Odpowiedzialność karna za przemoc wobec osób udzielających pomocy
Zdarza się taki moment w pracy lekarza, pielęgniarki czy ratownika medycznego, kiedy udzielenie pomocy schodzi na dalszy plan. Nie dlatego że przestaje być ważne, lecz dlatego że na pierwszy plan wysuwa się… bezpieczeństwo. Ostatnio częściej słyszeliśmy o agresji wobec personelu medycznego: słownej, fizycznej, niekiedy bardzo brutalnej. Szpitalny oddział ratunkowy, karetka, izba przyjęć czy gabinet lekarski — miejsca, które powinny się kojarzyć z pomocą i bezpieczeństwem, bywają areną wybuchów gniewu, frustracji, a nawet przemocy. W tym kontekście nowelizacja Kodeksu karnego, Kodeksu wykroczeń oraz Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia obowiązująca od 2 stycznia 2026 r., jawi się nie tylko jako zmiana legislacyjna, lecz także jako wyraźny sygnał społeczny.
Ustawodawca podjął decyzję o wzmocnieniu ochrony tych, którzy stoją na pierwszej linii — funkcjonariuszy publicznych — policjantów, strażaków czy ratowników medycznych, ale także lekarzy, pielęgniarek, ratowników górskich i wodnych oraz zwykłych obywateli, którzy nie odwracają wzroku, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Zwiększenie górnej granicy kary za naruszenie nietykalności cielesnej z trzech do pięciu lat pozbawienia wolności może sprawiać wrażenie niewielkiej zmiany. A jednak kryje się za tym coś więcej niż tylko liczby w ustawie — to próba odpowiedzi na realny problem.
Nowe przepisy jasno mówią: kto podnosi rękę na osobę ratującą życie lub zdrowie innych, ten musi liczyć się z surowszą odpowiedzialnością. Co istotne, taka sama ochrona obejmie nie tylko funkcjonariuszy czy personel medyczny, lecz także obywateli podejmujących interwencję, którzy rozdzielają bójkę, powstrzymują napastnika, wyciągają poszkodowanego z płonącego samochodu. Odwaga cywilna zasługuje nie tylko na społeczne uznanie, ale i na realną ochronę.
Dla środowiska lekarskiego szczególnie ważny jest jeszcze jeden aspekt nowelizacji — wzmocnienie ochrony przed agresją słowną. Znieważenie osoby interweniującej, groźby czy wyzwiska nie będą już wyłącznie sprawą prywatną. Postępowanie w takich przypadkach będzie prowadzone z urzędu, a więc ciężar inicjatywy procesowej spadnie na prokuraturę, nie na ofiarę. To istotna zmiana, zwłaszcza dla tych, którzy po kilkunastogodzinnym dyżurze nie mają ani siły, ani zasobów, by samodzielnie walczyć o sprawiedliwość.
Nowe regulacje przewidują również wyższe kary za agresywne zachowania w miejscach publicznych, w tym w zakładach leczniczych. Grzywna w wysokości co najmniej 1 000 zł, możliwość orzeczenia aresztu czy ograniczenia wolności — to narzędzia prawne, które mają działać odstraszająco. Czy zadziałają? Czas pokaże. Zmiana przepisów prawa karnego nie rozwiąże problemu agresji w ochronie zdrowia. Nie zastąpi edukacji, wsparcia psychologicznego ani systemowych reform. Może jednak wyznaczyć granicę, jasno komunikując, że placówki medyczne to nie pole do rozładowywania emocji kosztem innych.
Warto zwrócić uwagę także na rozwiązanie polegające na publikowaniu wyroków skazujących — na wniosek pokrzywdzonego — w sprawach dotyczących przemocy wobec funkcjonariuszy i innych osób udzielających pomocy. Publiczny charakter takiego rozstrzygnięcia ma nie tylko wymiar represyjny, ale przede wszystkim prewencyjny. To jasny komunikat, że agresja nie pozostaje w cieniu, że ma swoje konsekwencje widoczne nie tylko dla sprawcy, ale i dla opinii publicznej.
Nie bez znaczenia jest również obowiązek zatrzymania sprawcy przyłapanego na gorącym uczynku. Policja nie „może”, lecz „musi” doprowadzić taką osobę do sądu. To kolejny element wzmacniający poczucie, że państwo stoi po stronie tych, którzy niosą pomoc.
Czy nowe prawo zmieni codzienność lekarzy, pielęgniarek i ratowników? Zapewne nie od razu. Może jednak dać coś niezwykle cennego — poczucie, że w chwili zagrożenia nie jest się samemu.
Teraz pozostaje mieć nadzieję, że te przepisy nie będą martwe, a staną się realnym wsparciem dla tych, którzy każdego dnia — często w ciszy i zmęczeniu — ratują ludzkie życie.
Ewa Urbanowicz
Radca prawny
