Jan Zaciura
Żegnamy dziś doktora Jana Zaciurę, znanego i zasłużonego lekarza. Niech i mnie wolno będzie powiedzieć kilka słów pożegnania.
Doktora Jana Zaciurę poznałem sześćdziesiąt lat temu, jeszcze jako pacjent. Jako początkujący lekarz bardzo ceniłem sobie Jego życzliwość. Wyróżniał się wśród kolegów wielką pracowitością, ciepłem wewnętrznym i sumiennym traktowaniem swojej pracy. Był dla nas, pracowników służby zdrowia, zawsze wzorcem lekarza z powołania. Był nim także wtedy, kiedy przez wiele lat przyszło mi być Jego współpracownikiem w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
Na niezwykły autorytet wśród pacjentów i lekarzy zapracował całym życiem: karierę zawodową rozpoczął od najniższego szczebla – felczera, sumiennością i pracą doszedł do specjalizacji chirurga i umiejętności pozwalających na podjęcie pracy na najbardziej wymagającym stanowisku na SOR, gdzie umiejętności, doświadczenie, szybkie podejmowanie decyzji i stosunek do pacjenta są kluczowymi wymaganymi zaletami.
Szczególnym świadectwem niezwykłej osobowości i ducha śp. Jana są wiersze jego syna, których tomik mam do dziś. Nieczęsto spotyka się dziś ojców potrafiących nauczyć syna wydobywać tyle piękna z życia obciążonego cierpieniem, traktować cierpienie jako dar i przetwarzać je w poezję.
Takim zacnym człowiekiem nie jest się bez oparcia. Źródłem, korzeniami, z których Doktor Jan czerpał siłę do realizacji swego powołania, była wiara. Nie taka deklarowana słownie, ale prawdziwa, szczera, głęboka.
W czasach, kiedy wiara była związana z osobistym ryzykiem, nie ugiął się przed groźbą prześladowań. Kiedy po przerwie stanu wojennego trzeba było reaktywować działanie Solidarności w szpitalu, był wraz ze mną jedną z trzech osób, które odważyły się oficjalnie o to wystąpić. Kiedy inni bali się przyjść na Mszę św. w dniu św. Łukasza, on zawsze tam był, skromnie, w którejś z dalszych ławek. Ale był. Bóg powołał go do siebie nieprzypadkowo akurat tuż przed świętem Zesłania Ducha Świętego: jutro Doktor Jan obejrzy go osobiście, twarzą w twarz.
Kiedy odchodził na emeryturę, powiedziałem mu: Człowiek zmęczony posługiwaniem innym ma prawo czuć się zasłużony.
Oby dobry Bóg dostrzegł te zasługi codziennej, wytrwałej pracy i służby, podobne raczej do piasku, niż do kamiennego monumentu.
Niech piasek drobnych, codziennych zasług Bóg swoją łaską zmieni w piaskowiec – skałę, na której warto było budować.
Łomazy, 31 maja 2025 r.
