Pół wieku opieki najbardziej intensywnej
z dr med. Beatą Rybojad,
kierującą Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie,
rozmawia Anna Augustowska
[su_spacer size=”30″]
- Pół wieku temu w Lublinie zaczął działać pierwszy oddział intensywnej opieki dla dzieci, dzisiaj to już zdecydowanie całkiem inny świat?
– Oddział Anestezjologii i Reanimacji (bo taka była pierwsza oficjalna nazwa naszego oddziału) formalnie powstał 1 lutego 1973 roku decyzją dyrekcji Instytutu Pediatrii i władz Akademii Medycznej w Lublinie. Był to pierwszy tego typu oddział nie tylko w województwie lubelskim wg starego (do 1975 roku) podziału administracyjnego, ale jeden z pierwszych pięciu w Polsce. Organizatorem i pierwszym kierownikiem była dr Zofia Winiarczyk, wówczas jedyny specjalista anestezjologii i reanimacji (ówczesna nazwa naszej specjalizacji lekarskiej), która pracowała wyłącznie z pacjentami pediatrycznymi.


- A dzisiaj – jak wygląda oddział, czym dysponuje?
– Obecnie oddział formalnie dysponuje 17 stanowiskami intensywnej terapii, doskonale wyszkoloną kadrą lekarsko‑pielęgniarską oraz nowoczesnym, stale pozyskiwanym sprzętem do ratowania życia chorych dzieci. W oddziale nieustannie szkolą się „nasi” rezydenci (12 osób) oraz odbywają staże specjalizacyjne lekarze i pielęgniarki z innych ośrodków. Rocznie hospitalizujemy około 250 pacjentów, blisko połowę stanowią noworodki. Coraz rzadziej, ale przyjmujemy też dzieci z województw ościennych, jeśli jest taka konieczność.
Okres pandemii dotknął nas szczególnie. Straciliśmy emerytowanego szefa, doktora Witolda Lesiuka i pielęgniarkę oddziałową, Teresę Barańską. Umawiałam się z szefem, że napisze historię naszego oddziału, gdyż był w nim zatrudniony praktycznie od początku, ale… nie zdążył. Kiedy w 2018 roku dr Lesiuk przeszedł na emeryturę, ówczesny dyrektor szpitala, dr Jerzy Szarecki, mianował mnie tzw. lekarzem kierującym oddziałem. Dziś pracuje u nas doskonale wyszkolona kadra, stale podnosząca swoje kwalifikacje: 17 lekarzy specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii (w tym trzech ze specjalizacją z pediatrii i dwóch w trakcie szkolenia w neonatologii); 12 rezydentów; 20 pielęgniarek pracujących w OIT i 20 w zespole opieki okołoanestetycznej – to specjalistki w dziedzinie anestezjologii i intensywnej opieki. Znieczulamy do operacji dzieci w wieku od 23 tygodnia od poczęcia (z masą ciała ok. 500 gramów) do 18 roku życia (czasem też dorosłych dawców szpiku dla naszych pacjentów) i o masie ciała nawet 140 kg!
Mimo posiadania bardzo nowoczesnego sprzętu, nasze potrzeby stale są ogromne, więc nieustannie piszemy prośby o uzupełnienie sprzętu i wielu darczyńców nas wspomaga (obecnie najbardziej brakuje nam nowego urządzenia do ciągłej terapii nerkozastępczej oraz tzw. platform do monitorowania hemodynamicznego – mamy tylko jedną, którą „wytańczyliśmy” podczas spektaklu charytatywnego Lubelskiej Akcji Charytatywnej „Znani a nieznani” w 2019 roku.
- Jacy pacjenci i z jakimi schorzeniami trafiają tu na leczenie?
– Na przestrzeni lat zmienił się przekrój pacjentów intensywnej terapii. Kiedyś były to dzieci głównie z wypadków, we wstrząsie septycznym, z niewydolnością oddechową spowodowaną np. zapaleniem nagłośni. W latach 90. XX wieku, wraz z rozwojem neonatologii, ale jednocześnie początkiem rozwoju intensywnej terapii noworodka w województwie, leczyliśmy ogromną liczbę noworodków, a zwłaszcza wcześniaków (liczba wszystkich hospitalizowanych pacjentów w OIT Dziecięcego Szpitala Klinicznego – ówczesna nazwa naszego szpitala), która sięgała ok. 450 rocznie.

- Czy wyobraża sobie Pani Doktor podróż w czasie do np. lat 70. i pracę na tamtejszym na OIO‑mie?
– Zawsze mnie fascynowała historia medycyny (Science Museum w Londynie jest moim ulubionym, szczególnie piętro „medyczne”). Gdybym miała możliwość, chciałabym przenieść się w czasie i zobaczyć początki naszego oddziału na żywo. Ale teraz żyjemy współczesnością, od połowy stycznia, w związku z remontem zostaliśmy przeniesieni tymczasowo na inne piętro. Mamy nadzieję, że wrócimy do przestrzeni nie tylko nowo wyremontowanej, ale też funkcjonalnej, co w połączeniu ze świetną kadrą, nowoczesnym sprzętem (mam nadzieję, że w międzyczasie uzupełnionym o kolejne urządzenia), tchnie nowe życie w jedyny taki oddział. Ktoś kiedyś powiedział, że „życie zaczyna się po pięćdziesiątce”, więc na pewno będzie tylko lepiej.

