby tych zabiegów było mało, oczyszczaniem powietrza w domu powinny zajmować się osoby uprzednio do tego przygotowane. Muszą mieć świeżo umyte ręce i nogi, ubranie koniecznie czyste i dobrze wytrzepane.
Oprócz pyłków trzeba unikać złego powietrza, czyli wszelkich gazów. Dlatego należy dbać o prawidłowe odżywianie, posiłki według praw fizjologicznych, aby żołądek i trzewy normalnie funkcjonowały. Czystość skóry, częste zmienianie bielizny i pościeli, dbanie o ubranie – to wszystko pośrednio przyczynia się, zdaniem Urbańskiego, do czystości powietrza.
Doktor z biblioteki

Jego zainteresowania były szerokie, poruszał przeróżne tematy: od galwanizmu w praktyce, warunków rozwijania się roślin czy spadających gwiazd i komet przez naukę gospodarstwa wiejskiego i krytyczny pogląd na sprawę teatru we Lwowie po teksty o cholerze w Hiszpanii i sposobie jej powstrzymania.
Pewnie dlatego w „O zależności zdrowia naszego od wpływów powietrza” znajdziemy zalecenia, by w czasach epidemii „nie udzielać się ludziom, nosić rękawiczki, nie chodzić po teatrach i zebraniach, usuwać najstaranniej pyłek z komnat, żyć dietetycznie”.
Mordercza atmosfera
Nawet w czasie gdy nie ma epidemii Wojciech Urbański zalecał, by nie bawić się długo w salonach bez należytej wentylacji, do teatrów źle wentylowanych często nie chodzić, nie odwiedzać kasyn i kawiarni z morderczą atmosferą. Radził, by nie palić tytoniu i nie używać go pod żadną postacią a dymu tytoniowego unikać jak zarazy, gdyż zawiera w sobie wiele trutek. Dym „ubezwładnia gałeczki krwi, sprowadza anemię, niekiedy porażenia a nawet śmierć nagłą, szkodzi zaś zawsze oczom, płucom, żołądkowi i kieszeni”.
Jeśli o kieszeni mowa, czytelnik dowie się także, by uważał na pieniądze, które przechodzą z ręki do ręki, mają zarodki bakteryjne na sobie. Szczególnie podczas epidemii, ale nie tylko, pieniądz brzęczący pół godziny trzeba trzymać we wrzątku a papierki przechowywać w pugilaresach napojonych masą dezynfekcyjną.
Higiena na dobranoc
Sypialnia powinna być bez szaf z bielizną i ubraniami, bo to siedliska kurzu i wyziewów. Kto może powinien spać sam w największym pokoju w domu albo przynajmniej na lato urządzić dwa przyległe pokoje, w którym sypia 3‑4 godziny i idzie do wywietrzonego i chłodnego na kolejne 3‑4 godziny. Łóżko należy odsuwać od ściany i spać głową w stronę pokoju, by śpiącego swobodnie owiewało powietrze. Zimą higieniczny strój to obszerne, sięgające kostek odzienie i pończochy a do tego lekka kołdra.
Janka Kowalska
