Pomiędzy precyzją mikroskopu a wolnością galopu

Opublikowano: 1 września, 2026Wydanie: Medicus (2026) 08-09/2026Dział: 6,5 min. czytania

Z lek. dent. Pauliną Kasprzak o dwóch życiowych pasjach rozmawia Ewa Urbanowicz

■ Na co dzień zajmuje się Pani leczeniem pacjentów, a po pracy… czekają konie. Jak zaczęła się ta niezwykła pasja?

Moja przygoda z końmi zaczęła się stosunkowo późno – około dziesięciu lat temu. Początkowo była to zwykła ciekawość i chęć spróbowania czegoś nowego. Nie przypuszczałam wtedy, że z jednej lekcji narodzi się pasja, która z czasem stanie się tak ważną częścią mojego życia. Dziś trudno wyobrazić mi sobie dzień bez kontaktu z końmi. To właśnie one pozwalają mi zwolnić, złapać oddech i odzyskać równowagę po wymagającej pracy w gabinecie.

■ Czy pamięta Pani moment, w którym wiedziała, że konie zostaną z Panią na dłużej niż tylko jako hobby?

Tak. Myślę, że przełomowym momentem była decyzja o rozpoczęciu hodowli koni. Od tej chwili przestało chodzić wyłącznie o jazdę konną. Pojawiła się odpowiedzialność za nowe życie, rozwój młodych koni i decyzje, które będą miały znaczenie przez wiele lat. Każdego lata z ogromnymi emocjami czekam na narodziny źrebaków. Obserwowanie ich pierwszych kroków i późniejszego rozwoju daje ogromną satysfakcję, a jednocześnie przypomina, że natura ma swoje tempo i nie warto go przyspieszać.

■ Mówi się, że konie doskonale wyczuwają emocje człowieka. Czy Pani również tego doświadcza?

Zdecydowanie tak. Konie są niezwykle szczere – nie da się przed nimi niczego udawać. Jeśli jesteśmy zdenerwowani lub rozproszeni, natychmiast to odczuwają. Przebywanie z nimi nauczyło mnie większego spokoju, cierpliwości i świadomego panowania nad własnymi emocjami.

■ Czy po intensywnym dniu w gabinecie kontakt z końmi pomaga odzyskać spokój i równowagę?

Zdecydowanie. Mam własną ujeżdżalnię pod domem, dlatego po pracy często zamieniam fartuch na bryczesy i zostawiam zawodowe sprawy za sobą. Życie z końmi to jednak znacznie więcej niż sama jazda. Każdego dnia zajmuję się źrebakami, klaczami źrebnymi, karmieniem, pracą z ziemi czy przygotowaniem młodych koni do czempionatów. To wiele obowiązków, ale właśnie dzięki nim naprawdę odpoczywam psychicznie. W stajni wszystko toczy się własnym rytmem, a kontakt z naturą pozwala odzyskać wewnętrzny spokój.

■ Praca stomatologa wymaga ogromnej precyzji i cierpliwości. Czy jazda konna i opieka nad końmi rozwijają podobne cechy?

Zdecydowanie tak. Niedawno ukończyłam specjalizację ze stomatologii zachowawczej z endodoncją – jednej z najbardziej precyzyjnych dziedzin stomatologii. W codziennej pracy często pracuję pod mikroskopem, gdzie liczy się każdy milimetr, cierpliwość i pełne skupienie. Co ciekawe, podobnie jest z końmi. Każdy ruch, sposób dosiadu czy przekazania pomocy musi być świadomy i precyzyjny. Nie da się niczego wymusić ani przyspieszyć. Zarówno w gabinecie, jak i w siodle najważniejsze są cierpliwość, wyczucie, konsekwencja i dbałość o szczegóły.

■ Własne konie to nie tylko przyjemność, ale także ogromna odpowiedzialność. Jak wygląda Pani codzienność jako ich opiekunki?

To nie jest hobby, ale styl życia. Bez względu na pogodę czy porę roku konie wymagają codziennej opieki. Każdy dzień zaczyna się od sprawdzenia ich stanu zdrowia, później jest karmienie, sprzątanie stajni, treningi oraz opieka nad klaczami i źrebakami.

To duża odpowiedzialność, ale też ogromna satysfakcja.

■ Czy zdarzyło się, że konie nauczyły Panią czegoś, co później przydało się również w pracy z pacjentami?

Przede wszystkim cierpliwości i uważnej obserwacji. Koń nie powie, co czuje. Trzeba nauczyć się odczytywać jego zachowanie.

Podobnie jest z pacjentami – często emocje można dostrzec, zanim zostaną wypowiedziane. Myślę, że dzięki pracy z końmi stałam się jeszcze bardziej uważnym lekarzem.

■ Jak reagują pacjenci, gdy dowiadują się, że ich stomatolog po pracy zakłada bryczesy zamiast fartucha?

Najczęściej są zaskoczeni i ciekawi, jak udaje mi się połączyć wymagającą pracę z prowadzeniem hodowli. Odpowiadam, że jeśli coś jest prawdziwą pasją, zawsze znajdzie się na to czas.

Takie rozmowy często prowadzą do miłych odkryć. Okazuje się, że ktoś w rodzinie miał konie, ktoś sam jeździł konno albo dzieci pacjentów właśnie rozpoczynają swoją przygodę z jeździectwem.

To świetny temat, który pomaga budować jeszcze bliższą relację z pacjentami.

■ Czy ma Pani ulubione wspomnienie związane z końmi – takie, do którego często Pani wraca?

Najbardziej poruszają mnie narodziny źrebaków. To chwile, które za każdym razem przypominają mi, jak niezwykła jest natura.

Szczególnie wzruszający jest moment, gdy klacz obdarza mnie zaufaniem i pozwala być przy sobie podczas porodu. To ogromny przywilej. Później mogę obserwować pierwszy oddech źrebaka, jego pierwsze kroki i rozwój od pierwszych chwil życia. Takie doświadczenia uczą pokory i pokazują, że prawdziwe zaufanie buduje się cierpliwością, spokojem i codzienną obecnością.

■ Czy bierze Pani udział w zawodach jeździeckich, czy jazda konna jest przede wszystkim formą odpoczynku?

Obecnie nie startuję w zawodach. Pracuję z trenerem, stale rozwijam swoje umiejętności i mam konie, które wcześniej odnosiły sukcesy na wysokim poziomie sportowym. Dzisiaj największą wartość ma dla mnie relacja z koniem oraz możliwość ciągłego uczenia się od niego.

■ Gdyby miała Pani opisać swoje konie kilkoma zdaniami, jakie by one były?

Moje konie są bardzo różnorodne i właśnie to sprawia, że praca z nimi nigdy nie jest monotonna. Mam spokojne, dobrze ułożone konie, ale także bardziej temperamentne angloaraby pełne energii. W stajni są również ogiery wymagające większego doświadczenia oraz klacze ujeżdżeniowe – niezwykle inteligentne i wrażliwe. Każdy koń ma własny charakter, dlatego z każdym buduje się relację w nieco inny sposób.

■ A gdyby to konie miały opisać swoją właścicielkę, co – Pani zdaniem – „powiedziałyby” o Pani?

Mam nadzieję, że powiedziałyby, że zawsze mogą mi zaufać.

Relacja z koniem nie opiera się na sile, ale na konsekwencji, cierpliwości i wzajemnym szacunku. Chciałabym wierzyć, że właśnie tak mnie postrzegają.

■ Co powiedziałaby Pani lekarzom i lekarzom dentystom, którzy szukają sposobu na oderwanie się od zawodowego stresu?

Powiedziałabym, żeby znaleźli pasję, która naprawdę pozwala odpocząć. Nie musi to być jeździectwo. Mnie, oprócz koni, bardzo pomaga joga. Pozwala wyciszyć umysł, zadbać o ciało i lepiej je rozumieć. To przekłada się również na jazdę konną, bo świadomość własnego ruchu ułatwia komunikację z koniem. Wierzę, że każdy lekarz potrzebuje przestrzeni, w której może na chwilę odłożyć zawodową odpowiedzialność i zadbać o siebie. To z korzyścią również dla pacjentów.

■ Na zakończenie – czy jest coś, czego pacjenci zwykle o Pani nie wiedzą, a co najlepiej pokazuje, kim jest Pani poza gabinetem stomatologicznym?

Myślę, że wielu pacjentów nie wie, że po wyjściu z gabinetu czeka na mnie zupełnie inny świat – stajnia, konie i natura. To właśnie tam odzyskuję równowagę. W medycynie dużo mówi się o rozwoju zawodowym, ale równie ważne jest dbanie o własny dobrostan. Jestem przekonana, że lekarz, który potrafi znaleźć przestrzeń na odpoczynek i swoją pasję, wraca do pacjentów z większym spokojem, uważnością i energią. Dla mnie taką przestrzenią są konie. To one każdego dnia uczą mnie cierpliwości, pokory, odpowiedzialności i uważności – wartości, które staram się przenosić również do swojej pracy z pacjentami.

Dziękuję za rozmowę.

Pozostałe artykuły w numerze: