Dzieci to bardzo surowi recenzenci

Opublikowano: 28 stycznia, 2022Wydanie: Medicus (2022) 01-02/2022Dział: , 4,7 min. czytania

z Janem Stanisławem Kamyk Kamieńskim,
stomatologiem, którego pasją – jedną z wielu! – jest pisanie wierszy i bajek; laureatem 1., 3., 4., i 5. edycji Ogólnopolskiego Konkursu PoetyckoLiterackiego „Lekarze Dzieciom”,
rozmawia
Anna Augustowska

[su_spacer size=”30″]
  • Czy inspiracją do pisania wierszy dla dzieci są konkretni młodzi czytelnicy, może wnuki?

– Nie jestem jeszcze dziadkiem i nie piszę dla dzieci, które znam, ale bardzo liczę, że kiedyś moje wnuki będą tych wierszy najpierw słuchać a potem, jak podrosną, czytać je sobie i kiedyś także swoim dzieciom. Od razu się przyznam, że inspiracją do tworzenia poezji dziecięcej był ogłoszony w Lubelskiej Izbie Lekarskiej konkurs, którego mam zaszczyt być laureatem (zresztą kolejny raz). Wcześniej pisałem wyłącznie wiersze dla dorosłych. W moim dorobku mam cztery tomiki: „Moje pisanie”; „Słów klekotanie”; „W pajęczynie myśli” i ostatni satyryczny tomik pt. „Kamyk się śmieje”, a także sporo limeryków.

[su_pullquote align=”right”]

Sonet X (fragment)
Nierozłączeni, niezmiennie we dwoje
idziemy wspólnie przemierzając lata,
a silny uścisk nasze ręce splata,
stanowiąc życia naszego ostoję.

[/su_pullquote]
  • Dla „dorosłych” wierszy inspiracją także były konkursy literackie?

– Zdecydowanie nie, chociaż uczestniczyłem w bardzo wielu i mogę się pochwalić licznymi nagrodami. Na siłę nic nie potrafię wymyślić. To musi być potrzeba chwili, nastroju i emocji, które przeżywam. Pierwszy wiersz podyktowała mi tęsknota za żoną, która wyjechała a ja nagle poczułem, że chcę o tym napisać. Czytając ten wiersz żona bardzo się wzruszyła, nawet się popłakała, ale też od razu zachęciła mnie: Pisz więcej! I tak to się zaczęło. Zresztą stosunkowo niedawno, bo zbliżałem się już do emerytury. Od tego czasu, czyli dokładnie od 10 lat, piszę i nie rozstaję się z notesem (trzymam go nawet na stoliku przy łóżku), w którym zapisuję tematy, myśli, jakieś frazy, które potem stają się wierszem.

  • Wiem, że ma Pan grono czytelników – także wśród dzieci?
[su_pullquote align=”right”]

Limeryk
W Krakowie doktor ze śmiechu się tarzał
ujrzawszy damę – to mu się nie zdarza.
On zawału mógł dostać
gdy rozpoznał tę postać
– to przecież Wena przyszła do lekarza.

[/su_pullquote]

– Na spotkania autorskie, które przed pandemią się odbywały, przychodziło po 50‑60 osób. To bardzo mnie cieszy, przecież pisanie do szuflady nie ma sensu. Co do czytelników dziecięcych – chciałbym, aby moje wiersze były czytane np. w przedszkolach czy małym pacjentom leżącym w szpitalach. I jest pomysł, aby powstał audiobook, a także zbiór, który zostanie wydany z ilustracjami wykonanymi przez dzieci lekarzy. Podejmie się tego Lubelska Izba Lekarska i organizatorzy konkursu. Mam więc motywację, aby pisać dla najmłodszych chociaż to bardzo surowi recenzenci i nie darują żadnej fuszerki.

  • Wiersze dla dzieci, które już Pan napisał, zostały pięknie zilustrowane.

– To zasługa mojej synowej Oli, która jest plastyczką, absolwentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Skład przygotowuje mój syn Daniel, informatyk po Wojskowej Akademii Technicznej – jednym słowem jesteśmy rodzinną firmą. Bardzo to sobie cenię.

  • Poezja to nie jedyna Pana pasja. Od pozostałych można dostać zawrotu głowy: członek Rady Programowej Instytutu Genealogii; regionalista, specjalizujący się w historii Kraśnika, dziejów regionu i jego mieszkańców; członek Towarzystwa Ziemi Urzędowskiej, Kraśnickiego Towarzystwa Regionalnego, Polskiego Towarzystwa Heraldycznego i elitarnej Unii Polskich Pisarzy Lekarzy. Jak Pan znajduje na to czas?

– Odpowiedź jest jedna: pasja! Jeśli bym nie czuł radości, zainteresowania i musiał się tym zajmować z obowiązku, chyba nic by z tego nie wyszło. Genealogia to pasja, do której trzeba mieć serce, dużo cierpliwości i wytrwałości. Wiem o czym mówię, bo opracowałem dwie obszerne monografie rodzinne: pierwsza „Kamieńscy, linia z Urzędowa” powstała na prośbę mojego dziadka, a „Odorowscy” to historia rodu mojej mamy. Przygotowanie ich zajęło mi po kilka lat. Teraz przygotowuję monografię Walczyńskich, rodziny ze strony mojej babci. Stale pracuję też przy opracowywaniu „Słownika biograficznego ziemi kraśnickiej”, którego jestem pomysłodawcą, współautorem i redaktorem naczelnym. Pierwszy tom już się ukazał, obecnie szykujemy drugi tom tego wydawnictwa.

  • krótkofalarstwo?

– To była pasja, która minęła z pojawieniem się Internetu, ale rzeczywiście byłem jednym z założycieli i prezydentem międzynarodowego klubu radiowego International DX Club White Eagle, który działał w latach 90. ubiegłego wieku. Wspaniała przygoda, która zaowocowała wieloma przyjaźniami międzynarodowymi. Dzięki nim zwiedziłem kawał świata.

  • Nie możemy pominąć jeszcze jednej pasji – może nawet najważniejszej?

– Stomatologia! Oczywiście, ten zawód wybrałem co prawda dość przypadkowo – bo po maturze nie bardzo wiedziałem, co chciałbym studiować. Dzięki sugestii mamy, a także za namową kolegów z klasy, którzy się tam wybierali – m.in. obecnego prof. Andrzeja Dropa – zacząłem studia na Wydziale Stomatologii Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Nigdy nie żałowałem tego wyboru.

Po studiach wróciłem do Kraśnika. Tu znalazłem pracę, która również stała się moją pasją, bez której nie można być dobrym dentystą. To trudny zawód, a ja wykonywałem go przez 41 lat. Teraz mam czas na pozostałe pasje i oby starczyło mi sił, bo jeszcze wciąż mam dużo do zrobienia.