Z aparatem pośród chmur

Opublikowano: 3 czerwca, 2026Wydanie: Medicus (2026) 06-07/2026Dział: 4,2 min. czytania

Z lek. Dariuszem Osiakiem, pulmonologiem, o łączeniu medycyny z pasją do lotnictwa i fotografii rozmawia Ewa Urbanowicz

 Jak rozpoczęła się Pana przygoda z fotografią i kiedy pojawiła się fascynacja lotnictwem?

Fotografią zajmuję się od dzieciństwa, zaczynałem na zajęciach z kółka fotograficznego. Tam uczyliśmy się fotografowania manualnymi aparatami na czarno-białą kliszę, wywoływania i obróbki zdjęć w ciemni. Lotnictwo również towarzyszyło mi od dzieciństwa. Nad moim domem rodzinnym latały samoloty z Dęblińskiej „Szkoły Orląt”. Kontynuacją tej pasji było sklejanie modeli, czytanie literatury lotniczej, m.in. „Skrzydlatej Polski”, oraz uczestnictwo w pierwszych piknikach lotniczych w Góraszce. Po wielu latach obie pasje połączyły się w jedną, a ich dopełnieniem stało się fotografowanie samolotów w powietrzu podczas sesji air-to-air.

 Na co dzień zajmuje się Pan pulmonologią. Czy praca lekarza wpływa na sposób patrzenia przez obiektyw?

Myślę, że zarówno moja praca zawodowa, jak i pasja lotnicza wymagają podobnych cech charakteru – uważności i spostrzegawczości. W ciągu dnia ten sam monitor graficzny służy mi do oceniania badań radiologicznych, a w wolnym czasie do obróbki zdjęć. Obie moje działalności wymagają uważności, spostrzegawczości, ale również szybkości działania i zdecydowania. Rozwijają się równolegle i wynikają – jak myślę – z cech mojego charakteru.

 Czy fotografia nauczyła Pana czegoś, co wykorzystuje Pan również w pracy z pacjentami?

Fotografia nauczyła mnie jeszcze większej cierpliwości, koncentracji i umiejętności obserwacji detali. Są to cechy niezwykle przydatne również w pracy z pacjentami, gdzie często właśnie drobne szczegóły mają ogromne znaczenie.

 Wystawa „W powietrzu” pokazuje przestrzeń z bardzo niecodziennej perspektywy. Co najbardziej fascynuje Pana w fotografowaniu samolotów w locie?

Fotografując samoloty w locie, obcujemy z pilotami i statkami powietrznymi w ich naturalnym środowisku – w powietrzu.

Mamy możliwość oglądania latających maszyn w akcji, z bliskiej odległości, w miejscu, gdzie mało kto ma możliwość się znaleźć.

 Jak wyglądają przygotowania do takiej sesji – zarówno od strony technicznej, jak i organizacyjnej?

Generalną zasadę każdej sesji fotograficznej można określić jednym zdaniem: safety first. Bezpieczeństwo uczestników sesji jest największym priorytetem. Każda sesja wymaga dokładnych przygotowań – należy wybrać czas zależny od pogody, miejsce sesji, samolot dla fotografów oraz zarezerwować strefę lotów.

Konieczne jest również zaproszenie „modelek”, czyli umówienie pilotów i ich maszyn.

Przed sesją odbywa się briefing dla fotografów, podczas którego ustalamy szczegółowy przebieg wydarzenia, a następnie briefing dla pilotów dotyczący kolejności lotów, planowanych figur czy wykorzystania efektów pokazowych. Przed lotem zakładamy odpowiednią odzież i sprzęt zabezpieczający, a po sprawdzeniu checklisty sesja może się rozpocząć.

 Czy podczas realizacji zdjęć zdarzyły się sytuacje szczególnie trudne lub nieprzewidywalne?

Mimo szczegółowego planowania każda sesja air-to-air wiąże się z nieprzewidywalnymi sytuacjami. Wszystko zależy od pogody: wiatru, termiki czy opadów. Na takie zmiany również jesteśmy przygotowani. W przypadku zachmurzenia czy deszczu wznosimy się ponad chmury, aby fotografować piękne zachody słońca. Nie pamiętam jednak, aby podczas sesji wydarzyły się sytuacje naprawdę trudne, ponieważ bezpieczeństwo uczestników zawsze pozostaje najważniejsze.

 Jest Pan członkiem Stowarzyszenia Polskich Fotografów Lotniczych Air-Action. Co daje Panu obecność w tym środowisku?

Przynależność do Stowarzyszenia Polskich Fotografów Lotniczych Air-Action jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Aby zostać członkiem Stowarzyszenia, należy przedstawić swoje portfolio radzie artystycznej, która ocenia poziom prac. Obecność w gronie najlepszych fotografów lotniczych w Polsce daje mi możliwość wymiany doświadczeń, rozwoju artystycznego, inspiracji, a czasami także uczestnictwa w wydarzeniach niedostępnych dla zwykłych śmiertelników.

 Czy ma Pan swoje ulubione zdjęcie z wystawy? Jaka historia się z nim wiąże?

Wiele jest zdjęć, które pozostają w mojej pamięci, jednak na pierwszym miejscu umieściłbym fotografię kultowego samolotu z II wojny światowej P-38 Lightning. W dzieciństwie otrzymałem katalogi samolotów firmy Lockheed z dużymi fotografiami

wydrukowanymi na pięknym papierze kredowym. W realiach PRL-u była to ogromna atrakcja. Szczególną uwagę zwracał właśnie P-38 Lightning, który stał się moim ulubionym samolotem. Los chciał, że kilkadziesiąt lat później siedziałem na rampie samolotu transportowego, a kilkanaście metrów przede mną swój pokaz wykonywał samolot z mojego dzieciństwa.

 Jakie są Pana kolejne fotograficzne marzenia lub projekty? Czy jest takie ujęcie lotnicze, którego jeszcze nie udało się Panu wykonać, ale nadal czeka na realizację?

W fotografii lotniczej marzą mi się sesje w samolotach wojskowych, choć wiem, że w dzisiejszych realiach jest to trudne do zrealizowania. Fotografia jest jednak bardzo szeroką dziedziną sztuki i oferuje wiele ciekawych wyzwań. Planuję rozwijać się również w innych jej obszarach, nie tylko w fotografii lotniczej.