Diagnoza wstępna

Zaczyna się zwykle niewinnie – złe wzorce, pośpiech, najczęściej spowodowany niewłaściwymi warunkami pracy, złą organizacją. Daje się wówczas słyszeć zwracanie się do pacjenta per Ty, Babciu, Dziadziu, podczas gdy chory odpowiada: Panie doktorze… Czy nie jest to odzieranie z godności, kiedy w relacji z chorym stawiamy go kilka poziomów niżej od siebie? A dodatkowo, zwracanie się w ten sposób stanowi często początek dalszych niepokojących skutków. Dochodzi opryskliwość i niedoinformowanie chorego. I w ten sposób łamiemy prawo pacjenta do informacji i obowiązek lekarza do jej udzielania. Badania sondażowe wskazują, że przestrzeganie praw pacjenta jest tym gorsze, im gorszy jest status społeczno-ekonomiczny chorego. Najlepszym chyba sposobem sprawdzenia poprawności relacji z pacjentem jest wyobrażenie sobie na jego miejscu własnego rodzica lub siebie. Nie może dziwić, że przy takich niepoprawnych relacjach spada zaufanie chorego, a gdy brak tego zaufania, wszelkie niepowodzenia w leczeniu mogą być odczytywane jako błąd.
Wielokrotnie, wręczając prawa wykonywania zawodu, mówiłem młodym lekarzom, że najwięcej postępowań prowadzonych przez rzecznika odpowiedzialności zawodowej jest na skutek skarg, które są złożone w bezpośrednim lub pośrednim związku z relacją między pacjentem a lekarzem. Potwierdzają to także coroczne sprawozdania zjazdowe. Natomiast właściwie zbudowane zaufanie może powodować, że wszelkie niepowodzenia odczytywane będą jako niezawinione wydarzenia. Dodatkowo zaobserwowano, że u pacjentów darzących zaufaniem lekarzy odnotowuje się lepsze wyniki leczenia. Zaobserwowano np. u niektórych takich chorych większą ilość odpornościowych limfocytów T i komórek NK (natural killer). Z doświadczenia wielu lekarzy a także z ostatnich obserwacji amerykańskich wynika, że pacjenci, którzy mają dobry kontakt z lekarzem, oparty na zaufaniu do niego, nie skarżą na niego i nie pozywają go, nawet w przypadku błędu medycznego.
Janusz Spustek
