Karol Rawicz-Pruszyński: Od zawsze chciałem być chirurgiem. Rodzice są lekarzami, więc medycynę „chłonąłem” od małego. Ojciec, ginekolog‑położnik, część swojej kariery spędził w RPA, gdzie mogłem przez pewien okres życia – w szkole średniej, a później w czasie kilku praktyk studenckich – towarzyszyć Mu w pracy, również na sali operacyjnej, która w krajach Wspólnoty Brytyjskiej nazywana jest ceremonialnie „teatrem”. Proszę sobie wyobrazić, że pielęgniarki i położne śpiewają każdemu nowo narodzonemu dziecku na przywitanie ze światem hymn Nkosi Sikelele Afrika – Boże pobłogosław Afrykę. Ich wewnętrzne ciepło, czucie muzyki i rytmu – czysta naturalność. Jedno z piękniejszych wspomnień z Czarnego Lądu.
Janusz Perzyński: Przed 55 laty, jako student piątego roku medycyny, przekraczałem bramę abramowickiego szpitala przekonany, że ujrzę furiatów, Napoleonów, namiestników – słowem to wszystko, co kojarzyło się z dowcipami o pacjentach. Byłem ciekaw, czy rzeczywiście ściany są obite materacami, chorzy przypominają swoim zachowaniem mityczne stwory, a lekarzy trudno odróżnić od podopiecznych.
Wojciech Chagowski: Do pełnej realizacji mojego planu zostało jeszcze do przejechania około ¼ całego dystansu, czyli 1 tys. km – długość granicy naszego państwa wynosi ponad 3 tys. km, ja pokonałem 2.175 km. Dodam, że moja trasa wiodła wyłącznie szosą, bo to mój ulubiony i sprawdzony sposób na podróżowanie rowerem. Uprawiam tylko kolarstwo szosowe.
Ogrody, praca wśród własnoręcznie sadzonych roślin, doglądanie grządek i obserwacja przyrody zawsze były obecne w ich życiu. Co prawda na różnych etapach odbywało się to w innym wymiarze, ale jak zgodnie dziś mówią lekarze Maria Sawicka i małżeństwo Elżbieta i Wojciech Machowie, nie potrafią już sobie wyobrazić życia bez działki.
Ogrody, praca wśród własnoręcznie sadzonych roślin, doglądanie grządek i obserwacja przyrody zawsze były obecne w ich życiu. Co prawda na różnych etapach odbywało się to w innym wymiarze, ale jak zgodnie dziś mówią lekarze Maria Sawicka i małżeństwo Elżbieta i Wojciech Machowie, nie potrafią już sobie wyobrazić życia bez działki.
Mariusz Pencuła: Nie rower, nie auto tylko właśnie motor. Kiedy więc mając jakieś 15‑16 lat dostałem od ojca pieniądze, od razu wiedziałem na co je wydam. Pobiegłem na plac Zamkowy (wtedy plac Zebrań Ludowych), gdzie odbywała się giełda samochodowa i gdzie wystawiano też motocykle. I tak zostałem szczęśliwym posiadaczem WFM‑ki, którą szalałem na Górkach Czechowskich, wtedy miejsce, gdzie rzeczywiście były ciężkie warunki, bo polne drogi i wzniesienia nie ułatwiały jazdy. Ruszałem spod domu przy ul. Grottgera i jadąc w dół ulicą Wieniawską wpadałem na górki… Fantazja!
Jacek Haratym: Aby uzyskać określony tytuł artystyczny FIAP, należy przedstawić komisji ds. tytułów artystycznych w Luksemburgu swój dorobek artystyczny, w tym nagrodzone zdjęcia. Aby uzyskać tytuł, który właśnie uzyskałem, czyli Excellence FIAP Bronze, należy uzyskać 200 akceptacji za 50 różnych zdjęć, w minimum 5 różnych krajach. Chodzi o to, że to musi być 50 różnych zdjęć. Nie może być dwóch identycznych, ani nawet podobnych do siebie. Wśród nich muszą to być właśnie minimum 4 zdjęcia, nagrodzone w 4 różnych krajach, na 4 różnych salonach. Chodzi o to, żeby wyeliminować sytuacje takie, że ktoś przypadkowo zrobi jedno dobre zdjęcie, które zdobyło nagrodę na tym czy innym salonie, ale ma tylko jedno takie zdjęcie. To muszą być 4 różne zdjęcia, które pokazują potencjał twórczy artysty.
Karolina Łukaszkiewicz‑Buczek: Bardzo dużo zależy od tego, jak do wizyty u dentysty dziecko przygotują rodzice, bo od ich nastawienia zależy, jak zachowa się mały pacjent. Zadaniem dorosłych jest wzbudzenie w dziecku pozytywnych emocji i dobrych skojarzeń, związanych z pielęgnacją zębów. Można do tego wykorzystać grę, zabawę, książkę czy bajkę. Taka rozmowa z dzieckiem, w warunkach domowych, to podstawa udanej współpracy pomiędzy małym pacjentem a lekarzem. Rodzice muszą pamiętać o tym, jak ważne jest zdrowie jamy ustnej w okresie dzieciństwa. Jeśli mają to na uwadze i odwiedzają dentystę kontrolnie (a nie bólowo) to takie wizyty przebiegają bez większych problemów, dobrze rokując na przyszłość.
Krzysztofem Matras: Po kilku startach w wyścigach MTB razem z moim przyjacielem Mariuszem Trusem – także lekarzem LIL – wpadliśmy na pomysł, aby zorganizować wyścig szosowy dla lekarzy – i tak narodziły się Pierwsze Mistrzostwa Polski Lekarzy w Kolarstwie Szosowym. 17 maja 2003 r. o godzinie 12.20, 80 zawodników otworzyło nowy rozdział w historii lekarskiego kolarstwa szosowego i wyruszyło na trasę historycznego, pierwszego wyścigu o mistrzostwo.
Ryszard Grzywna: Były Karpaty rumuńskie; Tatry, Mała Fatra, Kaukaz, Dolomity, Czarnohora i Gorgany. Także trekking dookoła Annapurny, później Himalaje indyjskie – Ladakh i Zanskar. Ostatnie moje odkrycie to Madera i piękne góry i lewady, które tam są. Chociaż zawsze najbliższy jest mi Beskid Niski – w każdej chwili jestem gotów tam jechać.









