Każdemu coś w duszy gra

Opublikowano: 27 lutego, 2024Wydanie: Medicus (2024) 03/2024Dział: 4,3 min. czytania

Z Markiem Radulim, gitarzystą, aranżerem, kompozytorem i muzykiem sesyjnym, rozmawia Anna Augustowska

  • Gitarzysta, aranżer, kompozytor, a także wykładowca – to chyba dobra definicja Twojej działalności?

W tych dziedzinach realizuję się od Zawodowo na scenie jestem od 1982 r. Łatwo więc policzyć, ile czasu zajmuję się muzyką: od jazzu, bluesa, poprzez rock i pop – w różnych ich konfiguracjach. I nie chciałbym dzisiaj określać, która z tych dziedzin jest najważniejsza. Wszystkie się przeplatają i łączą. Wszystkie są mi bliskie.

  • I co niezwykłe, chyba wszystkie uprawiasz równolegle niemal od początku swojej kariery. Muszę też przypomnieć, że byłeś najmłodszym w PRL instruktorem muzycznym!

Byłem wtedy – po dziesięciu latach nauki w szkołach muzycznych – uczniem Technikum Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu (skąd pochodzę). Miałem osiemnaście lat, gdy zdobyłem uprawnienia ówczesnego Ministerstwa Kultury do prowadzenia zajęć z nauczania muzyki np. w domach kultury. To był ewenement, bo o takie uprawnienia ubiegali się dużo bardziej dojrzali i doświadczeni kandydaci. Natychmiast więc zająłem się prowadzeniem młodzieżowej estrady. I tak to się zaczęło.

  • Nie będzie więc chyba przesadą stwierdzenie, że bycie nauczycielem masz we krwi?

Nie lubię określenia „nauczyciel” w stosunku do mnie, bo ja nie nadaję się do belfrowania sensu Codzienne prowadzenie lekcji np. w szkole muzycznej to zdecydowanie nie dla mnie. Ja muszę grać, spotykać się na scenie z innymi muzykami, koncertować – jednym słowem: być w ruchu. Lubię to i bardzo tego potrzebuję. Dlatego nie czuję się nauczycielem, raczej wykładowcą, który dzieli się z innymi wiedzą i doświadczeniami. Lubię to robić podczas warsztatów muzycznych, kiedy mogę bezpośrednio przekazywać innym wiedzę potrzebną na scenie, bez zasypywania ich teorią i formułkami. Warsztaty to zresztą obopólne dzielenie się. Poza tym taka praca mobilizuje, wymaga przygotowania się, sprzyja więc samodoskonaleniu, bo ucząc innych, sam też się stale uczę – także od innych prowadzących.

  • Kilka lat temu, w maju 2019 r., poprowadziłeś warsztaty muzyczne dla lekarzy z Lubelszczyzny, w których uczestniczyło kilkunastu medyków. Stawiałeś uczestnikom nietypowe wymagania.

Oczekiwałem przede wszystkim pasji! Te warsztaty nie miały być egzaminem z umiejętności technicznych czy sprawdzianem z wiedzy muzycznej. Zajęcia były dla amatorów, którzy chcieli wrócić do gry na instrumencie, a także dla tych, którzy dopiero rozpoczynali przygodę z muzyką, spełniali długo skrywane marzenie o nauce gry. Zaprosiłem na te zajęcia wszystkich, którzy kochają muzykę, osoby, które lata temu grały w jakichś zespołach albo grywają tylko od czasu do czasu. Oczekiwałem wyłącznie chęci i odwagi do przełamywania zahamowań typu: „co ja tam umiem, wstyd się pchać, mogę zagrać jedynie Wlazł kotek na płotek…”. Innych oczekiwań nie miałem.

Dla każdego starałem się przygotować indywidualną receptę, określiłem jego możliwości, podpowiedziałem, co zmienić, opracowałem ćwiczenia. Prosiłem, aby uczestnicy przygotowali krótką prezentację, aby zagrali coś, co lubią i potrafią. Można było też przygotować na płycie nagranie utworu, którego ktoś chciał się nauczyć grać, np. Dom wschodzącego słońca „The Animals”, Schody do nieba „Led Zeppelin”, Takie tango „Budki Suflera” itd. – co tam komu w duszy grało. To miało być spotkanie w bardzo bezpośredniej, przyjacielskiej atmosferze. Bez ścigania się w szybkości przebierania palcami po gryfie, bo nie na tym polega granie. Muzyka to melodia, rytm i harmonia.

Uczestnicy mieli nauczyć się komunikacji i zgrania na scenie przed publicznością, wyzwolić swoje kreacje, nabrać swobody i odwagi – bo na koniec mieliśmy zagrać coś wspólnie. To miała być frajda, a nie przesłuchanie.

  • I udało się! Warsztaty prowadzili też inni muzycy.

Zaproszenie przyjęli wirtuoz gitary basowej, znany nie tylko w Polsce, lecz w całej Europie, wspaniały gitarzysta Krzysztof Ścierański, a także perkusista młodego pokolenia Grzegorz Kuligowski. Każdy z nas prowadził osobne zajęcia, a na finał spotkaliśmy się wszyscy na scenie.

  • Przed nami kolejne spotkanie – tym razem z cyklu „Z Wysokiej Półki”. I też Twoja zaskakująca propozycja…

Chciałbym, aby to nie był tylko mój koncert, na którym ja gram, a publiczność słucha. Proponuję interaktywne spotkanie i zachęcam tych, którzy mają na to ochotę, do zabrania ze sobą swoich instrumentów. To przecież świetna okazja na „jam” z wiodącym tematem: Blues jako podstawa wielu gatunków muzycznych.

Marek Raduli – gitarzysta m.in. grupy „Tadeusz Nalepa”, „Budki Suflera”, „Bajmu”, „Laboratorium”. Brał udział w nagraniu ponad stu albumów.


W sobotę 13 kwietnia o godz. 18:00 Marek Raduli będzie gościem cyklu „Spotkanie z Wysokiej Półki” w Lubelskiej Izbie Lekarskiej.

Na członków LIL (opłacających składki członkowskie na bieżąco) czeka 50 bezpłatnych wejściówek.

Odbiór wejściówek osobisty w sekretariacie biura LIL od 2 kwietnia br. Możliwa rezerwacja telefoniczna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA