Mariusz Pencuła: Nie rower, nie auto tylko właśnie motor. Kiedy więc mając jakieś 15‑16 lat dostałem od ojca pieniądze, od razu wiedziałem na co je wydam. Pobiegłem na plac Zamkowy (wtedy plac Zebrań Ludowych), gdzie odbywała się giełda samochodowa i gdzie wystawiano też motocykle. I tak zostałem szczęśliwym posiadaczem WFM‑ki, którą szalałem na Górkach Czechowskich, wtedy miejsce, gdzie rzeczywiście były ciężkie warunki, bo polne drogi i wzniesienia nie ułatwiały jazdy. Ruszałem spod domu przy ul. Grottgera i jadąc w dół ulicą Wieniawską wpadałem na górki… Fantazja!
