Dzień z pracy lekarza POZ
WTOREK
Najgorszy jest poniedziałek i piątek. W poniedziałek przychodzą pacjenci po weekendzie, którzy byli na SOR, ale dalej nie wiedzą, co im jest, albo ci, co czekają cały weekend na pomoc; w piątek przychodzą ci, co chcą się upewnić, że na pewno do poniedziałku nie zachorują. Najspokojniej jest we wtorek i w czwartek. Mogę wtedy nadgonić trochę pracy biurowej, pozałatwiać to, na co na bieżąco nie ma czasu.
Ostatnio udało mi się chociaż częściowo wyjaśnić sprawę wykonywania tomografii komputerowej tętnic wieńcowych na skierowanie od lekarza rodzinnego. To badanie do niedawna przypisane było do kardiologa, ale od 2024 r. mogą na nie kierować lekarze POZ. Cel szczytny, ale jak to u nas bywa, wykonanie nie do końca sprawne, bo w trakcie nie zmieniono jakiegoś rozporządzenia i ci, co wykonywali TK, nie mogli na początku tych badań rozliczyć. Niektórzy przestali więc wykonywać na nasze skierowania i tak to trwało. Teoria sobie, a praktyka sobie. Nie mając jeszcze tej wiedzy, wysłałam pacjenta na badanie. 60-latek, bez rozpoznanej choroby niedokrwiennej, z nawracającymi bólami za mostkiem. Poszedł i wrócił z informacją, że nie wiem, co robię, bo mogą mu zrobić badania, ale tylko za pieniądze. I się zaczęło wyjaśnianie i to z sukcesem dla pacjentów. Okazało się, że po początkowym „niepłaceniu” przez NFZ, wstrzymali wykonywanie na skierowania lekarzy POZ i po zmianie rozporządzeń nikt tego nie zweryfikował.
Czasami mam wrażenie, że im więcej komórek i osób między NFZ a tym, kto w końcu przyjmuje pacjenta, tym gorzej z przepływem informacji. Dyrektor, dział statystyki, dział rozliczeń z NFZ, kierownik pracowni i na końcu pani rejestrująca. Swoją drogą podająca ciągle informację, że trzeba mieć ze sobą wynik kreatyniny i TSH, mimo wielokrotnych komunikatów NFZ, że jak lekarz kierujący na badanie nie da, to trzeba albo zrobić TK bez badań, albo wykonać badania samemu. Nikt nie słucha, czy nikt nie słyszy? A pacjenci odbijają się od ściany. W tym wypadku oczywiście dałam pacjentowi skierowanie na badania, bo to ja skierowałam na TK. Ale nie widzę powodu kierowania za kolegów specjalistów innych dziedzin. A brak wiedzy o tym, co powinniśmy zrobić, się nie zmniejsza w mojej ocenie. Może każdy powinien mieć obowiązek odbycia co roku szkolenia z tego, co musi i co może zrobić (oczywiście z rzeczy formalnych), żeby mógł pracować w ramach umowy z NFZ, ale też w prywatnym gabinecie. Bo nie jest to miłe, jak koledzy z gabinetu wysyłają do nas z kartką, jakie badania ma pacjent wykonać u lekarza rodzinnego. A wystarczyłaby informacja, zdecydował się pan/ pani na leczenie prywatne, to badania też robimy prywatnie. Nie jesteśmy przecież podwykonawcami naszych kolegów. Ostatnio urolog kazał pacjentowi zgłosić się do lekarza rodzinnego po TK brzucha, bo on nie ma kiedy tego pisać. Pacjent się upierał, moja rezydentka odmawiała, skończyło się telefonem do Rzecznika Praw Pacjenta w NFZ, który poinformował, że to badanie nie jest w kompetencjach lekarza rodzinnego. Może Izba Lekarska przeprowadziłaby takie obowiązkowe szkolenia?
Jesteśmy w trakcie wyborów w Izbach Lekarskich. Wybieramy delegatów na zjazd, którzy wybiorą nowe władze izb. Ważny czas i warto się zainteresować, bo osoby, które wybierzemy na najbliższe 4 lata, będą w naszym imieniu podejmować działania i lokalnie, i centralnie. Dobre lub niekoniecznie. To ten moment, żeby mieć wpływ na to, co dzieje się w samorządzie. Bo kiedy mówię o Izbie Lekarskiej, to od kolegów często słyszę: „bo oni niczego nie robią, nie wiem, po co płacę składki” i tym podobne.
Zawsze wtedy mówię: NIE ONI, TYLKO MY, bo Izba Lekarska to my, wszyscy lekarze. Trzeba przyjść, zainteresować się, zrobić coś dla innych. Wyboru można dokonać elektronicznie (1 minuta); osobiście (trochę dłużej) lub korespondencyjne – każdy dostanie do domu pakiet dokumentów, wystarczy go zgodnie z instrukcją odesłać w opłaconej kopercie do izby. Miejmy wpływ na to, co się dzieje.
Wioletta Szafrańska-Kocuń
Wiceprezes ORL w Lublinie

