Dzień z pracy lekarza POZ
KOLEJNY DZIEŃ
Mimo że pracuję już prawie 35 lat, jeszcze niektóre rzeczy potrafią mnie zaskoczyć. Sprawa z dzisiaj jest tego przykładem.
Pacjentka poprosiła o zaświadczenie dla ojca do Domu Pomocy Społecznej, że nie ma gruźlicy, bo inaczej go nie przyjmą. Zaniemówiłam, co u mnie nie jest częste. Zadzwoniłam do tego DPS i pytam, jak mam to zrobić: pacjent leżący, nie pójdzie do poradni przeciwgruźliczej celem wykonania próby (chociaż bez żadnych objawów i kontaktu z chorym nie ma to żadnego uzasadniania i sensu). Pani z DPS wymyśliła, że trzeba zrobić zdjęcie płuc – oczywiście na moje skierowanie. Miałabym wypisać skierowanie i transport leżącego pacjenta do pracowni RTG i z powrotem, bo tak sobie chce DPS. Nie będę pytać, jak na takie koszty zareagowałby NFZ, wolę nie wiedzieć.
Dzięki pomocy koleżanki znalazłam sposób, żeby pani pomóc.
Można wykonać Test QuantiFERON – jest to badanie, które pozwoli wykluczyć zakażenie gruźlicą, do wykonania w laboratorium. Mam nadzieję, że panią w DPS zadowoli.
Ale dzień się dopiero zaczął, przychodzą dzieci po zaświadczenia z pobliskiej szkoły, że mogą grać w szachy. Wypisałam, bo czy jest jakieś przeciwwskazanie do gry w szachy? Nie wiem.
Jesienią (18-19 września) ma się odbyć w Lublinie konferencja lekarzy zajmujących się medycyną sportową, zostali też zaproszeni lekarze rodzinni. Mam nadzieję, że uzyskam odpowiedzi na coraz częstsze wątpliwości w tym zakresie i coraz większe oczekiwania rodziców.
Zadzwoniła koleżanka z innej przychodni z pytaniem, co ma zrobić, bo dzwoni do niej córka chorego, któremu wczoraj lekarz na SOR zlecił na dzisiaj wizytę domową lekarza rodzinnego. Córka właśnie czeka i nie wie, o której lekarz przyjdzie.
Lekarka zdziwiona, że lekarz z SOR jej nie poinformował, że tak zalecił. Ręce opadają, ona pójść nie może, bo tłum pacjentów w przychodni, a później sama ma wizytę u lekarza i dzwoni do mnie. Żadne rozwiązanie nie jest dobre. Wysłała pielęgniarkę, żeby sprawdziła podstawowe parametry u pacjenta (ciśnienie, glukoza, saturacja itp.) i umówiła się na wizytę za dwa dni.
Ja, jak zlecam pacjentowi wizytę kontrolną (bez znaczenia, domową czy w przychodni), to zlecam ją u siebie. Jeżeli nie mogę być, to proszę koleżankę lub kolegę.
Ale każdy ma swoje standardy.
Prawdopodobnie za chwilę będzie można wypisywać recepty, na początek przez gabinet gov, a później w programach gabinetowych, z nowym sposobem określania refundacji. Zastanawiam się, na ile to utrudni nam życie, bo że ułatwi, już nie wierzę. Jeżeli przy każdym leku będzie lista kilkunastu czy kilkudziesięciu pytań, to biorąc pod uwagę, że codziennie dla minimum 30 pacjentów wypisuję po kilka leków (czyli recept: jedna recepta, jeden lek), będę miała do wypełnienia około mnie więcej 200 ankiet. Kiedy mam to robić i czy tak ma wyglądać ułatwienie? Ale może narzekam na zapas i się miło zaskoczę jakimś pozytywnym rozwiązaniem? Pomarzyć nie zaszkodzi.
Wejdzie także w życie recepta farmaceutyczna w szerszym zakresie, czyli farmaceuta będzie mógł pacjentowi wypisać leki na 120 dni jako kontynuację. Nie doczytałam, czy farmaceuta, tak jak lekarz, będzie musiał wypełnić ankietę i odpowiedzieć na kilkadziesiąt pytań?
Jednorazowo nawet przy recepcie rocznej system ma pozwalać na wydanie leku na 60 dni terapii, jeżeli pacjent chce więcej to na „więcej” nie ma refundacji. Mają być przez system sprawdzane leki od wszystkich lekarzy. Pożyjemy, zobaczymy.
Dotychczasowe doświadczenia nauczyły mnie sceptycyzmu, ale chciałabym się mylić.
Coraz częściej mamy do czynienia z receptami u pacjentów wypisanymi w mojej ocenie przez „receptomaty”. Nie mogę się doczekać wskazania miejsca, gdzie można by zgłaszać takie podejrzenia. Pisanie za każdym razem pisma do Ministerstwa Zdrowia jest uciążliwe i większość lekarzy woli tego problemu nie widzieć.
Recepty te nie są z refundacją, więc na pewno nie zajmie się problemem NFZ. Izby Lekarskie też, jak widzę, nie dają rady, bo to trwa, a procedury są takie, że ostatecznie i tak oskarżeni często wygrywają w odwołaniach, co jest zniechęcające dla rzeczników odpowiedzialności zawodowej, którym jeszcze się chce walczyć z nieuczciwością kolegów.
Czas zabrać się za recepty, bo pacjenci czekają. Kwiatki do zasadzenia w domu też czekają, jutro też jest dzień, będę martwić się dalej.
Wioletta Szafrańska-Kocuń
specjalista medycyny rodzinnej

