Z życia pacjenta
Wizyta
Coś mi się porobiło na nodze, więc wybrałem się do lekarza.
Pani Doktorowa, mniej więcej w moim wieku, poprosiła, żebym usiadł na niewielkim stołeczku i pokazał, jak wygląda noga. Przyglądała się przez chwilę bardzo uważnie i powiedziała: to nic strasznego, przepiszę panu maść i za kilka dni przejdzie. Chociaż to i tak nie ma znaczenia, bo pewnie już niedługo wojna będzie.
– Jaka znowu? – zapytałem. – Między Rosją a Ukrainą. – Przecież ona już jest. – Ale wmiesza się w nią NATO i Putin użyje broni jądrowej. – A jak nie użyje? – To uderzy w nas meteoryt, który leci w stronę ziemi. Jedni mówią, że to ogromny kamień, a drudzy, że to kosmici. – Może chcą nas uratować przed głupotą, która zaczyna wygrywać – zażartowałem. – To nie pora na dowcipy – skwitowała krótko. – Tu jest recepta, wcierać dwa razy dziennie i dużo chodzić.
Najlepiej za miastem. Jesień to najpiękniejsza pora na takie spacery. Pan czasami jeździ poza miasto? – Bardzo często, na Mazury. – To niech pan uważa na komary i meszki. W tym roku mają niespotykane stężenie jadu. Polecam jeszcze spray, który chroni przed tym paskudztwem. Chyba, że nie wychodzi pan z domu na Mazurach. – Ja chodzę i do lasu, i nad jezioro. – To proszę uważać, bo w lesie są kleszcze. W tym roku wyjątkowy wysyp. A część z nich jest zarażona wirusem, który może spowodować zapalenie opon mózgowych. Proszę się zaszczepić. – Zrobię to. – A często chodzi pan do lasu? – Codziennie. – Żmije są? – Sąsiad widział. – Podobno w tym roku jest wyjątkowy wylęg. Najlepiej chodzić w długich kaloszach, wtedy jest szansa, że pan przeżyje.
I trzeba uważać, gdzie się wyrzuca niedopałki, bo w tym roku jest wyjątkowo sucho. – Ja nie palę, rzuciłem, bo podobno palenie szkodzi. – I słusznie, nie należy pić i palić. Mój mąż pił i palił paczkę dziennie, i umarł dwa lata temu. – W jakim wieku? – Osiemdziesiąt dziewięć lat, ale gdyby nie pił i nie palił, może dożyłby dziewięćdziesięciu.
Wziąłem receptę, podziękowałem, wróciłem do domu i od progu krzyknąłem do Violi: – Daj mi relanium, setkę wódki, najlepiej koszernej i jeszcze coś na uspokojenie. – A co się stało?
Chcą mnie zabić ruscy, kosmos, komary, żmije, które wgryzają się w buty i kleszcze, które atakują mózg. – A co z naszym wyjazdem na Mazury? – U nas, na siódmym piętrze, jest bardziej bezpieczne powietrze.
Krzysztof Daukszewicz

