Okiem pacjenta

Opublikowano: 30 stycznia, 2026Wydanie: Medicus (2026) 01-02/2026Dział: 2,4 min. czytania

Hu hu ha 

Hu hu ha, hu hu ha, nasza zima zła, szczypie w uszy, szczypie w nosy i na Tuska śle donosy, że nie odśnieża. Pod Warszawą, gdzie mieszkamy, śniegu do tej pory spadło mniej więcej 15 cm i to spowodowało, że w stolicy powołany został sztab, jak temu kataklizmowi przeciwdziałać. Wiem, że Lublinowi nie zaimponujemy, bo gdy u nas spadnie 10 cm tego białego puchu, u Was na Lubelszczyźnie w tym czasie brakuje 10 cm do pół metra.

Pamiętliwi mieszkańcy stolicy twierdzą, że tak straszliwa zima jak ta napadła na nas 10 lat temu. Ja urodziłem się na Warmii, w lasach wichrowskich i tam pod koniec lat 50. spadło ponad dwa metry śniegu. Nie byłem w stanie dosięgnąć jego czubka. Pamiętam, że tata z sąsiadami wykopywali tunele, żeby dostać się do studni i do komórki, w której było drewno na opał. Zwierzęta wychodziły z lasu, wyjadały siano ze stogów i nie wolno było ich płoszyć. To była zima. Na taką można było narzekać, ale nikt tego nie robił, ponieważ traktowano to jako dopust boży, a poza tym co to było za nieszczęście, gdy przeżyło się wojnę. Wtedy obowiązywała inna filozofia: jak zasypało, to trzeba odkopać, gdy się zepsuło, trzeba naprawić. Na sztaby kryzysowe nie było czasu. A tak między nami, ja też chrzanię głupoty, bo opowiadam o całkiem innych czasach. Teraz świat się „uprościł” dzięki sztucznej inteligencji, przez wszelkiego rodzaju urządzenia elektroniczne i inne wynalazki, za którymi młodzi nadążają, ale tacy jak ja, już niekoniecznie. Bo po co mi w domu telefon stacjonarny, do którego potrzebny jest kod, żeby go uruchomić? Wszystko staje się potrzebne, oprócz łopaty, która gdy spadnie śnieg, jest potrzebna najbardziej. Sztuczna inteligencja może ci podać wtedy tylko instrukcję jej używania.

Za czasów komuny, gdy w modzie była jeszcze agitacja, szerzona przez partię i socjalistyczną młodzież, krążył taki dowcip, jak to rolnik będący pod jej wpływem wybierał się na wiosenne prace polowe.

W obejściu sprawdził, czy konie są, czy legitymacja partyjna jest i czy do kieszeni wsadził przemówienie Władysława Gomółki na temat wyższości socjalistycznego rolnictwa nad imperialistycznym. Wyjeżdżając z podwórza, sprawdził wszystko jeszcze raz, czy jest w porządku. Było. Wyjeżdżając ze wsi, obmacał siebie jeszcze raz. Dojechał na pole, zsiadł z wozu, znowu sprawdził, rozejrzał się i nagle krzyknął: „Kurwa, a gdzie brony?!!”.

Myślę, że powoli się zbliżamy do podobnej sytuacji i nowej wersji tego żartu: laptopy mamy, smartfony mamy, a kto ma szpadel?