Góry są stale w moim życiu
z dr. n. med. Ryszardem Grzywną,
kardiologiem, wieloletnim szefem Oddziału Kardiologii WSzS im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie, wielbicielem i znawcą gór, przewodnikiem beskidzkim,
rozmawia Anna Augustowska
[su_spacer size=”30″]
- Chyba się nie mylę twierdząc, że pasja do chodzenia po górach pojawiła się dużo wcześniej niż pasja do medycyny?

- Nie dziwię się, w końcu jest Pan profesjonalnym przewodnikiem górskim.
– I to od ponad 45 lat! Już po maturze, będąc studentem drugiego roku Wydziału Lekarskiego lubelskiej AM, zapisałem się na kurs przewodnicki, organizowany przez Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich. To był 1974 rok. I przez rok uczestniczyłem w zajęciach kursu. Fascynująca przygoda! Uczyłem się nie tylko topografii i nazw górskich pasm, ale także historii tych terenów, zdobywałem wiedzę o znajdujących się tu zabytkach i o mieszkańcach tych ziem. Oczywiście były też wyjazdy w góry, gdzie w praktyce sprawdzaliśmy nabyte umiejętności. Jednym z trudniejszych testów były nocne przejścia, a muszę dodać, że chodziliśmy po praktycznie bezludnych terenach, gdzie można było liczyć tylko na siebie. Nie było przecież telefonów komórkowych z GPS. Kurs był intensywny i nie było łatwo zdać egzamin końcowy. Mnie się udało za pierwszym razem – spośród 30 osób, które zaczynały szkolenie, zdało 7 może 8.
- Izaczęło się?

– Chyba powinienem odpowiedzieć najprościej: dla chcącego nic trudnego. A dokładnie rzecz ujmując – jak coś się robi z pasją, to naprawdę można wiele pogodzić. Co prawda, kiedy zbliżała się matura i konieczność podjęcia decyzji o dalszej drodze, nie myślałem o medycynie, chociaż mój Tata był lekarzem. W liceum, „Zamoyu”, fascynowała mnie fizyka i matematyka, myślałem więc początkowo o studiach na Politechnice Warszawskiej. Później wciągnęła mnie chemia, zdobyłem wyróżnienie na centralnym etapie olimpiady z tego przedmiotu, co dawało mi prawo wstępu na kilka kierunków. I to wtedy wybrałem medycynę, która przecież jest bardzo związana z chemią. Chciałem zajmować się biochemią, może endokrynologią.
- Atymczasem pochłonęła Pana kardiologia.

- Ale nie porzucił Pan ani kardiologii, ani gór?
– Oczywiście, że nie! Prowadzę gabinet w Lublinie oraz w rodzinnym Frampolu. Góry są stale w moim życiu obecne i nie wyobrażam sobie, abym nagle przestał ruszać na szlak. Właśnie szykujemy się do spotkania w Wetlinie z okazji 50‑lecia SKPB.
Poza tym muszę wspomnieć, że od 30 lat jestem prezesem Koła Pracowników Nauki (KPN) PTTK. Ten skrót w pewnych latach – koło powstało w 1983 roku – miał mocną wymowę, bo kojarzył się z Konfederacją Polski Niepodległej. KPN wciąż działa, spotykamy się na rajdach pielęgnując w ten sposób nasze wieloletnie przyjaźnie.
- Wzeszłym roku Rada Lekarska w Lublinie jednomyślnie poparła wniosek o przyznanie Panu Lauru Medycznego jako wyrazu wielkiego uznania dla Pana jako lekarza i nauczyciela. I chyba niewielu szefów może usłyszeć od swych podwładnych, że oddział, którym Pan kierował, był ich drugim domem?
– Życzę tego wszystkim szefom – to prawdziwe ukoronowanie mojej pracy nie tylko jako lekarza, ale też przyjaciela wszystkich pracowników, z którymi pracowałem. To cieszy po prostu niezwykle. Pragnę podkreślić, że Oddział Kardiologii ruszył 25 lat temu i to, że dzisiaj jest ważnym wysokospecjalistycznym ośrodkiem, gdzie wykonywana jest większość zabiegów z zakresu kardiologii interwencyjnej oraz elektroterapii, a także diagnostyki i leczenia rzadkich schorzeń krążenia płucnego, to zasługa całego, zaangażowanego i oddanego chorym zespołu.
Rozmawiamy w środku wakacji, nie sposób nie poprosić o podpowiedź: gdzie by Pan radził ruszyć nam w góry, szczególnie teraz, we wrześniu? Może Pana ulubioną trasą?
– Oczywiście Beskid Niski. Proponuję wycieczkę na najwyższy szczyt tego pasma, a mianowicie Lackową (997 m n.p.m.). Dłuższy wariant to start z Wysowej, nieco krótszy z Ropek. Pomimo że w nazwie tego pasma jest określenie „Niski”, naprawdę można się zmęczyć, szczególnie gdy deszcz zamienia ścieżki w błotniste ślizgawki. Kolejny dzień proponuję spędzić w sąsiedniej dolinie Regietówki. Godzinna trasa zaprowadzi nas na Rotundę, gdzie znajduje się jeden z licznych cmentarzy z okresu Wielkiej Wojny, kolejny cmentarz znajdziemy na zboczach Jaworzynki. Kierując się na północ należy koniecznie zobaczyć piękne łemkowskie cerkwie w Swirtnem i Kwiatoniu.


