Nie tylko leczyć, ale rozumieć – o współczesnej ginekologii kobiet

Opublikowano: 3 maja, 2026Wydanie: Medicus (2026) 05/2026Dział: 6,8 min. czytania

O tym, czym jest ginekologia funkcjonalna, jak zmienia się podejście do zdrowia seksualnego oraz dlaczego w pracy lekarza tak ważna jest wrażliwość i uważność na drugiego człowieka — z dr n. med. Anną Pieprzowską-Białek, specjalistką ginekologii i położnictwa oraz seksuologii, rozmawia Ewa Urbanowicz.

Czym dla Pani jest ginekologia funkcjonalna i jak różni się od klasycznego podejścia do leczenia?

Współczesna medycyna coraz częściej wykracza poza schemat leczenia objawów, zwracając uwagę na jakość życia, komfort i potrzeby pacjentek. Ginekologia klasyczna skupia się głównie na diagnozowaniu i leczeniu schorzeń narządu rodnego. I tak musi być! To jest bardzo ważna dla kobiet dziedzina medycyny. Kobieta zaczyna przychodzić do nas, lekarzy ginekologów, najpierw na rozmowę, potem na badanie już jako nastolatka i ta jej droga trwa aż do końca świata, bo w każdym wieku mamy sobie nawzajem coś do powiedzenia i coś do zbadania. Zachęcamy do korzystania z programów profilaktyki raka szyjki macicy oraz raka piersi, prowadzimy ciążę, pomagamy przejść przez trochę trudniejszy czas zwany menopauzą. I to wszystko jest niezwykle istotne dla kobiet i dla nas. Jednak czasy się zmieniają, a współczesne kobiety myślą teraz również o poprawie funkcjonalności swojego body, które ulega przemianom po porodach albo zwyczajnie wraz z wiekiem.

Nie godzą się już na wszystko, co im natura przyniesie i jakiego czasami spłata figla. Szukają pomocy w przypadku nietrzymania moczu, zaburzeń statyki narządu rodnego, poprawy estetyki okolic intymnych. Walczą w swoim życiu o jakość. I my, ginekolodzy, powinniśmy im w tym pomagać. I robimy to, staramy się iść z duchem czasu i nadążać za potrzebami naszych pacjentek. Oto jest właśnie ginekologia funkcjonalna.

Jakie znaczenie — z Pani doświadczenia — mają styl życia i dieta w zdrowiu ginekologicznym kobiet?

Cóż, to wszystko, co możemy dać sobie w życiu. Tylko tyle i aż tyle. Ostatnie dekady przyniosły nam wiele badań metaanaliz na temat wpływu tych dwóch czynników na zdrowie ludzi. Nie jest łatwo rozmawiać o tym z pacjentkami, chociaż muszę przyznać, że to się zmienia, kobiety i w tych kwestiach są coraz bardziej wyedukowane i otwarte na działanie. Myślę tutaj głównie o otyłości, która nie zna granic i bywa bezwzględna, a organizm w końcu sobie z nią nie radzi, buntuje się, daje znaki i my jako lekarze musimy w sposób delikatny, ale skuteczny wpływać na walkę z tą udręką, bo niestety inaczej skutki będą straszne. Istnieją już naukowe dowody na istotny wzrost ryzyka zachorowania na raka trzonu macicy, jajnika, piersi, jelita grubego u kobiet otyłych. Otyłość wiąże się oczywiście z dietą, co też nie jest łatwe, ponieważ półki sklepowe kuszą wysoce przetworzoną żywnością, wymyślnym pieczywem lub słodyczami. Wszystko, co jemy, zawiera w sobie liczne konserwanty, a wśród nich cukier, dlatego tak trudno jest walczyć z nadwagą. Styl życia to także aktywność ruchowa, na szczęście coraz częściej liczymy kroki, uprawiamy nordic walking, chodzimy na siłownię. Warto o siebie zawalczyć, zrzucić kilka kilogramów, odżywiać się zdrowiej, a na pewno wydłuży nam to życie, a co najważniejsze poprawi znacząco jego jakość. Kobiety, nasze pacjentki, są na szczęście coraz bardziej tego świadome.

Jak wygląda w praktyce łączenie podejścia medycznego z holistycznym?

Podejście medyczne z holistycznym to jak przeszłość z przyszłością. Jest inne. Dzisiaj nie można spojrzeć na kobietę tylko medycznie.

Musimy patrzeć na nią szerzej, zapytać o inne aspekty jej życia, np. o aktywność seksualną albo o jej problemy osobiste innej natury, o zdrowie psychiczne, bo przecież wiemy dobrze, jak wielkie znaczenie na nasze życie, zdrowie, relacje, pracę ma stan psychiki człowieka, jak często można spotkać się w naszych gabinetach z somatyzacją objawów, czyli czasami trzeba zwyczajnie porozmawiać, coś wyjaśnić, zadać pytania troszkę podchwytliwe, ale wnoszące w nasze badanie czy diagnozę nową wiedzę, wartość nieocenioną, która może całkiem zmienić postawione przedwcześnie zbyt pochopnie rozpoznanie.

Wymaga to cierpliwości i współpracy obu stron.

Jak zmienia się podejście Polaków do rozmów o zdrowiu seksualnym?

Polacy coraz częściej podejmują rozmowy na tematy seksualne, myślę, że nadal odważniej w kuluarach, we własnym gronie, nie mniej widać wyraźnie, że zdrowie seksualne jest dla nich niezwykle ważne, a szczególnie wówczas, kiedy pojawiają się jakieś dysfunkcje w tym zakresie. Nieraz na konsultację do seksuologa mężczyznę wysyła jego żona albo partnerka. Czasami przychodzą razem, bo mają problem z relacją partnerską, a to niezwykle przeszkadza w intymności seksualnej, tu musi panować totalna zgoda, wzajemna akceptacja, inaczej nic z tego nie będzie.

Jakie mity dotyczące seksuologii najczęściej spotyka Pani w swojej pracy?

Chyba największym mitem jest pewność, że kobiecie nie zależy na satysfakcji seksualnej. Zależy i to bardzo. To panie częściej zadają pytania o współżycie, chętniej rozmawiają o problemach w związku, częściej szukają rozwiązań, zwyczajnie dbają o ten związek.

Co skłoniło Panią do współtworzenia audycji „Seks i inne nieszczęścia”?

Do programu radiowego „Seks i inne nieszczęścia” zostałam zaproszona przed laty przez dwóch młodych dziennikarzy.

Współprowadziliśmy tę audycję przez kilka lat, potem jakieś zmiany geopolityczne wpłynęły na jej zawieszenie i tak zostało, ale dopóki trwało, ludziom się podobało, dzwonili, dziękowali.

Rozmowy o seksualności w Polsce to trudne rozmowy, wstydliwe, czasami wręcz tabu. Program więc spełniał ważną rolę w takich okolicznościach, każdy mógł włączyć radio i wysłuchać bez skrępowania. Tematy były różne, ale zawsze staraliśmy się rozmawiać w studio o naprawdę niezwykle ciekawych, ale w naszej rzeczywistości wyjątkowo niepopularnych sprawach. Komentowaliśmy również filmy oraz programy ukazujące kwestie seksualne bez limitów, bardzo odważne, zaskakująco wzbudzające ogromne zainteresowanie widzów. Na arenie społecznej pojawiły się także pytania na temat transpozycji płci, absolutna nowość w realiach Polski, budząca niemało kontrowersji różnych środowisk. Mieliśmy co robić, a dla mnie była to wielka przygoda i satysfakcja, że mogłam o czymś ważnym w życiu każdego człowieka opowiedzieć w bardziej zrozumiały i przystępny sposób.

Skąd wzięła się u Pani potrzeba pisania poezji?

Zawsze byłam humanistką i czułam, że nią jestem. Pisałam wiersze do szuflady jak większość nastolatków, to objaw dojrzewania, buntu, walki z otaczającym światem. Potem to wszystko minęło, ogrom obowiązków związanych ze studiami, specjalizacją jedną, drugą, a również z rodziną przesłonił jakieś rozmarzenia, codzienny, życiowy bieg zdominował romantyczną duszę. Jednak jeśli coś w nas siedzi, w końcu domaga się uwagi. I tak było z moją poezją, przyszedł czas ponownego buntu, niezgody na ten wojskowy wręcz tryb życia, nieustające dyżury, permanentny brak czasu dla siebie. I to był ten moment chwycenia za pióro, co dało mi ukojenie, jakby balsam wylał się na moją duszę.

Czy doświadczenia zawodowe wpływają na Pani twórczość literacką?

Cóż, jedno nie istnieje bez drugiego, jedno podkrada czas drugiemu, chociaż każde ma swoją przestrzeń i nie przeszkadza sobie wzajemnie, a raczej nawet poezja wspiera we mnie lekarza i pozwala patrzeć na moich pacjentów cieplej.

Co daje Pani największą satysfakcję: praca z pacjentkami, działalność edukacyjna czy twórczość?

Każda działalność po trochę, jedna przenika drugą, uzupełniają się wzajemnie i ubogacają mnie, dając mi nieraz niejedną refleksję do przemyślenia.

Nad czym obecnie Pani pracuje, czy możemy spodziewać się nowych projektów, zarówno medycznych, jak i literackich?

Bardzo lubię czytać eseje i felietony, uważam, że to najciekawsze formy literackie, wprawdzie krótkie, ale jakie esencjonalne.

Może i ja coś takiego napiszę, a na pewno podejmę taką próbę.