Czwartek

Opublikowano: 28 stycznia, 2022Wydanie: Medicus (2022) 01-02/2022Dział: , 2,8 min. czytania

Całe życie cieszyłam się na świąteczne spotkania z rodziną. Aż do teraz.

To, że polityka nas dzieliła nie było wielkim problemem, bo na tematy polityczne po prostu przy świątecznym stole nie rozmawialiśmy. Ze szczepieniami już się tak nie daje. Nasłuchałam się więc o grafenie w szczepionkach, czyli o żyletce, która tnie naczynia i ludzie dostają udarów, zawałów i innych chorób. Moje argumenty, że to bzdura, bagatelizowano. Bliska mi osoba z rodziny stwierdziła, że chciałaby, żebym to ja miała rację, bo jeżeli nie mam, to zostanie na tym świecie prawie sama (zdecydowana większość rodziny jest zaszczepiona). Dlatego przestałam lubić święta, brakuje mi słów i cierpliwości. I nic nie wskazuje na to, żeby miało się to szaleństwo szybko skończyć.

Trwa spektakl tworzenia rzeczywistości za pomocą konferencji prasowych przez ministra zdrowia. Pan minister wytłumaczył wszystkim, że winę za brak miejsc w szpitalach ponoszą lekarze rodzinni, bo powinni pacjentów chorych na COVID przyjmować w przychodni i chodzić na wizyty domowe. Tak jakbyśmy tego nie robili. Pacjenci wymagający zbadania są umawiani najczęściej na koniec przyjęć w danym dniu, żeby było jak najmniejsze ryzyko, że kogoś zarażą. Na wizyty domowe chodzimy, jeżeli pacjent nie może przyjść do przychodni, a nie wtedy, gdy sobie tego życzy. Na konferencji usłyszeliśmy, że jeżeli coś się pacjentom nie podoba to minister podaje numer do Rzecznika Praw Pacjenta i tam trzeba dzwonić i donosić na swojego lekarza. No i się zaczęło. Pacjenci przychodzą, jak chcą i informują, że minister powiedział, że mogą. Prosimy o przyjście na określoną godzinę i słyszymy, że będą dzwonić na skargę. To, że mogą kogoś zarazić czekając na wizytę powoduje tylko większą agresję. I tak chłopiec do bicia się znalazł. Najgorzej jest z pacjentami, którzy „życzą sobie prześwietlenia płuc”. Gdzie można wysłać pacjenta z infekcją COVID na RTG, może pan minister wie? Ja nie wiem. Teraz jeszcze muszę zarezerwować czas na odpisywanie na skargi, bo to, że się pojawią, jest pewne. Ludzie są sfrustrowani, zdenerwowani ciągle niepewną sytuacją pandemiczną, ryzykiem utraty pracy, brakiem normalnego kontaktu z rodziną i często kroplą przelewającą czarę goryczy jest na przykład to, że lekarz go przyjmie za kilka godzin, bo teraz są inni, bardziej potrzebujący wizyty i pomocy.

Coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego, jak dużo czasu poświęcam pracy i tak jest od lat. Nie umiem powiedzieć dość i zająć się rodziną, częściej pobawić się z wnuczką Zosią. Koleżanka z pracy kiedyś opowiadała zabawną rozmowę z wnuczkiem. Ponieważ zawsze, gdy jest chory, to ona go bada, któregoś dnia wnuczek jej oznajmił, że chciałby, żeby była babcią‑babcią a nie babcią‑lekarzem, bo on już nie wie, czy ma się cieszyć, jak przychodzi, czy się bać, że znowu jest chory i nie pójdzie do przedszkola. Małe dziecko, a potrafi wyznaczyć priorytety. Czasami dzieci są mądrzejsze od nas i powinniśmy się od nich uczyć zdrowego rozsądku. Postanowiłam, że teraz postaram się być babcią‑babcią. Oczywiście, jak znajdę na to czas.

Wioletta Szafrańska‑Kocuń