Nadawaliśmy na tej samej fali
Doktora Jerzego Kalasiewicza
wspomina Jego żona Maria Kalasiewicz
w rozmowie z Jerzym Jakubowiczem
[su_spacer size=”20″]
- Jerzy był znanym lubelskim ginekologiem i położnikiem, seksuologiem i organizatorem ochrony zdrowia, dla wielu z nas także bliskim kolegą i przyjacielem. Zacznijmy jednak od dzieciństwa i młodości Jurka. Były bardzo dramatyczne.

- Dzięki temu młodość Jurka związała się z Biłgorajem.
– Tak. Tu Jurek ukończył gimnazjum, zrobił maturę. Od najwcześniejszych lat marzył o studiach medycznych, starał się dostać na wydział lekarski w 1950 i 1951 r. Egzaminy zdał, ale nie został przyjęty, ze względu na niewłaściwe pochodzenie społeczne – syn burżuazyjnego inteligenta. Z powodu niezwykle ciężkiej sytuacji materialnej zaczął starać się o pracę. Zgłosił się do dyrektora Szpitala Powiatowego w Biłgoraju – dr. Stanisława Pojaska z prośbą o jakąkolwiek pracę. Pojasek (1898‑1967) to legenda Biłgoraja, humanista, patriota, znakomity chirurg – ratował partyzantów w czasie okupacji z narażeniem własnego życia, dyrektor szpitala od 1934 r. aż do śmierci – zatrudnił Jurka na stanowisku przyuczonego pielęgniarza i we wrześniu 1951 r. wystawił mu takie zaświadczenie, które jest w archiwum rodzinnym: „Jerzy Kalasiewicz dzięki niezwykłej pilności opanował bardzo dobrze zakres pracy pielęgniarskiej, szczególnie na chirurgii, pomagając w czasie zabiegów operacyjnych jako instrumentariusz, względnie II?‑gi asystent przy operacjach. Jako sumienny pracownik zdobył pełne zaufanie chorych i lekarzy”. Dyrektor stał się dla Jurka jakby przybranym ojcem medycznym. Wkrótce Jurek rozpoczął naukę w Szkole Felczerskiej w Lublinie i w 1953 r. jako jeden z najlepszych absolwentów został przyjęty na II rok Wydziału Lekarskiego w Lublinie. Dyplom lekarza uzyskał w lutym 1959 r.
- Kiedy poznaliście się z Jurkiem?
– Na drugim roku studiów Jurek rozpoczął pracę w dziale kultury Zarządu Uczelnianego ZSP i wówczas powstał pomysł, aby zorganizować uczelniany chór i zespół taneczny. I tak powstał Zespół Pieśni i Tańca Akademii Medycznej w Lublinie, którego organizatorem i kierownikiem był na tym etapie mój przyszły mąż. Chór liczył około 80 osób, zespół taneczny 12 par, a orkiestra 8 członków. W następnym okresie choreografem zespołu została znawczyni folkloru lubelskiego Wanda Kaniorowa. Występowaliśmy dość często, a naszym największym sukcesem było zaproszenie do uczestnictwa w Światowym Zlocie Młodzieży w 1955 r. w Warszawie. W czasie obozów i występów przebywaliśmy razem i podjęliśmy decyzję, że się pobierzemy – ślub odbył się w 1957 r.
- Twoja droga do dyplomu lekarza też była dość ciernista.
– Zdawałam na Akademię Medyczną w Krakowie. Zdałam bardzo dobrze, ale też nie zostałam przyjęta. Zdenerwowana matka, partyzantka AK w czasie wojny, bojowo nastawiona i nie licząc się z konsekwencjami, udała się do Komitetu Wojewódzkiego PZPR i zażądała rozmowy „z kimś najważniejszym”. Efekt rozmowy był do przewidzenia. – „Dzieci z takim pochodzeniem nie będą lekarzami”. Życzliwie poradzono Jej, aby córka wybrała inny kierunek studiów i nie traciła czasu „na medycynę”. Wtedy z pomocą przyszedł znajomy rodziny, zastępca dyrektora szpitala przy ul. Staszica w Lublinie i zostałam przyjęta na etat przyuczonej pielęgniarki w Klinice Chirurgii prof. Feliksa Skubiszewskiego. W następnej sesji egzaminacyjnej otrzymałam upragniony indeks studentki medycyny.
- Jurek szkolił się całe życie.
– Jeszcze w czasie studiów pracował jako asystent w Zakładzie Fizjologii Człowieka AM w Lublinie. W 1966 r. uzyskał specjalizację II stopnia w zakresie ginekologii i położnictwa, a w 1971 r. został doktorem nauk medycznych. Wiedzę nie tylko pogłębiał, ale też przekazywał innym prowadząc liczne szkolenia, m.in. przez 5 lat był wykładowcą w Państwowej Szkole Pielęgniarek i Położnych w Lublinie, a także przez wiele lat wykładał na Wydziale Biologii UMCS oraz na licznych kursach w PCK. Prowadził również działalność naukową i ma w dorobku 22 prace ogłoszone drukiem.
- Jednak wielką pasją medyczną Jurka była seksuologia, uzyskał z niej specjalizację w 1976 r.
– W naszym regionie nikt tymi zagadnieniami się nie zajmował, a dla Jurka był to temat jego życia. Był uczniem słynnego polskiego seksuologa prof. Kazimierza Imielińskiego. W owych czasach informacje o nowościach medycznych, zwłaszcza w tej tak intymnej dziedzinie medycyny, rozchodziły się na zasadzie „jedna pani powiedziała drugiej pani”. Zaczęły się zgłaszać małżeństwa nie tylko z regionu, ale z całej Polski, które nie mogły mieć dzieci. Pewnego dnia zadzwoniła do męża Polka, zamieszkała w Kanadzie, która dowiedziała się od swej szczęśliwej przyjaciółki, że w Lublinie jest dr Kalasiewicz, który zamienia zmartwionych małżonków w szczęśliwych rodziców. Poprosiła Jurka, aby podjął się jej leczenia, ale on wyraził wątpliwości mówiąc – „Proszę pani, to jest niemożliwe, bo pacjentki muszą się zgłaszać na kurację i badania co dwa miesiące”. – „Panie doktorze, dla nas z mężem jest to tak ważna sprawa, że ja z Kanady będę do pana przyjeżdżać na wyznaczone wizyty”. Proszę sobie wyobrazić, że po 18 miesiącach, w nocy, z Kanady dzwoni mąż tej pacjentki i mówi – „Doktorze jesteśmy bardzo szczęśliwi, urodziła się Patrycja” i tak my z mężem zostaliśmy ciocią i wujkiem tej dziewczynki, która jest z nami nadal w stałym kontakcie. To były wielkie chwile dla Jurka, był taki szczęśliwy, że przyniósł innym tyle radości.
- Mario, ty dzielnie towarzyszyłaś Jurkowi w sukcesach na swoim polu medycznym.
– Po studiach podjęłam pracę na tworzącej się onkologii lubelskiej, pod kierunkiem wspaniałego lekarza i szefa doc. Mieczysława Kwiatkowskiego. Przepracowałam w tej placówce do samej emerytury i jeszcze trochę dłużej, byłam jednym z pierwszych specjalistów w naszym regionie i ordynatorem Oddziału Radioterapii i Chemioterapii w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Praca była ciężka, ale nie zamieniłabym jej na inną.
- Twój mąż okazał się również bardzo dobrym organizatorem ochrony zdrowia.
– W 1982 r. został powołany na stanowisko naczelnego dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. W uzasadnieniu nominacji czytamy: „Lekarz o wysokich walorach etyczno‑moralnych, pracowity i zaangażowany społecznie”. Przez 6 lat był przewodniczącym Rady Zakładowej Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia w szpitalu. Placówka, którą objął, pracowała w trudnych warunkach lokalowych, ale Jurek ściągnął do współpracy wielu dobrych lekarzy, zdobył nowoczesną aparaturę medyczną. Szpital, który nie był typowym molochem, cieszył się dużym uznaniem wśród pacjentów, którzy w tym kameralnym otoczeniu, w bezpośrednim kontakcie z lekarzami, czuli się dobrze.
- Za swoją zaangażowaną pracę był wielokrotnie nagradzany.
– Tak, wyliczając te najważniejsze wyróżnienia otrzymał m.in.: Srebrny i Złoty Krzyż Zasługi, Kawalerski, a w 2003 r. Oficerski Orderu Odrodzenia Polski oraz odznaki „Zasłużony dla Lublina” i „Zasłużony dla Lubelszczyzny”.
- Jaki Jurek był w życiu codziennym i towarzyskim?
– To był wspaniały, szlachetny, dobry człowiek, który przeżył straszne dzieciństwo i młodość. A mimo to starał się wszystkim w miarę swoich możliwości pomagać. W małżeństwie nadawaliśmy na tej samej fali, sprzeczki były, ale kłótnie nie. Miał dobre relacje ze współpracownikami, życzliwie był przez nich oceniany. Był współorganizatorem Hospicjum Dobrego Samarytanina przy ul. Bernardyńskiej w Lublinie. Był jednym z organizatorów zjazdów koleżeńskich naszego roku, w których i ty brałeś udział. Faktycznie te zjazdy organizowane w atrakcyjnych miejscowościach były dla nas powrotem do radosnego okresu naszej młodości.