Dzień z pracy lekarza POZ

Opublikowano: 1 kwietnia, 2026Wydanie: Medicus (2026) 04/2026Dział: 3,9 min. czytania

NASTĘPNY DZIEŃ

Dzień zaczęłam od awantury. Młody człowiek chce iść do wojska i komisja rekrutacyjna przysyła go do nas po zaświadczenie, że jest zdrowy, może ćwiczyć i wykonywać testy sprawnościowe.

Od razu nastawienie konfrontacyjne. Pytam go spokojnie, skąd ta agresja. Twierdzi, że „kazali się domagać, bo lekarz musi dać zaświadczenie, ale niektórzy nie chcą”. Ja jak zawsze muszę być wśród tych niektórych i nie lubię nic robić dla świętego spokoju. Szukam więc w dokumentach odpowiedzi komendanta sprzed 3 lat, gdzie napisał, że oni niczego takiego nie chcą i my nic nie musimy. Ale nie wszyscy taką korespondencję mają i dla świętego spokoju zaświadczenie dają. Co to zmieni, przecież lekarz przy rekrutacji musi kandydata zbadać, ewentualnie zlecić badania dodatkowe, ja przecież nie wiem, jakie są przeciwwskazania do ćwiczeń sprawnościowych, nigdy się tym nie zajmowałam. Pytanie, po co sami utrudniamy sobie życie?

Sezon infekcyjny już za nami i mam czas dla pacjentów z programu „Moje Zdrowie” i rozmowy o profilaktyce. A pytań pada dużo.

Dlaczego po 40 roku życia nie robimy Lipoproteiny A, przecież jak ktoś ma wysokie parametry, to modyfikować styl życia można w każdym momencie. Innych zaleceń nie ma, leku na obniżenie Lipoproteiny A póki co nie ma. Nie wiem? Radzę zdrowo żyć niezależnie od poziomu Lipoproteiny. Następny pacjent chce test na Fit 0C, mimo że nie ma 50 lat. I znów tłumaczę, że ze względu na obciążony wywiad rodzinny skieruję go na kolonoskopię, bo ten test jest dla zdrowych, bezobjawowych i nieobciążonych osób.

I tak mija godzina za godziną. A miało być spokojniej.

Ale do 18.00 dam radę. Ostatnio kolega był na jakimś spotkaniu, gdzie było dużo dyrektorów szpitali powiatowych i trochę opowiadał. Twierdzili, że wiele problemów w szpitalach by zniknęło, gdyby lekarze rodzinni pracowali dłużej, najlepiej całodobowo, wtedy i na SOR-ach byłby większy porządek, nocna pomoc byłaby mniej obciążona, a nie można do niej znaleźć chętnych do pracy.

Uroczyście oświadczam, że nie będę pracować całodobowo, przejdę na emeryturę i będę sadzić kwiatki. Pewnie podobnie jak ja zrobiłaby większość lekarzy z przychodni POZ, tym bardziej że wśród pracujących coraz więcej emerytów.

Nie da się SOR-u zastąpić POZ-em i odwrotnie. Mam świadomość, że jakaś część naszych pacjentów zamiast do nas pójdzie na SOR, ale na to całodobowy POZ nie jest żadnym rozwiązaniem.

Pacjenci pójdą i będą czekać nawet kilkanaście godzin, bo na ból głowy będą mieli zlecone TK głowy i cały panel innych badań oraz konsultację neurologiczną od ręki. U nas dostaną skierowania na badania, które muszą jechać zrobić, zgłosić się z wynikami za kilka dni. Do neurologa, jeżeli skierujemy, też trzeba czekać. Winnego trzeba szukać w organizatorach systemu opieki, a nie w dyżurnym chłopcu do bicia, czyli lekarzu POZ.

W nowym projekcie ustawy o zgonach i pochówkach pojawił się termin „lekarz urzędowy ds. zgonów” i ma być to świadczenie finansowane przez NFZ. Mam przeczucie, że to też może być lekarz POZ, według autorów tego dzieła. Kto ma stwierdzić zgon, ma decydować wojewódzki koordynator ds. ratownictwa medycznego. Jeżeli stwierdzi, że to ja, wtedy mam zostawić pacjentów i biegnąć na jego zlecenie. A kto zadba o żywych, zarejestrowanych na określoną godzinę na wizytę? Czy mam ten zgon stwierdzić po godzinach pracy? A jak nie znam pacjenta i nie mam jego dokumentacji, to co mam zrobić? Gdzie odesłać, jak ma jednak nie być koronera?

Robienie lekarzy POZ dyżurnymi do wszystkiego, czego nikt inny nie chce robić, ma się dobrze. No i na koniec mamy też winnego, jak coś się nie uda. Mam nadzieję, że to tylko projekt i w finalnych zapisach będzie jednak koroner, co mogłoby uspokoić atmosferę, chociaż pewnie będzie trochę kosztować. W Lublinie w tym temacie nadal nic się nie dzieje, może też czekają na „lekarza urzędowego ds. zgonów”? Mam nadzieję, że nie.

Na koniec dnia znowu recepty i dyskusje telefoniczne, dlaczego jakiegoś leku nie zapiszę na refundację, bo nie ma wskazań w CHPL, bo przecież ma 65 lat albo lekarz specjalista powiedział, że on nie może, ale lekarz rodzinny może więcej. Biorę głęboki oddech i piszę dalej. Jutro też jest dzień.

Wioletta Szafrańska-Kocuń

Wiceprezes ORL w Lublinie