Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

Opublikowano: 29 stycznia, 2021Wydanie: Medicus (2021) 01-02/2021Dział: , 4,2 min. czytania

1 stycznia 2021 r.

Tylko we czterech, bo tylko tylu nas niestety zostało na sali chorych, witaliśmy Nowy Rok i spędzaliśmy noc sylwestrową, z czego czwarty sąsiad biorący mocne leki moczopędne chyba spędzał najatrakcyjniej z nas, bo najbardziej szczylwestrowo. I tak ogólnie przebalowaliśmy. Ja nawet pozytywnie, bo uświadomiłem sobie, że ta numerologia ostatnich cyfr 2020 roku, pokazująca naszą przegraną 2:0, już się skończyła a zaczęła pozytywniejsza, czyli 2:1, co daje łut noworocznej nadziei.

2 stycznia

Na sali już znowu komplet. Nowy spod okna szybko pochwalił się, że ma horoskop na cały nowy rok i jak ktoś chce się zapoznać, to mu może odczytać. Jakoś nie było chętnych i nie dziwię się. W końcu publiczne ogłaszanie, że się jest „spod Byka”, „spod Barana” lub „spod Panny” nie jest dobrym rodowodem. Sąsiad spod drzwi wymruczał, że jego to w ogóle nie interesuje, bo jest spod znaku drogowego, gdyż ojciec furmanką do izby porodowej z matką nie zdążył. Wyszło, że nie wszystkich interesuje, co ich czeka. Może się domyślają.

4 stycznia

Pandemia szaleje, ale Pan Premier już wcześniej optymistycznie zapowiedział ogólnonarodowe szczepienia przeciw zarazie, na razie bezterminowo. Jeśli chodzi o narodowe, to byłbym w tym względzie dość ostrożny, bo paru moich znajomych, jak się zaszczepi, to potem końca nie widać, więc raczej trzeba to chyba dokładniej przemyśleć.

6 stycznia

Dzwoniła ciotka. Okazało się, że pomyliła daty i myślała, że dzisiaj świętego Mikołaja, czyli idealna pora na szpitalne odwiedziny. Przebrała się odpowiednio, ale skromnie, bo jak mi przekazała, tylko za gwiazdę Mikołaja. Dobrze, że nie za renifera. Oczywiście nie wpuścili jej – albo ze śmiechu, albo z zakazu.

12 stycznia

Media bez przerwy podają fakty dalszego optymistycznego ciągu walki z zarazą. Chociaż personelu medycznego trochę ubywa, ale miejsc szpitalnych odwrotnie, sal chorych przybywa, łóżek też, szpitali też, chociaż niedowierzanie nie maleje. Ale oficjalnie wolniej. Wczoraj na sąsiedniej sali dwóch pacjentów pomieszało pielęgniarce leki i ten drugi chory łyknął to, co miał ten pierwszy. Było wesoło. Ocknęli się podobno dzisiaj na cudzych łóżkach, na sąsiednich salach w sąsiednich szpitalach. Czyli baza łóżkowo‑salowo‑szpitalna jednak zwiększa się. Media wiarygodnieją, czy co ?

14 stycznia

Zostałem dzisiaj na tydzień wypisany do domu z zapewnieniem, że natychmiast bez kolejki zostanę przyjęty znowu, gdy tylko wyniki się poprawią. Chyba zwariuję – dookoła Covid, a mnie by się skowyt przydał!!! …Wieczorem zostałem przyjęty z powrotem, bo się wyniki szpitala pogorszyły, a statystyka szpitalna, jak się okazuje, teraz najważniejsza. Jednak skowyt czasami by się przydał.

18 stycznia

Na porannej wizycie lekarz zapytał – „Jak samopoczucie?”. Odpowiedziałem, że samo poczucie średnie, ale liczę na ogólniejsze wsparcie. Dostałem coś na uspokojenie, reszta od razu też, pewnie żeby doktór nie musiał każdego osobno pytać o to samo. Takie panaceum na wszystko dla wszystkich. Dla odmiany pada śnieg. Nie jesteśmy zdziwieni, przecież ciągle coś gdzieś pada. I ciągle coś nowego. Pewnie dla dalszej lepszej odmiany.

19 stycznia

Podobno nad nami wisi jakaś chmura covidova. Nikt nie wie, co to jest, bo podobno pod nią pamięć wszystkim zanika. Władze, jak sobie przypomną, to pewnie z tego się cieszą, że tak szybko wszystko zapominamy, ale my na sali mamy coraz większe kłopoty. Trzech ma już pampersy, dwóch pieluchy, ja cewnik, a sąsiad obok to nawet kompas sobie kupił, żeby trafiać gdzie trzeba. Nie jest dobrze, ale w szczegółach nie pamiętam dlaczego.

25 stycznia

Od początku miesiąca wprowadzona jest obowiązkowa codziennie ogólna dezynfekcja i odkażanie oddziału. Oczywiście profilaktycznie. Pełna Europa. Dzisiaj bez ostrzeżenia wypastowali korytarz. Wyjście z sali od razu zacząłem płynnym wślizgiem z jednoczesnym saltem w tył połączonym z mimowolną śrubą i baletowym okrakiem. Myślałem, że zęby sobie wybiłem, ale na szczęście nie wziąłem ich z szafki. Ogólnie poza publicznym pokazem nic się nie stało, dodatkowo mimowolnie zaaplikowałem sobie porcję gimnastyki i uzupełniająco zdezynfekowałem pół twarzy i plecy. Trzeba mieć fart. Nawet w szpitalu.

28 stycznia

Sąsiad się przyznał, że po ostatnich oszałamiających sukcesach polskiej dyplomacji nie wierzy, żeby ktoś jeszcze za nami był i żebyśmy jeszcze kogoś za sobą mieli. No, być może narzuciliśmy tak tępo takie tempo kontaktów międzynarodowych, że reszta po prostu za nami nie nadąża, albo mówiąc naszym językiem dyplomatycznym – nie nadanża. Możliwości zgłoszenia ogólnonarodowego DEBILUM VETO też nie mamy, bo choć jesteśmy podobno suwerenem, ale teraz oficjalnie ciągle chorym. I to na co innego niż nasi decydenci. I całe szczęście.

30 stycznia

Nie pamiętam…

Irosław Szymański