Fałszywy doktor zdejmie Ci różowe okulary

Opublikowano: 28 stycznia, 2022Wydanie: Medicus (2022) 01-02/2022Dział: , 6,4 min. czytania

W lutym, z okazji Dnia Zakochanych, przypominamy przedwojenną publikację o elektryzującym tytule: „Mężczyzna, którego na męża wybierać nie wolno!”. Autor już w przedmowie przyznaje rozbrajająco, że chodziło mu o zainteresowanie szerokiej rzeszy czytelników a dobry tytuł to podstawa powodzenia na rynku wydawniczym. Chodzi mu o problem poważny – takie dobranie małżonków, które będzie gwarancją zdrowego potomstwa

Reinhold Gerling był Niemcem, urodził się w 1863 roku a zmarł w 1930. Wiele bibliotek i osób opracowujących jego publikacje powtarza te daty, zapewne są prawdziwe. I to tyle pewnego na temat Gerlinga, który przez pewien okres życia był związany z Berlinem, gdzie miał zakładać stowarzyszenia propagujące pielęgnację ciała i Oranienburgiem.

Ars Medica

W przedmowach do swoich książek zazwyczaj przedstawiał się jako prof. dr Gerling. Środowiska medyczne musiały doceniać wagę jego tekstów. „Życie miłosne i płciowe człowieka z uwzględnieniem wszystkich tajemnych chorób i ich zapobiegania” wprowadził na polski rynek znany lekarz, Adolf Klęsk. Ten krakowski działacz społeczny, pionier neurochirurgii i rehabilitacji przetłumaczył książkę Gerlinga. Ukazała się w oficynie Renaissance w serii wydawniczej Ars Medica.

Niestety, nie ma polskiej edycji poradnika, który zapewne by zainteresował środowisko lekarzy. Jego tytuł brzmi „Natychmiastowa ulga w bólu poprzez ruchy rąk: szczególnie w przypadku duszności, odbijania, nudności, braku krwi w mózgu, przypływu krwi, niepokoju serca, silnego kołatania serca, niestrawności, skurczów żołądka, rwy kulszowej, bólów głowy, migreny, bezsenność, krztusiec lub lepki kaszel, różne nerwobóle, zawroty głowy i wiele więcej”.

Wszakże dzieweczki

W przyszłym roku minie dokładnie sto lat od ukazania się w Polsce książki Reinholda Gerlinga „Mężczyzna, którego na męża wybierać nie wolno! Jakich mężczyzn unikać należy. Wskazówki i ostrzeżenia dla dziewcząt” – bo taki jest jej pełny tytuł.

To odpowiedź autora na reakcję czytelników, którzy wcześniej dostali publikację „Dziewczyna, której za żonę brać się nie powinno”. Podobno odezwały się do niego kobiety oburzone zawartością książki oraz zainteresowane wskazówkami dla siebie.

„W zachwalany ogród małżeński winno się zawsze wchodzić z otwartemi oczyma, bo wokoło leżą kamienie. Książka moja w tym celu ma być tylko podnietą i jednocześnie ma wzbudzać zastanowienie. Szczęście małżeńskie polega nie tylko na złączeniu się z ukochanym, ale i na zdrowych, udatnych dzieciach, o których kwalifikacjach fizycznych i duchowych rozstrzyga zdrowie i charakter rodziców” – dowodzi autor, który przyznaje, że z kwitnącego, atletycznego Adonisa może być ujmujący kochanek, ale apeluje „wszakże, dzieweczki, zanim oddacie mu serce, zważcie, czy serce jego i umysł równie są rozwinięte jak ciało”.

Stary, źle. Młody jeszcze gorzej

Tajemniczy doktor profesor uważa, że w naszym klimacie dziewczyny nie powinny wstępować w związki małżeńskie przed skończonym rokiem 20., mężczyźni zaś przed 25. Jego zdaniem, najsilniejsze potomstwo pochodzi ze zdrowych kobiet między 22 a 35 rokiem z krzepkim małżonkiem w latach 32 do 38.

„Mąż winien być starszy od żony, wszakże, należeć do jednego z nią pokolenia. Przy różnicy większej nad lat piętnaście, wykazuje się już różnica w zapatrywaniach, na kwestję ujmowania życia. W małżeństwie żony 25‑letniej z 45. albo i 50‑letnim mężem – pominąwszy nazbyt wielką różnicę komórek nasiennych – ujawniają się poważne różnice poglądów także przy wychowywaniu, już w zarodku niezharmonizowanego potomstwa” – dowodzi autor.

Sugeruje, by dziewczęta zadały sobie pytanie, czy są w stanie obdarzyć miłością podstarzałego mężczyznę. I przypomina, że „lubieć nie znaczy jeszcze kochać”.

Przestrzega też przed małżeństwem kobiety 35‑letniej z 25–28‑letnim mężczyzną. Jeśli się jakaś odważy, dziesięć lat później czeka ją udręka zazdrości.

Czarna lista

Akceptacji w wyborze na męża i ojca dzieci nie powinien, zdaniem niemieckiego autora, zyskać jedynak, mężczyzna uznawany za genialnego ani artysta. Należy się wystrzegać chorych, cherlawych i niedomagających, a także tych, którzy zbezczeszczonej dziewczynie złamali przysięgę i są amatorami dziewek publicznych.

Ćwiczenia praktyczne

Panie, które dotarły do tego fragmentu tekstu, powinny podnieść wzrok znad lektury i popatrzeć na swojego wybranka. Dokładniej, zlustrować jego… ucho.

Uderzająco małe wskazuje na niedołęstwo i niedorozwinięcie. „Zawsze u takich osób znajdujemy nieprzyjemne duchowe lub fizyczne usterki. To samo dotyczy uszu odstających w formie ucha od dzbana” – dowodzi Gerling i dodaje, że czerwone, grube i ciężkie uszy z grubymi płatkami i gąbczastą strukturą posiadają „nieszlachetni pełni przywar, przez naturę upośledzeni ludzie, natomiast uszy odstające jak u dzikusa należą do charakterów mniej wartościowych, co najmniej lekkich i bezmyślnych osób”.

Test numer 2, oczy. „Małe oczy spotyka się u ludzi powierzchownych i ruchliwego umysłu. Uderzająco małe – mamy człowieka nierównego humoru, zmiennego, na którym nie można polegać. Wielkie, żywe oczy napotykamy u ludzi z silną wolą i inteligentnych. Głęboko osadzone u ludzi z małą siła żywotną i charakterze spekulatywnym. Przed ludźmi z niespokojnym wzrokiem pragnąłbym ostrzec, gdyż jest w nich niepewność i trwożliwość i są to po części niestałe a przytem uparte indywidua” – bezlitośnie ocenia autor.

Test numer 3, nos. Doktor, profesor dowodzi, że małe, tępo zakończone nosy męskie zawsze są objawem słabości i niedostatku przymiotów duchowych. Tępe grube, świadczą zazwyczaj o przewadze materializmu i zmysłowości, natomiast nos sępi lub małpi zdradza wewnętrzną dysharmonię i złe przymioty. Bardzo mocno zakrzywione nosy przy nieszlachetnych rysach wskazują na arogancję i kłótliwość. „Im szlachetniejszy kształt nosa, tym więcej charakter jest bez zarzutu” – pisze Reinhold Gerling, który na swoim koncie ma też publikację „Znawca człowieka – fizjognomika i charakterologia dla początkujących”.

Kim pan jest

Reinhold Gerling, niemiecki aktor, dramaturg, mówca publiczny, publicysta – określają go jedni. Założyciel stowarzyszeń higieny osobistej – piszą inni. Kolejni wyliczają, że był scenarzystą i uzdrowicielem. Na liście jego publikacji są takie pozycje jak „Gimnastyka woli. Praktyczny przewodnik po zwiększaniu energii i samokontroli, wzmacnianiu pamięci i chęci do pracy poprzez wzmacnianie siły woli bez pomocy z zewnątrz”; „Podręcznik sugestii hipnotycznych. Instrukcje, sugestie lecznicze i edukacyjne od długoletniego praktyka”; „Hipnotyczne listy instruktażowe do wprowadzenia do praktyki hipnozy: wraz z instrukcją do przeprowadzenia eksperymentalnego wykładu na temat hipnozy i sugestii, z załącznikiem o autohipnozie i sugestii na jawie”; „Praktyczny hipnotyzer” czy „Spirytyzm i jego zjawiska”.

Nie wiadomo, na jakiej podstawie tworzył te teksty, choć musiał być zorientowany w branży medycznej. Nawet w „Mężczyźnie, którego na męża wybierać nie wolno” powołuje się na fachowców: Isidora Isaaka Sadgera, lekarza sądowego i psychoanalityka z Wiednia, studenta Freuda, czy ginekologa z Berlina, Maxa Friedricha Adolfa Hofmeiera.

Najbardziej tajemniczą sprawą jest przedwojenna publikacja „Śpiewające ptaki środkowoeuropejskie”, ilustrowana pięknymi chromolitografiami. Oryginały znajdują się w Bibliotece Publicznej Nowego Jorku w kolekcji Miriam i Iry D. Wallach. Artystą, który zilustrował to wydawnictwo i stworzył wizerunki czyża, zięby, sikory modrej, wróbla zwyczajnego czy gila zwyczajnego jest ni mniej ni więcej tylko Reinhold Gerling. Podane daty urodzin i śmierci są identyczne.

Janka Kowalska