Empatia przed doskonałością, czyli miara prawdziwego lekarza

Opublikowano: 30 stycznia, 2026Wydanie: Medicus (2026) 01-02/2026Dział: 3,2 min. czytania

Współczesna medycyna rozwija się w tempie, które jeszcze kilka dekad temu wydawało się nam całkowicie niemożliwe.

Jednak w tym postępie rodzi się pytanie o istotę zawodu lekarza, bo co oznacza, gdy przyszły lekarz traktuje innych z pogardą lub z wyższością?

Dlaczego poruszam ten temat? W tym roku córka mojej znajomej dostała się na wymarzoną stomatologię. Chcąc przekazać jej kilka praktycznych rad, przestrzegłem, że może się spotkać z tym, że studenci Wydziału Lekarskiego będą traktować studentów stomatologii z wyższością. To zjawisko zaobserwowałem już ponad ćwierć wieku temu, gdy sam zaczynałem studia. Pamiętam pejoratywne określenia, typu „stomatołki”, kierowane w stronę rówieśników, którzy wybrali studiowanie stomatologii. Gdy przekazałem dziewczynie tę informację, usłyszałem, że niestety już zderzyła się z tą pogardą.

W trakcie wspólnego wykładu, gdy zaczęto wyczytywać listę studentów Wydziału Stomatologii, pojawiły się niegodne przyszłych lekarzy, a przypominające bardziej stadionową chuliganerię — prymitywne buczenia niektórych przedstawicieli Wydziału Lekarskiego.

Medycyna od swoich początków była i nadal jest czymś więcej niż tylko nauką. To bez wątpienia pewnego rodzaju służba drugiemu człowiekowi.

Od przysięgi Hipokratesa po współczesne kodeksy etyki zawodowej obowiązujące w wielu krajach fundamentem pracy lekarza powinny pozostawać pokora, współczucie oraz szacunek dla drugiego człowieka i godności ludzkiego życia. Student medycyny, który okazuje pogardę studentom innych wydziałów czy kierunków studiów, zdradza swój brak empatii, a więc cechy absolutnie kluczowej w byciu lekarzem, bo niezbędnej i niezastąpionej w relacji lekarz-pacjent. Brak empatii w okresie studenckim może się przekształcić w profesjonalną arogancję, niszcząc zaufanie, współpracę i bezpieczeństwo w szpitalnych zespołach medycznych. A arogancja to bez wątpienia cichy wróg medycyny, który potrafi skutecznie zniszczyć relacje lekarzy z pacjentami.

Brak szacunku to nie tylko wina rodzinnego domu, to często maski, jakie nakłada na siebie ukrywany lęk i niepewność, bo wysoka presja i rywalizacja na studiach medycznych potrafią sprawić, że niektórzy studenci, aby jakoś przetrwać psychicznie, szukają przewagi psychicznej poprzez wywyższanie się nad innymi.

Rola uczelni medycznych nie kończy się na przekazywaniu wiedzy. Powinny one kształcić nie tylko kompetencje, lecz także charakter. Przyszłość medycyny zależy nie tylko od tego, czy będziemy doskonalić lekarzy, aby byli biegli w technologiach związanych z AI, lecz także od tego, czy będą oni otwarci na to, co w relacji lekarz-pacjent jest typowo ludzkie, a nazywa się prawdziwą empatią. Etyka, mentoring, zajęcia z komunikacji i refleksji powinny być równie obowiązkowe jak anatomia i farmakologia.

Czy studenci, którzy źle traktują innych, powinni zostać lekarzami? Nie, dopóki się nie zmienią. Wiedza bez empatii może ranić, a genialny umysł bez życzliwości nie uzdrowi nikogo, jedynie będzie  traktował chorego w kontekście odpowiedzi na pytanie: Czy tego pacjenta opłaca się leczyć? Z kolei ci, którzy nauczą się na własnych błędach, odkryją pokorę w sobie i zrozumieją, że każdy człowiek zasługuje na godność, mają szansę stać się lekarzami wyjątkowymi. Medycyna, której jako ludzie pragniemy, nie wymaga perfekcji, ale wymaga prawdziwego człowieczeństwa. W ostatecznym rozrachunku miarą lekarza nie jest tylko to, ile wie, lecz również to, jak głęboko potrafi się troszczyć. Dlatego w medycynie przyszłości u steru ostatecznych i bezpiecznych decyzji dotyczących pacjentów powinien zawsze stać człowiek, wspierany przez kontrolowaną sztuczną inteligencję. Nigdy odwrotnie.

r n. med. Marek Derkacz, MBA

specjalista chorób wewnętrznych, specjalista endokrynolog i diabetolog
marekderkacz@interia.pl